Kazimierz – początek drogi

Celem mojego kolejnego wyjazdu była stolica Małopolski. I choć wybrałem się tam podczas Światowych Dni Młodzieży, to moim zamiarem nie było spotkanie z papieżem. Nie były nim również Wawel, Sukiennice, czy Kościół Mariacki. Wybrałem się bowiem odwiedzić dzielnicę gdzie czas jakby się zatrzymał w miejscu jakieś 100-150 lat temu (no oczywiście przy pewnej dozie wyobraźni).

Pociąg, bo taki środek transportu tym razem wybrałem, przez większość podróży był pusty, dopiero około 30-40 kilometrów od Krakowa zaczął wypełniać się ludźmi. Pierwsi wsiedli zaspani Meksykanie, którzy przysiedli w kąciku i w spokoju prowadzili swoje rozmowy. Na kolejnej stacji wagony zapełnili Włosi. Ci wprowadzili ze sobą atmosferę radości i zabawy. Prawie od razu zaczęli głośno dyskutować i śpiewać piosenki, aż żałowałem, że już za kilkanaście minut będę musiał wysiadać.

Kraków przywitał mnie dobrą pogodą. Jeszcze przez chwilę podążałem z rozbawionym tłumem, by niedługo odłączyć się i pójść w swoją stronę. Po chwili spokojnego spaceru doszedłem do pierwszego, choć niezamierzonego celu mojej podróży, okazał się nim kościół ojców bernardynów, w którym znajduje się, ponoć cudowna, figura oraz szczątki świętego Szymona z Lipnicy. Jest on miedzy innymi patronem Krakowa i studentów. Gdy na początku XXI wieku ogłoszono go świętym władze kościelne otworzyły trumnę tego bakałarza (a wiec człowieka, który osiągnął odpowiednik dzisiejszego licencjata) i rozczłonkowały pozostałości po nim na ponad 100 relikwii, które mają zostać rozesłane po całym świecie.

Zakonnicy, którzy opiekują się tym miejscem, sprowadzili się tu już w XV wieku. Niestety budowle z tego okresu nie dotrwały do naszych czasów, gdyż zostały zniszczone przez wojska szwedzkie. Te obecnie dostępne, zostały wybudowane w XVII wieku i trzeba to im przyznać robią spore wrażenie, szczególnie wewnątrz.

Po wyjściu skręciłem w ulicę Stradomską, gdzie po kilku minutach trafiłem na kolejny budynek sakralny, tym razem nie wolnostojący, a wpasowany w ciąg kamienic. Mówię tu o kościele misjonarzy pod wezwaniem Nawrócenia Świętego Pawła. Obecna budowla pochodzi z XVIII wieku, a jej wejście wsparte jest na charakterystycznych kolumnach. Wnętrza zachwycają przepięknymi polichromiami, które aż zachęcają do unoszenia głowy ku niebu (a właściwie sklepieniu). Często słyszę o przepięknie zdobionych włoskich kościołach i jest w tym niewątpliwie wiele prawdy, jednak i w Polsce można znaleźć sporo niesamowicie ładnie malowanych, czy zdobionych ścianach.

No, ale przecież nie te miejsca miały być celem mojej dzisiejszej wędrówki ulicami Krakowa, podążyłem więc dalej, aż dotarłem do dzielnicy po części niesłusznie nazywanej dzielnicą żydowską. Czemu niesłusznie, otóż mimo tego, że mieszkało w niej duże skupisko wyznawców judaizmu, to jednak katolików było tu więcej. Kazimierz urzeka swoją atmosferą do dzisiaj, można się tu przenieść w czasie o dobre 100 lat. Zanim zacznę opisywać kolejne atrakcje tego miejsca proponuję abyście wybrali się ze mną na małą fotowycieczkę po uliczkach jednej z najbardziej urzekających krakowskich dzielnic.

W kolejnym tekście zabiorę Was na wędrówkę po największych zabytkach i atrakcjach tej krakowskiej dzielnicy.

3 uwagi do wpisu “Kazimierz – początek drogi

  1. Pingback: Żydowskich ulic czar – Kazimierz – Przekraczając granice

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s