Droga św. Jakuba – podróż w głąb siebie

Jeden z działów mojego bloga nosi nazwę „Podróże w głąb siebie” i nie bez kozery. Opisuję w nim moje rozmyślania (nie koniecznie o mnie, ale również) nad życiem i różnymi jego aspektami.

Dzisiaj, w moją kolejną prawie bezsenną hotelową noc myślałem o projekcie, który zaszczepiła we mnie pewna bliska mojemu sercu osoba.

Myślę, że wielu z Was słyszało o Camino de Santiago, w Polsce nazywane Drogą św. Jakuba. Ten swoisty szlak pielgrzymkowy, kończący się w Santiago de Compostela nie jest ściśle wytyczoną wędrówką i tak jak w życiu, do jego celu prowadzi wiele dróg.

camino de santiago

Choć rozpropagowany przez chrześcijan (katedra Santiago de Compostela jest trzecim po Rzymie i Jerozolimie miejscem kultu tej religii), dzisiaj podążają nim pielgrzymi serca i duszy, wyznawcy różnych religii oraz osoby niewierzące. Dla wielu jest rozliczeniem ze swoją przeszłością, czy też poszukiwaniem celu w życiu.
Trudy wędrówki pozwalają nam dostrzec to że życie choć piękne, nie zawsze spełnia wszystkie nasze oczekiwania, ale zawsze daje nam radość z dotarcia do celu.

A czym różni się ta droga od naszych pielgrzymek do Częstochowy spytacie, odpowiadam, różni się fundamentem. Polskie wyprawy na Jasną Górę organizowane przez kościół mają jednoczyć wiernych i pokazać siłę wiary, dlatego kapłani starają się zebrać jak największe grupy. Natomiast wyprawa Drogą św. Jakuba jest wyprawą w głąb siebie, poszukiwaniem sensu życia, swoistym rozliczeniem, dlatego z założenia powinniśmy odbywać ją sami lub w niewielkim gronie przyjaciół.

Camino de Santiago przebywamy w ciszy wsłuchując się w siebie i łącząc z otaczającym nas światem. Niektórzy po dotarciu do katedry w Santiago de Compostela, idą jeszcze „kawałek” dalej, aby dotrzeć do „kresu świata” – brzegu oceanu, gdzie pośród spienionych fal odnajdują tę jedną jedyną, dla każdego inną, muszlę – symbol wędrówki Drogą św. Jakuba.

muszla sw. jakuba

Ja w swoją drogę miałem wyruszyć pod koniec przyszłego roku, jednak życie lubi płatać figle i zmieniać plany – wyruszę więc chyba wcześniej, na razie muszę podciągnąć kondycję bo zamierzam tę kilkuset kilometrową trasę przebyć dość szybko, jak życie. Bo taka ona właśnie powinna być, ta jego piesza alegoria.
A co chcę osiągnąć, z czego się rozliczyć jeszcze niedawno odpowiedziałbym konkretnie, ale teraz wiem że do czasu mojego startu może się jeszcze wiele zmienić, bo życie potrafi zaskakiwać.

Moja podróż będzie na pewno swoistym rozliczeniem ze mną samym, z tym co w życiu zrobiłem, a czego zaniechałem, zmierzeniem się z moimi obawami oraz próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie „co dalej”. Nie wiem jak się skończy, ale wiem, że w nią wyruszę, zupełnie jak w życiu. A na koniec przyłożę do ucha płaską muszlę i wsłucham się w szum i rytm otaczającego mnie świata, połączę się z naturą i może wtedy zrozumiem o co w tym wszystkim chodzi, a jeśli nie zrozumiem, bo czyż można w pełni zrozumieć życie, to na pewno poznam dużo lepiej siebie.

Życzę Wam, żebyście też mieli sposobność odbycia takiej wędrówki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s