Cukier i żelazo

Gdy jechałem zwiedzać krakowski Kazimierz kupiłem w kasie PKP tzw. bilet weekendowy (obowiązujący na przejazdy kolejami regionalnymi). Aby nie tracić postanowiłem wykorzystać jego możliwości i wybrać się gdzieś w kolejny dzień. Sprawdziłem, gdzie mogę dojechać w miarę szybko i mój wybór padł na miasto, które raczej omijane jest przez wycieczki, choć kryje w swoich trzewiach kilka ciekawych miejsc.

Po około półtoragodzinnej jeździe pociągiem dotarłem do celu mojej podróży, którym był Ostrowiec Świętokrzyski. Pierwszym miejscem, które nosi w sobie znamiona historii jest budynek dworca kolejowego (niestety obecnie nieczynny). Został on wybudowany w drugiej połowie XIX wieku i był pierwszym w okolicy, dopiero trzydzieści lat później przedłużono linię kolejową do Sandomierza. Dzisiaj budynek stoi wydawałoby się osamotniony i stara się przypomnieć sobie lata swojej świetności, niestety część okien pozabijana została już deskami, a farba gdzieniegdzie odchodzi od ścian. Nad torami przerzucono kładkę, którą ruszyłem w kierunku centrum miasta. Tuz po zejściu z niej moim oczom ukazał się mur z pierwszymi tego dnia przejawami sztuki ulicznej, którą jak już pewnie wiecie bardzo lubię.

Po kilku minutach marszu dotarłem pod budynek poczty polskiej. Zachwyca on swoim wyglądem, a szczególne wrażenie robią wysokie i okazałe kolumny frontonu. Przed II wojną światową nad wejściem dumnie prężył swoja pierś orzeł, niestety dziś próżno go tam szukać. W czasie gdy Ostrowiec Świętokrzyski został włączony do Generalnej Guberni, hitlerowskie władze nakazały zniszczyć wszelkie symbole narodowe. Kilka lat temu został rzucony pomysł, aby nasze godło powróciło na dawne miejsce, niestety do dnia dzisiejszego nie udało się go zrealizować ponieważ nie wiadomo jak dokładnie wyglądał umieszczony tu nasz historyczny ptak.

Tuż obok znajdują się budynki kulturalne swoimi reklamami przywodzą na myśl czasy sprzed kilkudziesięciu lat. W jednym z nich podczas II wojny światowej mieściło się kino (dziś zresztą też, choć nazwa uległa zmianie), w którym puszczano wiele propagandowych filmów. Ostrowiec Świętokrzyski w tamtych czasach był prężnym ośrodkiem walki z okupantem, dlatego też nasi bojownicy postanowili to ukrócić i przeprowadzili zuchwałą akcję w wyniku której zniszczono większość sprzętu wymaganego do projekcji.

Na tyłach opisywanych powyżej budowli znajduje się Park Miejski im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, w którym na chwilę schroniłem się przed bijącym z nieba żarem. Spacerując alejkami natknąłem się na wiele pomników nawiązujących do historycznych wydarzeń związanych z tym miastem. W Ostrowcu Świętokrzyskim znaleźć można bardzo dużo takich miejsc.

Po chwili oddechu pośród cienia i zieleni skierowałem się w kierunku pochodzącego z początku XVII wieku kościoła pod wezwaniem świętego Michała Archanioła. Jako, że odbywała się w nim msza poczekałem chwilę, ale nie bezczynnie, przed budynkiem znajduje się kilka kolejnych miejsc pamięci narodowej.. Gdy już mogłem wejść do środka, aby spokojnie podziwiać piękno tego miejsca, okazało się, że wszystkie światła zostały już wygaszone. Miałem jednak szczęście gdyż natknąłem się na siostrę zakonną, która po chwili rozmowy zgodziła się na włączenie na chwilę oświetlenia. Dzięki tej uprzejmości mogłem poza podziwianiem zrobić również kilka zdjęć.

Kilka kroków od kolegiaty znajduje się spory rynek miejski otoczony ciągiem kamienic. Znaleźć tam też można kolejny, bardzo ciekawy w swojej formie, pomnik upamiętniający zamordowanych 30-go września 1942 roku mieszkańców Ostrowca Świętokrzyskiego. Na przeciwległym końcu rynku znajduje się stosunkowo niedawno postawiona fontanna oraz oryginalna róża wiatrów w formie kuli ziemskiej. Kilka chwil powłóczyłem się po tym miejscu, zapoznałem się też z czasową wystawą plenerową opisującą wydarzenia, które miały miejsce w radomskim „Walterze” w 1976 roku.

Następnie ruszyłem w kierunku dzielnicy o nazwie Częstocice, która kiedyś była wsią leżącą poza granicami Ostrowca Świętokrzyskiego. A co tam takiego ciekawego? Otóż mało kto wie, że mieściła się tam najstarsza w Królestwie Polskim cukrownia. W 1825 roku hrabia Henryk Łubieński rozpoczął jej budowę i już po roku mógł zacząć produkcje cukru. Tak zaczęła się era polskiego cukrownictwa. Na początku urządzenia były napędzane za pomocą kieratu, dopiero po szesnastu latach unowocześniono linię produkcyjną wyposażając ją w urządzenia parowe. I tak produkcja trwała tu, aż do 2005 roku. Dzisiaj mury okalające ten zakład produkcyjny przyozdabiają dzieła sztuki ulicznej.

Ostrowiec Świętokrzyski to jednak nie tylko cukier, chyba nawet bardziej miasto to jest znane z przemysłu ciężkiego. Przez wiele lat było znanym ośrodkiem hutniczym, dzisiaj wiele budynków straszy chylącymi się ku upadkowi murami, obdrapaną farbą i powybijanymi szybami, a do ich wnętrz i na okoliczne latarnie wdarła się już przyroda. Nie udało mi się zrobić tam zbyt wielu zdjęć, gdyż miło, acz stanowczo zostałem poproszony przez ochronę o opuszczenie „postapokaliptycznych” terenów.

Niedaleko znajduje się jeszcze jeden budynek sakralny, który zamierzałem odwiedzić. Drewniany kościół pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego wybudowano w 1932 roku w stylu zakopiańskim. Urzeka on prostotą wykonania, oraz przepięknymi, choć dość surowymi wnętrzami. Bliskość terenów przemysłowych, oraz „dzielnicy hutniczej” spowodowały, że wielu miejscowych nazywa go „kościołem hutniczym”. Przed nim znajduje się pomnik ofiar zbrodni katyńskiej.

W Ostrowcu Świętokrzyskim miałem zaplanowaną jeszcze wizytę w Muzeum Historyczno-Archeologicznym, do którego udałem się poprzez wcześniej już opisane tereny po starej hucie. Wystawy zarówno stałe jak i czasowe, umieszczono w XIX-to wiecznym pałacu, mieszczącym się w niewielkim, acz urokliwym parku. Dowiemy się tu jak toczyło się życie w czasach świetności miasta, możemy podziwiać zastawę stołową z porcelany ćmielowskiej, czy też kolekcje sreber. Ze spokojem mogłem zagłębić się w te zbiory, gdyż byłem jedynym zwiedzającym.

Jako że muzeum było moim ostatnim punktem wycieczki do Ostrowca Świętokrzyskiego udałem się krokiem spacerowym w kierunku dworca kolejowego, był na to już najwyższy czas, gdyż gdy tam dotarłem do odjazdu mojego pociągu pozostało tylko 10 minut. Jeśli będziecie w tych okolicach to koniecznie tu zajrzyjcie, nie będziecie żałować.

4 uwagi do wpisu “Cukier i żelazo

  1. Bardzo ciekawe miejsce, nigdy tam nie byłam. A opis zachęcający. Najbardziej zainteresował mnie drewniany kościołek, mam słabość do tych małych świątyń, gdzie naprawdę czuje się wieź między ludźmi, a Bogiem 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s