Ile jestem wart?

Na pewno każde z Was miało w swoim życiu taki okres, kiedy czuło się w jakiś sposób niedowartościowane, lub nie panujące nad rzeczywistością. Sytuacje takie mogą wynikać z różnych źródeł: rodzice chcąc zmotywować dziecko zbyt często, mimo jego postępów ciągle wmawiają mu, że może lepiej, że nie jest dobre; szef widząc Twoje zaangażowanie wymaga coraz więcej i mówi że sobie poradzisz, a jednocześnie wytyka Ci masę błędów;

partner chcąc podbudować swoje ego wmawia Ci że jesteś gorszy/gorsza; mogą tez wynikać z jakiejś traumy, np. u dzieci lub partnerów alkoholików lub narkomanów, czy traumie po chorobie lub kalectwie, itd. Powodów może być tyle ile takich przypadków, bo każdy z nas jest inny.

Normalnie radzimy sobie z takimi sprawami i sposobem myślenia dość dobrze i szybko, bo nasz system wartości własnej, raczej nie pozwala na zbyt niską samoocenę, ale bywają sytuacje, gdy poddajemy się takiemu myśleniu, że coś moglibyśmy zrobić lepiej, że ciągle nam nie idzie, ze ktoś przecież jest lepszy.

Jeżeli taka sytuacja trwa krótko, to jeszcze nie jest taka zła, dopiero gdy uczucie niepewności, niedowartościowania czy słabej samooceny przybiera charakter permanentny to możemy mówić o problemie. No dobrze, ale gdy on już jest to co z nim robić dalej. Poniżej przedstawię Wam dwie opowieści, które pokazują, że wyjść może być wiele, bo każdy jest inny, czasami wystarczy rozmowa, a czasami jest potrzebny psycholog i leki.

Niedowartościowanie

Marcin lat 16 syn rozwodników, wychowywany przez matkę, która ciągle mu wpajała, że jest leniwy, a przecież mógłby być geniuszem gdyby chciał i mimo że jego oceny w szkole były w przeważającej mierze w średniej klasowej, nawet czasami ja przekraczały, ciągle słyszał jakim to jest głąbem.

Jego poziom niedowartościowania i słabej samooceny cały czas pogłębiany, spowodował w końcu permanentną potrzebę akceptacji ze strony innych. Marcin, aby zaskarbić sobie uznanie, stał się uległym człowiekiem, pozbawionym własnej woli (a właściwie została ona w nim wytłumiona) jego jedynym celem było zadowolenie innych (mimo, iż wydawało mu się, że walczy o siebie, to sam się dla siebie nie liczył).

W końcu nie mogąc wytrzymać presji, uciekł z domu, bo czuł, że nie spełnia oczekiwań jakie w nim pokładano, że jest do niczego, że nie pasuje do tego świata, że jest gorszy.

Będąc na gigancie poznał wielu ludzi, w tym jedna osobę, która odmieniła jego sposób myślenia i postrzegania świata. Była nią studentka psychologii, w sumie niewiele starsza od niego, która podczas podróży ze Szczecina do Krakowa siedziała naprzeciwko niego, i która nawiązała z nim rozmowę. Była zachwycona jego elokwencją, zrozumieniem niektórych spraw i wiedzą, o czym nie omieszkała się powiedzieć Marcinowi. Ten zrazu nieufny, jednak z czasem zaczął jej wierzyć, poczuł, że może jednak jest coś wart i to nie on stwarza ten problem. To dlatego postanowił wrócić do domu i skończyć szkołę, a nie z życiem.

Od tej chwili zaczął zauważać, że ludzie z jego otoczenia, koledzy, nauczyciele czy sąsiedzi widzą w nim normalnego nastolatka, ani dobrego, ani złego, po prostu takiego jak wielu innych. Dzięki temu spotkaniu w pociągu przestał przejmować się dalej powtarzanymi przez matkę narzekaniami, zauważył swoja wartość, stał się bardziej śmiały i otwarty w stosunku do ludzi.

Dzisiaj Marcin jest już dorosłym mężczyzną grubo po trzydziestce, w jego życiu różnie się układało, ale podejście do swojej wartości zachował poprawne, nie uważa, że musi wszystko wiedzieć i umieć, ale też wie jakie ma możliwości i co jest wart. Prowadzi szczęśliwe życie i ma dobrą pracę. Tylko ciągle żałuje jednego, że nie miał możliwości podziękować tej studentce, że nie wziął wtedy jej namiarów, ale może właśnie tak miało to być.

niska samoocena

Aneta lat 23, właśnie zaczęła swoja pierwszą pracę w biurze i była dość niepewna czy sobie poradzi ze wszystkimi obowiązkami, ale jest przecież ambitna i inteligentna wiec szybko się uczy. Niestety szef kilkakrotnie robi jej burę i ma pretensje, że czegoś zapomniała, jednocześnie mocno chwaląc jej koleżankę. Aneta zaczyna tracić wiarę w siebie (choć wszyscy koledzy z pracy mówią jej jaka jest dobra, to ona słyszy w głowie tylko słowa szefa), zamyka się w sobie, jej życie osobiste zamiera, rzuca się w wir pracy by udowodnić jaka jest dobra, by zadowolić szefa. Ciągle jej się wydaje, że gdzieś tam w jej pracy są niedoróbki. Nawet gdy szef zaczyna ja chwalić, jest już tak przekonana o swoim nieudacznictwie, że nawet nie docierają do niej jego słowa pochwał. Uważa, ze wszystko robi źle, i wszystkim zaczyna o tym opowiadać. Znajomi widząc jej zachowanie i nie mogąc go znieść powoli odsuwają się od niej, rodzina niechętnie zaprasza ja na spotkania, bo potrafi rozmawiać tylko o tym jaka jest nieudolna w pracy. W końcu, po długich namowach przyjaciółki trafia do psychologa, ten potrzebuje wielu sesji, by do niej dotrzeć i zmienić jej spojrzenie, nie na świat, tylko na nią samą. W końcu udaje się jej odzyskać wiarę w siebie, awansuje, otwiera się na nowe znajomości, poza praca dostrzega świat, który ja otacza, poznaje chłopaka.

Co łączy Marcina i Anetę? Otóż w pewnym okresie swojego życia trafili na ludzi, którzy zachwiali ich samooceną i nie potrafili zauważyć, mimo swoistych poszukiwań swojej wartości, potwierdzenia atrakcyjności dla innych. Im się udało, bo trafili też na osoby które do nich dotarły i wskazały drogę, dowartościowały.
Przypadków osób które są niedowartościowane, czy ich samoocena została poważnie nadszarpnięta i zachwiana, jest wiele, niektóre kończą się szczęśliwie, jak te opisane przeze mnie, ale bywają i takie, których zakończenie jest tragiczne.

Jak sobie poradzić z takimi sytuacjami? W obu przypadkach widać, że pomocne okazały się inne osoby, które wskazały drogę i dowartościowały. Dlatego starajmy się, aby w naszym otoczeniu był ktoś nam przychylny, ktoś kto nas będzie wspierał. Powiecie, łatwo powiedzieć, ale jak kogoś takiego znaleźć, odpowiedź jest prosta wystarczy słuchać, nie zamykać się w sobie, w swoich problemach czy rozterkach, czasami poszukać pomocy u specjalisty (to nie takie straszne, wiem bo sam to robiłem).

Pamiętajcie, tak naprawdę świat i ludzie są tacy jakich my ich stworzymy, to my jesteśmy kreatorami własnego życia, naszej rzeczywistości i to od nas zależy czy będziemy szczęśliwi. Unikajmy ludzi „destruktorów” i wykorzystywaczy , którzy aby podbudować własne ego, wyssą z nas resztki wiary w siebie.

Na koniec takie podsumowanie – każdy z nas ma jakąś wartość, szukajcie jej w sobie, a potem pielęgnujcie i nie zważajcie na słowa zawistników. Bądźcie sobą, a nie projekcją innych, a będziecie szczęśliwi. To wiara w siebie pozwala nam pchać ten świat do przodu. Gdyby Maria Cuire-Skłodowska, poddała się po pierwszych swoich niepowodzeniach, gdy zawistnicy wyśmiewali i wykpiwali ją, nigdy nie osiągnęłaby tyle, nie otrzymałaby dwóch Nagród Nobla.

Neal Donald Walsch powiedział „Tak długo, jak będziesz przejmował się tym, co sądzą o Tobie inni, mają Cię w ręku. Dopiero gdy przestaniesz wypatrywać uznania z zewnątrz będziesz panem samego siebie”.

Nasza wartość jest w nas, a nie w oczach innych – pamiętajmy o tym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s