Historia zasłyszana

Jak już wiecie podczas mojego niefortunnego pobytu w Maroko, kilkakrotnie rozmawiałem telefonicznie z polskimi urzędnikami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo naszych rodaków oraz reprezentowanie Polski na terenie północno-zachodniej Afryki. Poza oficjalnymi informacjami dotyczącymi mojego pobytu oraz powrotu do kraju, próbowano przekonać mnie, iż moja sytuacja nie jest najgorsza, że jestem pod dobrą opieką, mam wspaniałych przyjaciół, a pamięć mi wróci dzięki pomocy lekarzy.

Jedną, krótką historię, historię tragiczną, zasłyszaną wtedy chciałbym Wam przybliżyć.

O szkodliwości narkotyków wiedzą już wszyscy, o ryzyku związanym z ich przemytem usłyszeć możemy w najróżniejszych serwisach informacyjnych. Dlaczego więc znajdują się ludzie chcący dorobić się na krzywdzie innych, ryzykując własne życie. Czynnikiem decydującym o tym są pewnie pieniądze, którymi kuszą kartele narkotykowe, łatwa jak by się zdawało gotówka, za którą niektórzy płacą wysoką cenę.

strzykawka

Jedna z wielu polskich rodzin, nie wyróżniająca się zbytnio na tle tysięcy innych, ledwo wiążących koniec z końcem, w jej skład wchodzą – podeszli już wiekiem dziadek i babcia, ich syn oraz wnuczek. Najprawdopodobniej to właśnie brak pieniędzy skłonił syna do nawiązania kontaktu z grupą przestępców specjalizujących się w przemycie narkotyków. Zgodził się zostać kurierem i dostarczać zabronione środki z krajów Ameryki Południowej. Czy zarobił łatwą gotówkę? Nie, za to rodzina straciła go na wiele lat (może na całe życie), jak wielu innych drobnych przemytników wpadł na granicy i został zatrzymany. Obecnie odsiaduje wyrok, w jednym z nie cieszących się dobrą opinią więzień na drugim końcu świata.

Rodzina utraciła, swojego członka i okryła się nieciekawą sławą wśród mieszkańców swojej miejscowości. Dziadkowie starali się jak najlepiej wychować pozostawionego pod ich opieką wnuczka. To on w końcu zastąpił im ich syna i to dzięki niemu mieli nadzieję poczuć, że jednak nie są pozbawieni talentów rodzicielskich. Przelewali na niego całą swą miłość, to on stał się ich oczkiem w głowie. Chłopak rósł, poznawał nowych kolegów, aż pewnego dnia, gdy już osiągnął pełnoletność, poznał ludzi, którzy obiecali mu wyrwanie się z biedy, możliwość zaczęcia nowego życia, szybkie samochody i tłum ładnych dziewczyn, które będą się dobijać do jego drzwi. Młodemu chłopakowi zaimponowało towarzystwo, starszych od niego mężczyzn, szastających gotówką, jeżdżących dobrymi samochodami i tym, że liczyli się „na mieście”. Gdy padła więc propozycja, aby „coś” przewiózł przez granicę, nie zastanawiał się długo, tym bardziej, że nowi „przyjaciele” uspokoili go, że nie wiąże się to z żadnym ryzykiem – przecież narkotyki (bo jak się pewnie domyślacie to o nie chodziło) będzie miał schowane w miejscu, do którego ciężko zajrzeć – we własnym brzuchu.

Chłopak wyjechał do jednego z państw afrykańskich, gdzie przygotowano mu „towar”, który zgodnie z instrukcją połknął. Jego powrót wiódł przez Maroko, gdzie znalazł się w Casablance, to właśnie tam coś zwróciło uwagę policji na jego osobę. Może to było widoczne na jego twarzy zdenerwowanie, a może kryminalna przeszłość jego ojca lub cynk od informatorów. Jednym słowem został zatrzymany i osadzony w areszcie. Jak już pewnie wiecie standardy policyjne w Maroko odbiegają od tych europejskich, a metody przesłuchań bywają podobno bardzo różne i nie stroni się w nich również od przemocy.

O zatrzymaniu obywatela polskiego nasza jednostka dyplomatyczna została poinformowana dość szybko, bo cztery godziny po tym zdarzeniu. Dla chłopaka było to już jednak za późno, poddany dość brutalnym zabiegom, mającym na celu wyciągnięcie z niego jak największej liczby informacji, pozostał już na zawsze w celi. Jaki był oficjalny komunikat policji skierowany do dyplomatów – polski obywatel zatrzymany na próbie przemytu narkotyków zmarł w celi z przyczyn nienaturalnych. A jakie to były naprawdę przyczyny – brutalne przesłuchanie spowodowało pęknięcie jednego z połkniętych przez chłopaka pojemników i śmierć w wyniku zatrucia narkotykami.

Syn w południowoamerykańskim więzieniu, wnuczek zabity w afrykańskiej celi – informacja dramatyczna dla pozostałych członków rodziny. Dziadkowie będąc w ogromnym szoku po stracie ukochanego wnuczka, poprosili o przesłanie im jakichkolwiek rzeczy po zmarłym – po prostu chcieli mieć pamiątkę. Prośba w dowolnym europejskim kraju została by oczywiście dość szybko spełniona, ale to była Afryka. Najwyższy rangą polski dyplomata, zaopatrzony w stosowne zezwolenie od królewskiego prokuratora udał się do wyznaczonej jednostki policji, aby pobrać pozostawione rzeczy. Czy je otrzymał? No cóż nie było tak łatwo, jakby mogło się wydawać, policjanci początkowo stwierdzili, że mimo wszystkich wymaganych dokumentów, nic nie wydadzą – „bo nie”. W wyniku dalszych usilnych zabiegów, po kilku godzinach, powiedzieli, że dyplomata ma im przedstawić listę przedmiotów, które chce pobrać. Nie przedstawiono mu jednak listy rzeczy, które były zabezpieczone przy aresztowaniu młodego Polaka. Gdy nasz rządowy przedstawiciel stwierdził, że brak mu wiedzy w tym zakresie, odpowiedziano – w takim razie przekażemy co nam się będzie podobało. Czy wydano wszystko? Czy część znalazła się w kieszeniach i torbach marokańskich policjantów? Czy znamy wszystkie szczegóły śmierci młodego Polaka? Tego nigdy się nie dowiemy.

Dziadkowie też pozostaną w niewiedzy, z ogromnym ciężarem w sercu – ciężarem spowodowanym przez narkotyki, które stały się przyczyną klęski tej rodziny.

Czy takich rodzin jest wiele? Czy takie zdarzenia będą przestrogą dla innych?
Łudzę się, że na pierwsze pytanie odpowiedź jest przecząca, a na drugie twierdząca.

3 uwagi do wpisu “Historia zasłyszana

  1. Przerażające ale prawdziwe… Brak środków do życia, skrajna nędza często wzbudza w ludziach schemat myślenia – wóz albo przewóz…Ryzyko jest ogromne- pożywka śmierci. W krajach muzułmańskich to co nam się wydaje normalne uznaje się za przestępstwo. W Maroko para nastolatów została skazana na 5 lat więzienia za publiczny pocałunek… Ja tam nie pojadę;) Ciebie podziwiam

    Lubię to

    1. Napisałaś – Ja tam nie pojadę.
      Rozumiem Twoje obawy, ale ja, mimo wszystkiego co mnie tam spotkało, nie odradzam podróży w te rejony, a wręcz do nich zachęcam. To kraj z bogatą i jakże odmienną od naszej kulturą. Mam nadzieję, że wrócą mi wspomnienia ze spędzonych tam chwil.
      Zastanów się jeszcze nad swoja decyzją – świat jest piękny w swej różnorodności.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s