Kielce w prezencie

Kolejny dzień mojego prezentu urodzinowego przeznaczyliśmy na zwiedzanie Kielc, miasta w którym właściwie się wychowałem. Tam chodziłem do szkoły podstawowej i średniej, tam również ukończyłem studia. Miasto to poznaję na nowo i muszę się przyznać, że jest dość fascynujące (wbrew opinii niektórych jego mieszkańców). Dzięki przypadkowi, a właściwie deszczowi, który nas dopadł poznałem odwiedziliśmy ciekawe, choć ukryte miejsce.

Zacznę jednak od początku. Ja jak zwykle nie mogłem dospać wiec po cichu wstałem i zrobiłem sobie kawę, którą wypiłem w rześki poranek na tarasie naszego budynku w Krajnie. Gdy moi przyjaciele już się zebrali pojechaliśmy na poznawanie uroków Kielc. Jako że na czternastą byliśmy umówieni z moją znajomą mieliśmy jeszcze kilka godzin na zwiedzanie. Samochód zostawiliśmy na parkingu strzeżonym na tyłach Parku Miejskiego. Po opłaceniu godzinnej opłaty (reszta miała być uregulowana gdy będziemy go odbierać) ruszyliśmy uliczkami w kierunku ogrodów włoskich, katedry, a potem kościoła świętego Wojciecha. Nie będę się tu rozpisywał nad tymi ciekawymi miejscami, ponieważ opisałem je już w tekście Kielce – centrum Gór Świętokrzyskich.

Następnie ruszyliśmy wąskimi uliczkami w kierunku Rynku, to właśnie tam dopadł nas deszcz. Na początku postanowiliśmy schować się pod podcieniami jednej z kamienic, ale właśnie tam ujrzeliśmy wejście do Muzeum Dialogu Kultur. Jest ono najmłodszym oddziałem Muzeum Narodowego w Kielcach (zostało otwarte w 2012 roku). Choć nie było go w naszych planach zwiedzania postanowiliśmy tam zajrzeć. Zaraz po wejściu dowiedzieliśmy się, że jest to dość specyficzne muzeum, nie posiada bowiem żadnych eksponatów, wszystkie wystawy są bowiem interaktywne i nawiązują do dużego bogactwa kulturowego ziem polskich. Nie pomijają też wydarzeń, o których wielu chciałoby zapomnieć, jak chociażby stan wojenny, czy pamiętny pogrom żydów na kielecczyźnie w 1946 roku. Założeniem prezentowanych tu wystaw jest pokazanie, że dialog i porozumienie pomiędzy ludźmi jest możliwe, jeśli tylko tego chcemy, jeśli nie zamykamy się na „obce” nam myślenie.

Przechadzając się pośród wnętrz muzeum zagłębiamy się w rzeczywistość, czasami jakże obcą nam w obecnych czasach, ale czy aby na pewno tak obcą? Wsłuchując się w multimedialne prezentacje, poznając inne kultury, dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami – jesteśmy ludźmi.

Po chwilach refleksji popędzani już trochę przez upływający czas udaliśmy się na ulicę Planty, gdzie wśród zieleni i sennie płynącej rzeki Silnicy mieści się restauracja, w której mieliśmy spotkać się z moją znajomą. Wspomniałem już o niej w tekście Refleksje urodzinowe. Gdy weszliśmy do środka powitał nas świat meksykańskiej wioski, boksy zaprojektowano w stylu niewielkich otwartych pokoików, na których ścianach porozwieszano koce, poncha i sombrera pochodzące z Meksyku. Jeszcze przed spojrzeniem w kartę dań El Paso wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Jako, że lubię kuchnię tego regionu świata poczułem się prawie jak w niebie. Po powitaniach z moją znajomą rozsiedliśmy się na wygodnych poduszkach położonych na drewnianych ławach i rozpoczęliśmy wertowanie menu. Arek nie byłby sobą, gdyby nie uchylił na moment znajdujących się w ściance boksu drewnianych okiennic, okazało się, że nie są one tylko atrapą. Przez otwarte okienko ujrzeliśmy ludzi zajmujących sąsiedni stolik.

Jedzenie jak przewidywałem było znakomite i wszystkim smakowało, a porcje były ani za duże, ani za małe. Spotkanie przebiegało w luźnej i przyjaznej atmosferze i nawet się nie zorientowaliśmy, gdy upływający czas upomniał się o moją znajomą. Z restauracji wyszliśmy wszyscy razem, my na dalsze zwiedzanie miasta, a ona do swoich rodzinnych obowiązków.

Kolejnym celem naszej kieleckiej wycieczki był spacer w kierunku jednego z ciekawszych architektonicznie kościołów mieszczących się w stolicy Gór Świętokrzyskich. Mówię tu o znajdującym się u zbiegu ulic Karczówkowskiej i Chęcińskiej kościele garnizonowym. Początkowo służył on wyznawcom prawosławia jako ich główna świątynia w mieście. Po zakończeniu działań wojennych (I wojny światowej) przez kilka lat budynek ten niszczał, bo kojarzył się mieszkańcom ze znienawidzonym caratem. Dopiero w połowie lat dwudziestych XX wieku został przejęty przez kościół rzymskokatolicki i mianowany na kościół garnizonowy.

Naszym następnym elementem wędrówki była kielecka Kadzielnia. Dawne wyrobisko kamieniołomów, gdzie można zapoznać się z budową geologiczną ziemi, udać się w krótką podróż podziemna jaskinią, czy podziwiać piękną panoramę Kielc. Mieści się tam również amfiteatr, gdzie odbywają się liczne koncerty i imprezy, z których najważniejszym jest Świętokrzyski Sabat Czarownic.

Po wspięciu się na wierzchołek dawnego kamieniołomu natknąć się możemy na liczne pomniki nawiązujące do osób poległych w różnych działaniach wojennych.

Po spacerze szczytem wzgórza udaliśmy się już w kierunku pozostawionego na parkingu samochodu. Po drodze minęliśmy jeszcze stadion miejscowej drużyny piłkarskiej Korona Kielce, mogący w swoich trzewiach pomieścić 15,5 tysiąca osób na miejscach siedzących. Został on wybudowany stosunkowo niedawno, jego otwarcie miało miejsce w kwietniu 2006 roku. Mimo tak krótkiego rodowodu rozgrywano na nim zarówno mecze Ekstraklasy, Pucharu Polski oraz spotkania międzynarodowe (w tym eliminacje do Mistrzostw Europy i Świata w piłce nożnej).

prezent-57 (Kopiowanie)

W pobliżu stadionu znajduje się budynek Wojewódzkiego Centrum Kultury oraz postawiony przed nim pomnik Czynu Legionowego. Monument ten, zaprojektowany w 1917, a uroczyście odsłonięty w 1938 roku przedstawia czterech żołnierzy polskich legionów. Każdy z nich uosabia inny region Polski: Królestwo Polskie, Małopolskę, Śląsk i Wielkopolskę. Podczas II wojny światowej Niemcy zniszczyli go w całości, prace nad jego odbudową ukończono dopiero w 1991 roku, kiedy to nastąpiło jego uroczyste odsłonięcie i pobłogosławienie przez papieża Jana Pawła II.

prezent-52 (Kopiowanie)

Gdy dotarliśmy w końcu do samochodu, czekała na nas niespodzianka, budka parkingowego była już zamknięta i nie było komu uiścić opłaty za pozostałe godziny parkowania. Zaoszczędziwszy w ten sposób około 10 złotych udaliśmy się do naszej kwatery, gdzie przy wieczornym piwie ustalaliśmy trasę na kolejny dzień. Naszym celem był oddalony o około 160 km. Lublin, ale o tym już w kolejnym tekście.

Miniony dzień był również dniem zmiany mojego imagu – jak pewnie niektórzy z Was wiedzą po powrocie z Maroko, miałem już brodę i nie pamiętałem się bez niej. Przyjaciele namówili mnie do zmiany, a właściwie powrotu do dawnego wyglądu. Gdy oni poszli już spać, ja udałem się do łazienki i starannie zgoliłem zarost. Poniżej moje ostatnie zdjęcie z brodą.

prezent-49 (Kopiowanie)

 

11 uwag do wpisu “Kielce w prezencie

  1. eM.

    Tylko raz bylam w Kielcach, uczestniczac w rajdzie, ale zwiedzanie miasta niestety nie bylo ujete w planie. Prosto z dworca udalismy sie na szlak. Ciesze sie, bo dzieki Twojemu wpisowi moglam chociaz w taki sposob zwiedzic je dzis.
    Dzieki! 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

      1. jak w każde miejsce :)… trzeba pobyć by się zachwycić… porankiem, deszczem, mgłą i tym co się z nich wynurza. Mamy to dzięki blogowi 🙂 i blogerom 😉

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s