Bariery naszego umysłu

Dzisiaj uraczę Was moimi refleksjami i doświadczeniami związanymi z pokonywaniem granic, wydawałoby się niemożliwych do pokonania, przez osoby niepełnosprawne. Każdy z nas się zgodzi, że niewątpliwie, ograniczenia ruchowe, czy brak wzroku lub słuchu mogą wpłynąć negatywnie na nasze możliwości postrzegania lub wręcz poruszania się po świecie. Ale czy na pewno, czy nie są to tylko wymówki, lub strach przed zrobieniem pierwszego kroku, przełamaniem się i wyruszeniem z domu.

Takie opory mogą być spowodowane wieloma czynnikami, poza tymi najbardziej oczywistymi – załamaniem się, wstydem no bo co powiedzą ludzie jak zobaczą mnie „inwalidę”, wpływem rodziny „przecież nie dasz sobie rady, ja się Tobą zaopiekuję” – są i takie, na które pozornie nie mamy wpływu, np. warunki materialne, wiek, czy unormowania kulturowe.

Przełamać bariery

Czy aby na pewno wszystko możemy zwalić na nasze kalectwo? Czy nasze kalectwo jest w naszym ciele, czy w umyśle?
Opowiem Wam pewną historię i sami zdecydujecie. Specjalnie zmienię imiona i miejsca zamieszkania.

Tomasz, niewidomy od dziecka, 45-letni mężczyzna z Łodzi. Wzrok stracił bawiąc się z kolegami na podwórku w wieku 6 lat, spadł z niewysokiego murku, tak niefortunnie że tyłem głowy uderzył o wystający krawężnik. Stracił przytomność, gdy obudził się w szpitalu jeszcze widział, ale już tylko przez mgłę, po pewnym czasie stracił wzrok całkowicie. Rodzice byli załamani, diagnoza lekarzy – niewidomy do końca życia. Cały świat wywrócił się tej rodzinie do góry nogami.

Przez pierwszych kilka miesięcy po wyjściu ze szpitala musieli się uczyć jak żyć z niewidomym dzieckiem, bali się wypuszczać Tomasza na podwórko, bali się zostawić go samego w pokoju, matka zrezygnowała z pracy, ojciec musiał brać dodatkowe zlecenia, aby wiązać koniec z końcem. Małżeństwo przechodziło kryzys, wtedy trafili do poradni psychologicznej, traf chciał że terapeuta miał niewidomą żonę, znał sprawę od podszewki i uzmysłowić im jak negatywny skutek ma takie zamykanie się w sobie i izolowane dziecka od świata. Tomasz zaczął wychodzić na dwór pod czujną zrazu opieką rodziców, kontakt z dziećmi pomógł mu odzyskać zaufanie we własne możliwości (mówimy że dzieci potrafią być okrutne, ale potrafią też nie zważać na ułomności innych gdy się z nimi dobrze bawią, potrafią nie widzieć kaleki, a po prostu drugie dziecko). Tomasz miał szczęście trafił do dobrej szkoły, skończył studia, poznał dziewczynę (niedowidzącą), są dzisiaj małżeństwem, udzielają się społecznie w pomocy osobom niewidomym.

Wielkim marzeniem Tomasza, wydawałoby się niemożliwym do spełnienia, było poprowadzenie samochodu. Od zawsze pragnął zasiąść za kółkiem, całą teorię prowadzenia samochodu miał w małym palcu, ale zdawał sobie sprawę, że przez brak wzroku nigdy nie uda mu się urzeczywistnić tego pragnienia. Ale czy aby na pewno, czy nie po to człowiek jest istotą myślącą, aby nie przekraczać granic niemożliwych do przekroczenia. Podczas jednego z obozów terapeutycznych dla osób niewidomych, kolega Tomasza, wychowawca i opiekun, gdy usłyszał o tym pragnieniu, pomyślał, a co mi tam, i gdy już zrobili zakupy w pobliskim miasteczku i wracali starą zdezelowaną Skoda Fabią do ośrodka położonego głęboko w lesie zatrzymał nagle samochód i powiedział „Tomek, moje kolano niedomaga, musisz poprowadzić samochód, przesiadamy się”. Tomek zaniemówił, czy on zwariował, znamy się od tyłu lat, a on zapomniał, że jestem niewidomy. Nic z tych rzeczy, kolega chciał zrobić coś specjalnego dla Tomasza. Długie minuty przekonywania, oporów, strachu – jak ja mam prowadzić przecież nie widzę (poprowadzę Cię), ale ja na pewno trafię w jakieś drzewo (dasz radę). Kolega Tomasza był nieugięty, więc ten w końcu usiadł za kółkiem i odpalił silnik, ruszył, samochód szarpnął i zgasł, „Spokojnie i powoli” powiedział kolega. W końcu ruszyli, Tomasz był tak skoncentrowany, że słyszał, każdy dźwięk wydawany przez silnik i podwozie, „lekko w lewo, teraz prosto, skręć w prawo, trochę za mocno” padały instrukcje kolegi. I tak przejechali ponad kilometr, szybkość oczywiście nie była zawrotną, ale marzenie Tomasza spełniło się.

Wierzmy w marzenia i realizujmy je, przełamujmy granice, bo nasze kalectwo to nasz umysł.
Powiecie fajna historyjka, pewnie wyssana z palca – gwarantuję Wam, że prawdziwa, znam ich obu.

Powiecie dobrze wierzymy, ale ja nie mam nogi, albo ręki, odpowiem Wam – znacie historię Jaśka Meli, chłopak w wyniku porażenia prądem miał amputowaną jedną nogę (podudzie) i rękę (przedramię). I dzięki wytrwałości swojej i życzliwych mu osób, zdobył w towarzystwie Marka Kamińskiego oba bieguny, wszedł na Kilimandżaro i w towarzystwie niewidomego, oraz mężczyzny po resekcji płuca, zdobył Elbrus.

Nasze ograniczenia siedzą tylko w naszej głowie, nie ważne czy jesteśmy osobą niepełnosprawną, czy w pełni sprawnym człowiekiem.

* w tekście użyłem kilkakrotnie i z premedytacją słowa kaleka, mam nadzieję, że nie weźmiecie mi tego za złe (chciałem uwydatnić problem naszego myślenia)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s