Gdańsk – historii ciag dalszy

Niedawno rozpocząłem opis mojej podróży do Gdańska, dzisiaj ciąg dalszy tego wyjazdu.
Po minięciu przedstawionych już w poprzednim tekście Hali Targowej i Bazyliki św. Mikołaja, swoje kroki skierowałem w kierunku gdańskiej katedry.

Ale zanim tam doszedłem minąłem jeszcze jeden ważny dla Gdańska budynek, mówię tu o Wielkiej Zbrojowni, zwanej też Arsenałem. Budowla ta powstała na początku XVII wieku, w odpowiedzi na wciąż rosnące zagrożenie ze strony Szwecji.

gdansk-48 (Kopiowanie)

Funkcją Zbrojowni nie było jednak tylko magazynowanie broni, odwiedzający miasto mogli podziwiać kunszt jej wykonania, oraz sposób użycia, gdyż prezentowana była ona na specjalnych ruchomych manekinach. Znajdowały się tu również posagi i obrazy dopełniające artystyczno-militarnego postrzegania wnętrz. Oczywiście w razie jakiejkolwiek akcji militarnej broń była natychmiast ściągana z wystawy i służyła do obrony miasta.

Ciekawostką niech będzie fakt, że budynek Wielkiej Zbrojowni uważany jest za najokazalszy świecki przykład manieryzmu w Gdańsku, a inspiracją dla niego były… Hale Mięsne w holenderskim Haarlemie.

Idąc dalej ulicą Piwną dochodzimy w końcu do Bazyliki Mariackiej. Budynek ten zbudowany został pomiędzy 1346, a 1506 rokiem. Stojąc przed nim człowiek czuje się malutki i takie też było zamierzenie budowniczych. Warto nadmienić, że gdańska konkatedra pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny jest największą na świecie świątynią wybudowaną z cegły.

gdansk-49 (Kopiowanie)

Po wejściu do środka nie wyczułem jednak ciszy i skupienia, za to poczułem się jak w muzeum, gdzie na ścianach i we wnękach umieszczono kolejne eksponaty, a jest ich dużo. Znajdziemy tu chociażby: Piękną Madonnę Gdańską (gotycką figurę Maryi z Dzieciątkiem Jezus pochodzącą najprawdopodobniej z XV wieku), Pietę (figurę powstałą na przełomie XIV i XV wieku), zespół obrazów i epitafiów z okresu pomiędzy XVI i XVIII wiekiem.

Jest tu jeszcze jeden eksponat – zegar astronomiczny, wiąże się z nim ciekawa historia miłosna. Otóż pewnego razu burmistrz Gdańska zauważył, że jego córka wymyka się na wiele godzin z domu. Pytana o powód odpowiadała, że chodzi do kościoła. Po przeprowadzeniu przez swoich ludzi śledztwa burmistrz przekonał się, że owszem córka nie kłamała, jednak nie powiedziała mu całej prawdy. W kościele spotykała się bowiem ze swoim ukochanym, rzemieślnikiem tworzącym przepiękny zegar astronomiczny. Niestety, w tamtych czasach będący wysoko urodzonym burmistrz nie mógł pozwolić na taki mezalians. Poszedł więc rozmówić się z zegarmistrzem, ten właśnie mocował kolejne elementy zegara. Na słowa burmistrza odpowiadał dość burkliwie, co spowodowało wybuch gniewu u zarządcy miasta, który złapał za nóż i wbił go w plecy kochanka swojej córki. Ten spadając z drabiny w odruchu obronnym złapał kilka elementów zegara powodując ich wyrwanie i zniszczenie mechanizmu. Do dnia dzisiejszego nie został on naprawiony, gdyż zegarmistrz zginął, a nikt nie był w stanie dokończyć jego dzieła.

Po wyjściu z Bazyliki Mariackiej, wróciłem pod Arsenał i poszedłem dalej ulicą Tkacką, po kilkudziesięciu metrach ukazała się mi Złota Brama.

gdansk-83 (Kopiowanie)

Ta powstała w 1612 roku, na miejscu poprzedniej, czternastowiecznej bramy gotyckiej. Po jednej jej stronie rozciąga się, chyba najbardziej znana gdańska ulica – Długa, natomiast po drugiej, dokładnie naprzeciw wznosi się Muzeum Bursztynu. Mieści się ono w budynku dawnej Katowni i Wieży Więziennej. Do samego muzeum nie udało mi się wejść, gdyż trafiłem tak niefortunnie, że tuż przede mną w jego budynku pojawiły się trzy grupy wycieczkowe, co spowodowało dość pokaźny zator. Wieżę jednak mojej znajomej, która twierdzi, że wystawa jest naprawdę warta poznania, dlatego przy mojej kolejnej bytności w Gdańsku zarezerwuję czas na tę ekspozycję.

Kierując się ulicą Długą doszedłem do Ratusza Głównego Miasta. Pierwsze części tego budynku zostały wzniesione już w drugiej dekadzie XIV wieku, oczywiście w późniejszych latach następowała jego rozbudowa. Mający miejsce w 1556 roku pożar przyczynił się do przebudowy Ratusza w stylu renesansowym. Bogaci kupcy miejscy pragnęli dodać znaczenia swojemu miastu, dlatego też nie uchylali się od datków, dzięki którym wnętrza Ratusza nabrały pięknego wyglądu zarówno za sprawą zdobień, jak i wystroju wnętrz.

gdansk-86 (Kopiowanie)

Podczas drugiej wojny światowej budynek Ratusza, mimo ciągłych nalotów aliantów, nie ucierpiał, dopiero działania zbrojne Armii Czerwonej doprowadziły do prawie całkowitego unicestwienia tego miejsca. Jedynie dzięki staraniom polskiej administracji doprowadzono w końcu do rozpoczęcia prac nad jego odbudową. O skali zniszczeń może świadczyć fakt, że odbudowa była zaliczana do wybitnych osiągnięć sztuki konserwatorskiej.

Dzisiaj w budynku Ratusza mieści się Muzeum Historii Miasta Gdańska, można też, w czasie letniego sezonu turystycznego dostać się na galerię widokową usytuowaną na 50-cio metrowej wieży. Pamiętajcie jednak, że odbywają się tu również oficjalne uroczystości, wiec przed przyjazdem warto sprawdzić, czy będziecie się mogli dostać do wnętrz.

Tuż przy Ratuszu znajdziemy, chyba jeden z najbardziej znanych budynków stolicy Trójmiasta – Dwór Artusa. Nazwa wywodzi się od ówczesnej fascynacji legendą o Królu Arturze. Początki tego miejsca datuje się na XIV wiek, choć obecny wygląd tej okazałej kamienicy pochodzi z okresu znacznie późniejszego, bo z początku XVII wieku.
Jakie funkcje pełnił ten zabytek? Otóż było to miejsce spotkań i rozrywki dla bogatych mieszczan i patrycjatu, dla innych grup społecznych wstęp tutaj był surowo zakazany. Opłaty za spożywane trunki (bo przeważnie nimi się tu raczono) były wnoszone niezwłocznie po wejściu w progi tego zacnego dworu. Czasami miały tu również miejsce wystawne uczty, szczególnie gdy miasto było odwiedzane przez znamienitych gości. Pod koniec XVII wieku imprezy organizowane w Dworze Artusa były coraz bardziej głośne i jak to określali mieszkańcy ówczesnego Gdańska „rozwiązłe”.

gdansk-89 (Kopiowanie)

Przed wejściem do Dworu Artusa stoi dumnie, widoczna praktycznie z każdej strony Fontanna Neptuna. Bóg Mórz skierowany był przodem do kamienic mających być siedzibą królów polskich. Jego sylwetka była tak ustawiona, że zdawał się on oddawać im pokłon.
Wiele miast turystycznych ma rzeźby, które odwiedzający turyści powinni potrzeć, pocałować lub objąć. W Gdańsku to właśnie według legendy kaszubskiej, szczęście przynosi ucałowanie Boga Mórz, a gdzie trzeba go cmoknąć, no cóż dokładnie w najbardziej wypięte miejsce. Choć niektórym pośladki Neptuna mogą wydać się pociągające, mnie jednak nie skusiły.

Dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej, w kierunku nadbrzeża Motławy, w miejscu gdzie Długi Targ przecina ulica Mieszczańska, postawiono kolejną wartą obejrzenia rzecz. Termometr, a właściwie kolumnę meteorologiczną jednego z najbardziej znanych Gdańszczan, choć wstyd się przyznać do tej pory nie wiedziałem, że urodził się on właśnie w tym mieście, a o kim mówię – o wynalazcy termometru rtęciowego i twórcy skali temperatur Danielu Gabrielu Fahrenheit. Patrząc, na wzorowany na zabytkowym XVIII-to wieczny, termometr pamiętać należy o dokonaniu przeskalowania.

Idąc dalej w kierunku Motławy dochodzimy do Bramy Zielonej, podobno najstarszej z tzw. bram wodnych Gdańska. Obecny budynek pochodzi z 1564 roku i został wybudowany jako rezydencja królów polskich, choć żaden z nich tu nie przebywał. Swoją siedzibę miało tu natomiast jedno z najstarszych towarzystw naukowych ziem polskich – Towarzystwo Przyrodnicze w Gdańsku. Obecnie mieści się tu oddział wystawienniczy Muzeum Narodowego oraz Gdańska Galeria Fotografii. Swoje biura miał tu również do ubiegłego roku były prezydent RP Lech Wałęsa.

Po przekroczeniu bramy oczom naszym ukazuje się nadbrzeże Starej Motławy, to tu cumują promy i statki, których kapitanowie zapraszają nas na rejsy.
To tu też umiejscowiony jest jeden z najczęściej fotografowanych obiektów architektonicznych Gdańska – Żuraw Gdański (a właściwie Brama Żuraw). Nie ma się co dziwić ponieważ jest to kolejny naj- w Europie, tym razem najstarszy zachowany dźwig portowy. Obecny dźwig pochodzi z 1442 roku i od początku służył jako urządzenie do załadunku towarów na statki. Dla niektórych ciekawostka będzie pewnie fakt, że głównym przenoszonym za jego pośrednictwem towarem było… piwo. W tym miejscu dodać należy, że przez wieki Gdańsk stanowił centrum browarnictwa w Europie, a za niekwestionowany specjał uważano piwo jopejskie, produkowane w Gdańsku co najmniej od 1449 roku. Było ono cenione również za swoje właściwości… lecznicze.

gdansk-93 (Kopiowanie)

Ale wróćmy do Żurawia, jego siłą napędową była siła ludzkich rąk, a właściwie nóg, bowiem silnikiem tej potężnej machiny były dwa koła deptakowe o średnicy około 6 metrów, wewnątrz których jak sama nazwa wskazuje chodzili ludzie.

Przez prawie całą wojnę zabytku tego nie naruszono, dopiero w 1945 roku wkraczająca tu Armia Czerwona podpaliła go, w wyniku czego zniszczeniu uległy wszystkie elementy drewniane. Po II wojnie światowej został on jednak zrekonstruowany i do dnia dzisiejszego cieszy oczy przyjeżdżających tu turystów.

W tym miejscu zrobiłem sobie krótką przerwę na ustrzelenie kilku ciekawych fotek (najlepiej robić je ze znajdującej się naprzeciw Wyspy Spichrzów, skąd już tylko kilka kroków dzieli nas od gdańskiej Mariny.

Po zakończeniu sesji fotograficznej ruszyłem dalej nadbrzeżem Motławy, a potem Kanału Raduni, aż dotarłem do Pomnika Obrońców Poczty Gdańskiej, który mieści się przed tym historycznym budynkiem, gdzie 1 września 1939 roku pocztowcy bronili się przed kilkoma natarciami zorganizowanych jednostek niemieckiej policji i oddziałów SS. Z założenia obrona miała trwać sześć godzin, a więc biorąc pod uwagę, że atak zaczął się o 4:45 pocztowcy powinni wytrzymać do godziny 10:45. Ich odwaga i poświęcenie (część zginęła od kul i wybuchów, ale również spłonęła żywcem od podpalonej, uprzednio wpompowanej przez Niemców do budynku benzyny), pozwoliła na utrzymanie budynku do godziny 19:00. Poza pomnikiem upamiętniającym to zdarzenie wypatrzyłem również mural znajdujący się na jednym z pobliskich budynków, a odnoszący się do bohaterstwa obrońców.

gdansk-104 (Kopiowanie)

Dalsze kroki skierowałem w kierunku Kościoła świętego Bartłomieja. Obecnie ma on rangę konkatedry greckokatolickiej, a wybudowany został w piętnastym wieku. Do swojego zniszczenia w 1945 roku był kościołem luterańskim, potem po odbudowie należał do jezuitów, a od 1996 roku jest świątynią eparchii (odpowiednika diecezji w kościele rzymskokatolickim) wrocławsko-gdańskiej. Po wejściu w te stare mury uderza nas prostota i czystość. Białe ściany na których umieszczono freski (ikony) z dominującym kolorem pomarańczowym, od razu można poczuć, że znaleźliśmy się w kościele o obrządku wschodnim, natomiast za głównym ołtarzem umieszczono piękne okno witrażowe.

gdansk-109 (Kopiowanie)

Z miejscem tym związana jest jeszcze jedna historia, niestety tragiczna i wcale nie odległa. Podczas potężnej wichury jaka miała miejsce w Gdańsku w 2004 roku mur okalający Kościół świętego Bartłomieja zawalił się na przechodzącą przy nim czterdziesto- paroletnią lekarkę Larisę Bitel, powodując jej śmierć. Dzisiaj w tym miejscu znajduje się tablica pamiątkowa.

Po drugiej stronie skrzyżowania usytuowany jest kościół pod wezwaniem innego świętego – Jakuba Większego. O miejscu przechowywania jego szczątków pisałem już w tekście „Droga św. Jakuba – podróż w głąb siebie”. Gdańskie miejsce kultu pierwszego z dwunastu apostołów Jezusa, który zginał śmiercią męczeńską, nawiązuje do jednego z najsłynniejszych szlaków pielgrzymkowych. Można tu znaleźć wiele pamiątek przywiezionych z wędrówek pątników do Santiago de Compostela.

Kościół ten został wybudowany w pierwszej połowie piętnastego wieku dzięki datkom i staraniom marynarzy, których święty Jakub jest patronem. I tak jak czasami wzburzone potrafią być wody mórz i oceanów, tak burzliwa jest historia tego obiektu. Kilkakrotnie bowiem pozbawiany był on swojej funkcji sakralnej, a w jego wnętrzach znajdowały się między innymi: francuski obóz dla jeńców pruskich i rosyjskich, biblioteka miejską, szkoła nawigacyjną, czy też siedziba Gdańskiej Izby Rzemieślniczej. Po drugiej wojnie światowej trafił jednak w ręce zakonu Kapucynów i od tej pory pełni swoje właściwe przeznaczenie.

O tym, że Gdańsk jest miastem na wskroś historycznym nie trzeba chyba nikogo przekonywać, a o tym że jest to historia wciąż żywa, świadczy kolejne odwiedzone przeze mnie miejsce – Stocznia Gdańska.

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów niedawnej historii polskiej jest brama nr 2 Stoczni Gdańskiej, po jej przekroczeniu znajdziemy się w miejscu gdzie w 1970 roku krwawo stłumiono protesty robotnicze, gdzie powstawał NSZZ „Solidarność” i gdzie w 1980 roku podpisano porozumienia sierpniowe.

gdansk-121 (Kopiowanie)

Przed samą Stocznia znajduje się na dużym placu Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 postawiony w tym miejscu w 1980 roku. Przedstawia on trzy strzelające wysoko w niebo krzyże z zawieszonymi na nich kotwicami.

Po przekroczeniu bramy po mojej lewej stronie wznosił się duży charakterystyczny budynek Europejskiego Centrum Solidarności, uhonorowanego Nagrodą Muzealną 2016 Rady Europy, której wręczenie odbędzie się w kwietniu bieżącego roku.

Ale to nie tam skierowałem swoje kroki, ja wybrałem dużo skromniejszy budynek, usytuowany prawie na wprost bramy – Salę BHP Stoczni Gdańskiej. To właśnie w tym miejscu podpisano porozumienia sierpniowe w 1980 roku, to tu później wielokrotnie obradowała Krajowa Komisja NSZZ Solidarność. Dzisiaj mieści się tu wystawa upamiętniająca te chwile, a od obsługi możemy dowiedzieć się ciekawych historii, ot chociażby takiej, że gdy w przededniu wizyty Jana Pawła II w Gdańsku stoczniowcy chcieli upamiętnić śmierć swoich kolegów niewielkim krzyżem składającym się z tabliczek z ich nazwiskami, ówczesne władze postawiły ultimatum, że na krzyżu maja się znaleźć też nazwiska poległych milicjantów (przynajmniej jedno), oficjalnie ultimatum to odrzucono, jednak gdy spojrzymy na wywieszony w Sali BHP krzyż zauważymy, że znajdujące się najniżej nazwisko wypisane jest inną czcionką. Dlaczego tak jest, otóż jednak na krzyżu znalazło się nazwisko milicjanta, młodego dwudziestoletniego chłopaka, który strzelając w powietrze tak niefortunnie ustawił tor lotu pocisku, ze ten trafił i zabił jednego ze stoczniowców, ci w przypływie gniewu dokonali linczu na funkcjonariuszu.

gdansk-129 (Kopiowanie)

I tak zatoczyłem koło po Gdańsku spod Stoczni przeszedłem pod budynek Dworca kolejowego, nie był to jednak koniec mojej bytności w tym mieście, pozostało jeszcze jedno miejsce, które chciałem odwiedzić. Wsiadłem więc w miejski autobus i udałem się na Westerplatte.

Miejsce, które od dziecka budziło moje dreszcze emocji, szczególnie gdy po raz pierwszy przeczytałem wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:

„Kiedy się wypełniły dni
i przyszło zginać latem,
prosto do nieba czwórkami szli
żołnierze z Westerplatte.

A lato było piękne tego roku.

I tak śpiewali: Ach to nic,
że tak bolały rany,
bo jakże słodko teraz iść
na te niebiańskie polany…”

Dzisiaj w miejscu bohaterskiej obrony, choć o majorze Sucharskim krążą różne opinie, znaleźć możemy ruiny dawnych umocnień schowane wśród brzóz leniwie kołyszących się na wietrze. Natomiast na szczycie wzgórza umiejscowiono pomnik upamiętniający żołnierzy, którzy swoją odwagą nieśli do boju nasze wojska podczas wszystkich innych bitew II wojny światowej.

gdansk-133 (Kopiowanie)

Jako, że autobusy z Westerplatte do centrum Gdańska kursują dość rzadko, przespacerowałem się jeszcze nadbrzeżem naszego morza o zachodzie słońca. Tak skończyła się moja jednodniowa przygoda z Gdańskiem, wiem jedno, jeszcze nie raz tu wrócę, bo zostało mi jeszcze wiele do zobaczenia w tym historycznym mieście.

Jedna uwaga do wpisu “Gdańsk – historii ciag dalszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s