Kielce, gdy rzeka spłynęła krwią

Każde miasto ma jakieś swoje grzeszki, mroczne historie owiane nimbem tajemnicy. Często są to zmyślone legendy i podania. Również w Kielcach znaleźć można takie opowieści, zresztą pisałem już o nich w poprzednich tekstach o tym mieście. Dzisiaj chciałbym Wam opowiedzieć o prawdziwym zdarzeniu jakie miało tu miejsce. Aby to zrobić musimy przenieść się o 70 lat wstecz.

1-go lipca 1946 roku w odbudowywanych po II wojnie światowej Kielcach zaginął ośmioletni syn szewca Walentego Błaszczyka. Zaniepokojony rodzic wieczorem zgłasza tę sprawę na pobliskim komisariacie Milicji Obywatelskiej. Stróże prawa przyjmują zgłoszenie, ale nie za bardzo przykładają się do pracy, są zmęczeni, przecież dopiero co zakończyło się referendum, które musieli obstawiać. Mijają dwa dni, jest późne popołudnie, zaginiony Henryk sam wraca do domu.

I tu mogłaby się ta historia zakończyć, ale chłopiec boi się powiedzieć pijanemu ojcu, że pojechał sam do pobliskiej wsi, w której mieszkali przed wojną. Wymyśla więc historię o tym jak został zaczepiony na ulicy przez mężczyznę, który zaproponował mu aby za drobną opłatą dostarczył niewielką paczkę pod adres Planty 7. W budynku poza mieszkaniami mieściła się siedziba Komitetu Żydowskiego i coś w rodzaju hostelu dla przejeżdżających przez Kielce żydów. Gdy chłopiec dostarcza paczkę zostaje rzekomo zatrzymany i zamknięty w piwnicy z innymi przebywającymi już tam dziećmi. W końcu udaje mu się podobno uciec. Gdy kończy opowiadanie jest już około północy, ojciec jest zdenerwowany tym co usłyszał i postanawia niezwłocznie udać się na komisariat i złożyć zeznania. Milicjanci, widząc że jest już mocno wstawiony każą mu przyjść rano.

I tak nastał 4 lipca 1946 roku, który zapisał się niechlubną kartą w historii Kielc. Z samego rana Walenty Błaszczak budzi syna i idą razem po raz kolejny na posterunek. Tym razem milicjanci przyjmują wyjaśnienia, a komendant postanawia wysłać pod wskazany adres sześcioosobowy patrol. Stróże prawa dokonują aresztowania rzekomego porywacza i wracają z nim do aresztu. W międzyczasie komendant komisariatu kontaktuje się ze swoim wojewódzkim przełożonym i postanawiają przeszukać piwnicę, w której miały znajdować się pozostałe dzieci. To właśnie w tym momencie zaczyna się późniejsza tragedia. Już na komisariacie do ekipy przeszukującej dołącza się spora grupa funkcjonariuszy. Kilkunastoosobowa grupa idzie przez miasto i informuje mieszkańców, że żydzi przetrzymują polskie dzieci i dokonują na nich mordów rytualnych. Ludzie mający świeżo w pamięci zbrodnie wojenne masowo przyłączają się do milicjantów. Gdy docierają na miejsce grupa liczy już kilkadziesiąt osób, a po mieście krążą mroczne plotki.

Milicjanci przystępują do przeszukania, aby znaleźć więzione w piwnicy dzieci. Okazuje się, że dzieci tam nie ma, bo w ogóle nie ma piwnic w tym budynku, ale to już jest nieważne. Tłum szaleje i ciągle się powiększa, przestraszeni żydzi dzwonią do Urzędu Bezpieczeństwa, a nawet do NKWD, ale instytucje te pozostają głuche na ich prośby o pomoc. W końcu pod dom na Plantach dociera oddział Ludowego Wojska Polskiego i otacza go kordonem, żydzi oddychają z ulgą – och jak bardzo się mylą. Żołnierze zamiast rozpędzić tłum sami, wraz z milicjantami wdzierają się do wnętrza kamienicy i zaczynają strzelać do mieszkańców, ginie kilka osób – zaczyna się pogrom.

Mundurowi wywlekają pozostałych żydów przed budynek, gdzie już czeka rozwścieczony tłum. Pękają wszelkie bariery, w kierunku wyrzuconych z mieszkań lecą kamienie, w ruch idą pięści, a co gorsza noże i bagnety. Już po chwili w pobliskiej rzeczce o nazwie Silnica lądują kolejne ciała, woda nabiera czerwonego koloru. Zaczynają się też rabunki majątku, który pozostał w mieszkaniach bez nadzoru. Na miejscu zjawia się prokurator i księża okolicznych parafii, wojsko nie dopuszcza ich jednak do tłumu i pokrzywdzonych, ataki trwają nadal. Dopiero po około dwóch godzinach na Planty trafia kolejny oddział wojska, który oddaje salwę ostrzegawczą i rozpędza tłum, milicja zabiera ciała pomordowanych, a ranni umieszczani są w szpitalach.

Wydaje się, że to już koniec, ale ludziom wciąż mało, a plotka urasta i się rozwija, dociera do coraz większej grupy osób. Gdy pierwsza zmiana kończy pracę w Kieleckich Zakładach Metalowych, robotnicy nie udają się do domów. Kilkuset osobowa grupa zaopatrzona w kije, rury i kamienie rozbija wojskowy kordon na Plantach i zaczyna dalszy ciąg pogromu. Po chwili nie ogranicza się on już do jednej kamienicy, rozjuszeni ludzie atakują wszystkich przypominających im żydów, na terenie całego miasta, a nawet poza jego granicami.

W końcu władze zauważają „problem” wysyłają do pacyfikacji tłumów duże oddziały wojska wyposażone w wozy opancerzone. Ludzi udaje się rozpędzić, a sytuacja zostaje opanowana dopiero późnym popołudniem.

W ciągu jednego letniego dnia, siedemdziesiąt lat temu, w wyniku głupoty ludzkiej i bezmyślnej agresji tłumu, w samych Kielcach zginęły 42 osoby, a kilkadziesiąt kolejnych zostało ciężko rannych. Są to jedynie statystyki z centrum pogromu, nie obejmują miast i wsi ościennych, gdzie liczba ofiar nie została nigdy dokładnie ustalona (żydzi byli wywlekani i wyrzucani nawet z podmiejskich pociągów).

Władze miejskie, naciskane przez aparat partyjny, przeprowadziły szybko kilka pokazowych procesów. Oskarżeni zostali szybko straceni, choć ich wina nie została potwierdzona. Według ówczesnego wymiaru sprawiedliwości sprawiedliwość została wymierzona. W ostatnich latach Instytut Pamięci Narodowej zajął się tą sprawą, została ona jednak umorzona z powodu braku wystarczających materiałów dowodowych.

Najbardziej prawdopodobne przypuszczenia odnoszą się do chęci odwrócenia przez organy rządowe uwagi opinii publicznej od niedawnego referendum oraz rozpoczynającego się przed międzynarodowym trybunałem procesu dotyczącego zbrodni katyńskiej. Jeśli tak było, to udało się to doskonale, wszystkie gazety zajęły się sprawą kieleckiego pogromu. Należy zadać sobie tylko pytanie – jakim kosztem?

Obecnie na kamienicy mieszczącej się na kieleckich Plantach znajduje się kilka tablic pamiątkowych, a dzisiaj otwarto wystawę poświęconą tamtym zdarzeniom. W Kielcach znajduje się też stary cmentarz żydowski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s