Wyjazdowy prezent

Przez kilka dni nie pisałem, ani nie zamieszczałem żadnych fotek. Jak pewnie się domyślacie miałem ku temu powód, choć pewnie nie wiecie jaki. Otóż jak już zdążyliście zauważyć w moim ostatnim tekście przyznałem się, że po raz kolejny w moim życiu zestarzałem się (na szczęście tylko rocznikowo). Moi przyjaciele postanowili mi z tego powodu zrobić prezent, tak zrobić, a nie dać. Wiedząc, że straciłem pamięć i że uwielbiałem podróże postanowili wziąć mnie na kilkudniowy wypad po Górach Świętokrzyskich i Lubelszczyźnie. Odwiedziliśmy kilka miast, miasteczek i wsi, dzięki czemu zdobyłem nowy materiał którym będę się z Wami dzielił w najbliższych tekstach. Dowiecie się też między innymi o tym: jak poczułem się niczym wiking grając w Kubb, że nie taki straszny harleyowiec  jak go amerykańskie filmy malują, jak pies był przyczynkiem do odwiedzenia miejsca wyciszenia, czy można zapomnieć jak się jeździ rowerem i wiele innych ciekawych historii.

Zacznę jednak od początku, część moich znajomych nie znała się nawzajem (jak się okazało ja części też „nie znałem”, ale to mogę zrzucić na karb utraty pamięci). Postanowiliśmy więc wspólnie, że zorganizujemy spotkanie w jednej z kieleckich restauracji. Jako, że był to dzień nocy muzeów wymyśliliśmy, że najpierw napijemy się piwa i pogadamy, a potem udamy się na zwiedzanie muzeów. Czy nam się to udało, powiedziałbym że połowicznie i to częściowo z mojej winy (nie, nie upiłem się, ani nic z tych rzeczy). W Starym Browarze bawiliśmy się bardzo dobrze, dzięki rozmowom i wspomnieniom dowiedziałem się też sporo o swoim „poprzednim życiu”. Gdy przyszedł czas kiedy mieliśmy udać się do muzeów pożegnaliśmy się z częścią znajomych i poszliśmy na podbój kultury i sztuki. Według moich informacji zdobytych na facebooku mieliśmy na to jeszcze trzy  godziny. Nie pomyślałem jednak o tym, żeby te informacje (zdobyte mniej więcej 2 tygodnie wcześniej) zweryfikować i gdy dotarliśmy około północy pod Muzeum Narodowe w Kielcach, mieszczące się w dawnym Pałacu Biskupów Krakowskich zdziwił nas brak ludzi, a potem, jeszcze bardziej słowa wypowiedziane przez pana w mundurze strażnika – zapraszam jutro, noc muzeów już się zakończyła – trwała do 24:00.

Kolejny dzień zaczęliśmy od szybkiego śniadania u mojej mamy, które niestety trochę się przeciągnęło, potem zapakowaliśmy się do samochodu Arka i Ewy i ruszyliśmy w podróż. Na bazę wypadową wybraliśmy gospodarstwo turystyczne „U Sadzy” w podkieleckiej wsi Krajno. Jako, że doba pobytowa zaczyna się tam około 14, postanowiliśmy wcześniej zawadzić jeszcze o znajdujący się nieopodal Park Miniatur, który opisywałem już wcześniej w tekście Bałtów i Krajno – gdzie zabrać dzieci na weekend?  (zdjęcia znajdziecie tutaj). Wycieczka pośród najważniejszych światowych budowli zajęła nam trochę czasu, dodatkowym elementem dodanym były piękne widoki rozciągające się ze szczytu wzgórza na którym znajduje się ten ciekawy park.

W domku, którego część parteru zajmowaliśmy powitała nas właścicielka, bardzo mila kobieta, która poinformowała nas również, że wieczorem zjawi się jedna para w średnim wieku, która zajmie pokój na górze. Opowiedziała nam też kilka historii związanych z poprzednimi „lokatorami”, których pomysłowość po prostu powala z nóg. Ot, chociażby wprost ułańska fantazja panów ze służb mundurowych, którzy wraz ze swoimi kumplami kibicami postanowili wyprawić koledze wieczór kawalerski. Wszystko było dobrze dopóki nie postanowili rozpalić ogniska (nic w tym dziwnego skoro jest na nie miejsce), gdy kończył się już opał, a panom mocno szumiało w głowach „morze”, padł pomysł, że wokoło przecież jest sporo drewna i nie tylko. Wystarczy zauważyć, że ich umiłowaniu do wesołych płomieni nie oparła się nawet siatka do gry w siatkówkę. Trzeba przyznać jednak, że rano panowie poczuli się do odpowiedzialności i zapłacili za wszelkie straty. Innym razem pani z zagipsowana nogą zaczęła niewielki „taniec” w łazience i tak niefortunnie to zrobiła, że zbiła szybę od prysznica.

Właścicielka wskazała nam również miejsce w pobliżu, z którego rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Postanowiliśmy skorzystać z jej rady i udać się na pobliski pagórek. Chwila podejścia i naszym oczom ukazała się przepiękna panorama, gdy już się nią nacieszyliśmy zrobiliśmy jeszcze krótki spacer do pobliskiego lasu.

prezent-55 (Kopiowanie)prezent-56 (Kopiowanie)

Na zakończenie dnia usiedliśmy na tarasie, gdzie przy wtórze naturalnej muzyki ptaków i owadów zjedliśmy ostatni tego dnia posiłek. Zapowiedziani „współmieszkacze” przyjechali wieczorem, ale nie dane nam było zintegrować się z nimi, bo zaraz udali się do swojego pokoju i tam się zamknęli.

Kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Kielc. A o tym, co tam ujrzeliśmy i co nas zachwyciło, oraz jak trafiliśmy na chwilę do Meksyku napiszę w jutrzejszym tekście.

4 uwagi do wpisu “Wyjazdowy prezent

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s