Smyczenie kibla i Lenin w kościele

Niedziela zaczęła się dla mnie dość wcześnie, budzik zadzwonił już o czwartej trzydzieści rano. Szybki prysznic, smaczne śniadanie, spacer z psem i już byłem gotowy aby udać się na dworzec kolejowy. Wybrałem się do miasta, które większości ludzi kojarzy się tylko z sacrum, a jest tu jeszcze wiele innych, nie mniej ciekawych rzeczy do zobaczenia.

Po dwóch godzinach jazdy przepełnionym pociągiem (powód tłoku poznałem później) dotarłem na dworzec główny w Częstochowie, mieście do którego zmierza większość polskich pielgrzymek. No cóż, ja tam przyjechałem w innym celu. Na początku swoje kroki skierowałem w kierunku mieszczącej się kilkaset metrów od dworca kolejowego… dyskoteki. Nie, nie po to żeby tańczyć, ale aby zobaczyć największy w Polsce, mieszczący się w mieście… radioteleskop. Nie, nic nie piłem i wiem co piszę. Gdy likwidowano Centrum Usług Satelitarnych w Psarach, które przez długie lata służyło wojsku, częstochowski biznesmen postanowił zakupić jedną z anten. Poza udostępnieniem jej naukowcom i studentom do badań naukowych ma ona służyć… DJ-om przy miksowaniu muzyki dyskotekowej. Podobno w dyskotece można zabawić się przy niebiańskiej muzyce.

Do kolejnej atrakcji, którą chciałem odwiedzić musiałem się udać przez przerzuconą nad torami kolejowymi kładkę i tu spotkało mnie pierwsze zdziwienie tego dnia. Spytacie co może być ciekawego na starej kładce. Otóż ktoś wpadł na pomysł, by przyozdobić ją ulicznymi pracami artystycznymi. A jak poradzono sobie z wandalami? Wszystkie wystawione dzieła zabezpieczono przed możliwością „zbezczeszczenia”, po prostu farba ich się nie ima.

Gdy zszedłem z mostu znalazłem się w dzielnicy, gdzie kamienice raczej nie zachęcają do zamieszkania. Znajdować się tu miało Muzeum Produkcji Zapałek, niewiele brakowało, a bym je przegapił. Znajduje się ono bowiem w nieciekawym budynku produkcyjnym i choć na ścianie została wywieszona tablica informacyjna to ginie ona w nijakości architektonicznej tego miejsca.

Częstochowskie muzeum zapałek nie jest tylko martwą wystawą, to czynna i ciągle produkująca małe drewniane pałeczki linia produkcyjna, pochodząca z lat 30-tych XX wieku. Poza tym możemy prześledzić tam kilkudziesięcioletnią historię etykietowania pudełek, czy zobaczyć jak kiedyś wyglądała dokumentacja fabryki. Umieszczono tam też różne rzeźby wykonane z zapałek. Ja niestety nie miałem tego szczęścia aby dostać się do wnętrz muzealnych, po prostu było jeszcze zamknięte. Planowałem jeszcze wrócić do tego muzeum przed wyjazdem, ale niestety trudno rozciągnąć czas i się nie wyrobiłem.

Po przejściu kilkuset kolejnych metrów dotarłem do pierwszego kościoła, który zaplanowałem odwiedzić w Częstochowie. W większości miast katedra jest tym najważniejszym budynkiem sakralnym, ale tutaj tego nie widać. Wzniesiono ją na terenie starego cmentarza na początku XX wieku, w stylu neogotyckim. Jest dzisiaj jedną z największych w Europie. W niedzielę budynek ten powinien być oblegany przez wiernych, gdy jednak wszedłem do wnętrz okazało się, że poza mną znajduje się tam tylko jeszcze jedna osoba – starsza pani, która uświadomiła mnie, że dzisiaj to wszyscy poszli na Jasną Górę, bo „przecież zjawią się tam najważniejsze osoby – prezydent RP oraz ojciec dyrektor z Torunia”. Powód przepełnionego pociągu stał się dla mnie jasny.

W częstochowskiej katedrze (a właściwie archikatedrze) znajdują się również największe w Polsce w pełni pneumatyczne organy.

Kolejnym punktem mojego kilkugodzinnego pobytu w Częstochowie był pomnik znajdujący się na końcu ulicy Strażackiej. Na obrzeżach mieszczącej się tam łąki ustawiono jakby mur oznaczony dużą gwiazdą Dawida. Miejsce to było w czasie II wojny światowej punktem zbornym, z którego odchodziły transporty do obozu koncentracyjnego w Treblince. Z Częstochowy wywieziono tam w 1942 roku w ciągu dwóch tygodni ponad 40 tysięcy żydów. Przy pomniku ustawiono przeźroczysty pylon wewnątrz którego umieszczono kopię oryginalnej listy transportów.

Tuż na tym miejscem, po drugiej stronie sennie płynącej Warty znajduje się dzisiaj budynek aresztu.

Po chwili marszu w kierunku dawnego rynku dotarłem na skwer na którym rozpoczyna się szeroka aleja prowadząca w kierunku Jasnej Góry. Znajduje się tam zabytkowy XV-to wieczny kościół murowany pod wezwaniem świętego Zygmunta. Jest on najstarszą częstochowską świątynią. W XVII wieku dobudowano do niego zabudowania klasztorne, dla zarządzających parafią ojców paulinów. Dzisiaj służą one za plebanię. Aż do pierwszej połowy XIX wieku przed kościołem znajdował się niewielki cmentarz, ale został zniszczony podczas budowy alei Najświętszej Marii Panny.

Dzięki temu, że dotarłem tam na około dziesięć minut przed początkiem mszy wnętrza były już wypełnione wiernymi, nie przeszkodziło mi to oczywiście w wykonaniu kilku zdjęć.

Po wyjściu spojrzałem na zegarek i przyspieszyłem kroku, musiałem zdążyć do miejsca, które bardzo chciałem odwiedzić, a które otwierane jest tylko raz w tygodniu – w każdą niedzielę około jedenastej. A co to za miejsce – Cerkiew Częstochowskiej Ikony Matki Bożej. Choć budynek ten wygląda na dość stary to kamień węgielny pod niego położono w 1998 roku. We wnętrzach, choć jeszcze dość surowych, można znaleźć już bogactwo w postaci pięknych ikon. Gdy wszedłem na balkon okazało się jednak, ze jeszcze sporo zostało tu do zrobienia. Wszędzie walały się pręty zbrojeniowe oraz kilka narzędzi. Po zejściu na dół zaczepiła mnie kobieta, która opiekowała się świątynią i stwierdziła nieprzyjemnym tonem, że chyba wypadałoby poprosić o zgodę na wykonywanie zdjęć we wnętrzach. Spokojnie wytłumaczyłem, że po pierwsze nikogo nie było jak wszedłem, a po drugie zakazano tam wykonywania zdjęć z lampą błyskową, a nie zdjęć w ogóle. Pani jednak nie za bardzo rozumiała tę różnicę.

Naprzeciwko znajduje się kościół ewangelicko-augsburski, który został wybudowany na początku XX wieku. Wybudowano go w stylu neogotyckim z elementami wpływów niemieckich. Gdy patrzymy na niego z zewnątrz robi duże wrażenie, szczególnie jego strzelista wieża z rozetą nad wejściem. Wyraźnie widać różnicę we wpływach architektonicznych pomiędzy tą budowlą, a znajdującą się po przeciwnej stronie ulicy cerkwią. Niestety wewnątrz odbywało się nabożeństwo, które dopiero co się rozpoczęło, a mnie gonił już czas, musiałem więc zrezygnować z robienia zdjęć.

częstochowa-51 (Kopiowanie)

Kilkaset metrów od obu kościołów mieści się główny plac miasta na którym znajduje się budynek ratusza. Został on wybudowany na początku XIX wieku po połączeniu dwóch miast – Starej i Nowej Częstochowy. Na początku pełnił dwie funkcje – urzędową i mieszkalną, potem jednak z powodu zapotrzebowania na kolejne biura zrezygnowano z tej drugiej. Ratusz został przebudowany w 1908 roku, a na początku XXI wieku wyremontowano go.

Po drugiej stronie placu, ukryty wśród drzew mieści się kościół rzymskokatolicki pod wezwaniem świętego Jakuba. Historia tego miejsca jest dość długa. Już pod koniec XVI wieku powstała w tym miejscu drewniana kaplica, którą później zamieniono na murowaną. Gościło w niej wielu znamienitych gości, choćby wybierający się pod Wiedeń król Polski Jan III Sobieski. Budynek ten nie wytrzymał jednak zawieruchy dziejowej, w wyniku której w 1869 roku postawiono tutaj prawosławną świątynię wybudowaną w stylu bizantyjskim. Po 45 latach cerkiew została jednak przejęta przez Niemców, którzy zmienili ją w katolicki kościół garnizonowy. Polacy po zakończeniu I wojny światowej zachowali taki stan rzeczy, a nawet w 1937 roku władze kościelne postanowiły, że budynek zostanie rozebrany, a w jego miejscu powstanie nowa modernistyczna świątynia. Plany te zostały jednak pokrzyżowane przez wybuch II wojny światowej. Mimo powojennych licznych zmian dzisiaj kościół dalej zachował cechy architektury bizantyjskiej.

Po chwili odpoczynku pod rynkowymi parasolami, udałem się w kierunku parku Staszica i wznoszących się nad nim zabudowań Jasnej Góry. Zanurzenie się w cieniu drzew sprawiło mi dużą przyjemność, natomiast widok kłębiących się przed klasztorem tłumów przyprawił mnie o palpitacje serca. Na początek postanowiłem przespacerować się alejkami parkowymi, wśród których wypoczywało sporo osób. Znajduje się tam również budynek przypominający wieżę obserwatorium astronomicznego, którym zresztą przez jakiś czas to miejsce było. Dzisiaj mieści się w nim centrum edukacji dla dzieci i młodzieży. Nowoczesne metody dydaktyczne łączące zabawę z nauką przyciągają do tego miejsca rzesze młodych „naukowców”.

Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się natomiast Muzeum Górnictwa Rud Żelaza, aby je odwiedzić musimy zejść pod ziemię, ale niezbyt głęboko. Przy wejściu dostałem kask i już mogłem poznawać dawne metody wydobywcze. Po muzeum nie oprowadza nas żywy przewodnik, możemy natomiast słuchać wyczerpujących nagrań opisujących eksponaty i procesy pracy panujące w starych kopalniach. Spacerując tak korytarzami sztolni dotarłem do miejsca, w którym wytłumaczono co oznacza „smyczenie kibla”. Moje pierwsze skojarzenia były bardzo odmienne od stanu faktycznego i nie będę ich tu przytaczał. Zainteresowanym wyjaśnię jednak, że stwierdzenie to oznacza nic innego jak sposób wydobycia urobku, kibel to duże wiadro o pojemności 160-200 kilogramów, a smyczenie pochodzi od przesuwania go po specjalnie zwilżanych połowicach sosnowych, zwanych potocznie smyczkami.

Po wyjściu z muzeum udałem się do obleganego, tym razem przez pątników, klasztoru jasnogórskiego. Nie lubię przedzierania się przez tłumy ludzi, ale cóż było robić. Odwiedziłem większość dostępnych miejsc klasztoru, a w Sali Rycerskiej, tuz przy furcie klasztornej zatrzymałem się na chwilę, by popodsłuchiwać co do powiedzenia miał mocno wiekowy już mnich, którego zgarbione ciało ożywało, a w oku pojawiał się błysk gdy z jego ust płynęły słowa opowieści.

A czego się dowiedziałem? Włączcie na chwilę swoja wyobraźnię i przenieście się w lata 40-te XX wieku, gdy władzę po wojnie przejmowali komuniści. Wszystkie kazania podczas mszy były oczywiście przez nich wysłuchiwane, by wyłapać wszelkie antyrządowe treści. To właśnie dlatego jeden z ojców zakonnych postanowił zrobić im psikusa i zaczął czytać podczas mszy dzieła Lenina. Konsternacja komunistycznych służb bezpieczeństwa była ogromna, lecz dla mnicha prowokacja ta nie skończyła się jednak dobrze. Mogli oni wybaczyć nawoływanie do przeciwstawienia się Rosjanom, ale czytanie prawie świętych dla nich dzieł z ambony. Tego było już za dużo, ojciec został skuty w kajdanki i poprowadzony do więzienia. Dalszego ciągu tej historii jednak już nie usłyszałem ponieważ drzwi klauzury klasztornej uchyliły się, a stary mnich został odwołany do wnętrz klasztornych niedostępnych dla zwykłych śmiertelników.

Gdy przechodziłem w kierunku klasztornego Arsenału natknąłem się na grupę pięciu panów ubranych w ciemne garnitury, którzy rozmawiali z dwoma mężczyznami ubranymi zupełnie normalnie. Wszystkich wyróżniało jednak to, że zza kołnierzyków ich koszul wyłaniał się skręcony kabel ginący w ich uszach. Po chwili wiedziałem już, że należeli do obstawy prezydenta i czekali na swojego szefa. Na klasztornym podwórku stały natomiast samochody rządowe z włączonymi silnikami, gotowe w każdej chwili do ruszenia w drogę.

Chwilę jeszcze pospacerowałem po zabudowaniach robiąc zdjęcia i udałem się w drogę powrotną na dworzec główny, gdzie dotarłem na 4 minuty przed odjazdem mojego pociągu. Tak zakończył się mój krótki kilkugodzinny pobyt w Częstochowie. Wiem, że jeszcze tam wrócę, bo miasto to oferuje wiele atrakcji, do których nie dotarłem z powodu braku czasu.

14 uwag do wpisu “Smyczenie kibla i Lenin w kościele

    1. Już niedługo będą kolejne teksty 🙂
      W moim życiu pojawił się pewien, nowy zawodowy program, związany z podróżami, który zabiera mi w tej chwili masę czasu. Kończy się on w niedzielę i wtedy powrócę z nowymi tekstami (już kilka jest prawie całkiem gotowych) oraz z nowym fachem 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s