Lasy i kopalnie

Tym razem postanowiłem wybrać się w rejony, które wydawały mi się szare i stosunkowo nieciekawe. Tym większe było moje zdziwienie gdy tam dotarłem i okazało się, że można się tam poczuć wprost bajkowo. Magia przepięknych terenów zielonych, czy plenery filmowe rodem sprzed wieku to tutaj norma.

Swoją podróż po jednej ze stolic Górnego Śląska zacząłem od dzielnicy Zalesie, jak sama nazwa wskazuje ma ona wiele wspólnego z lasami. Już po kilkuset metrach zagłębiłem się w piękne i zdawałoby się trochę dzikie ostępy. Była godzina 8:00, życie budziło się do podróży przez kolejny dzień roku, a ja nabierałem energii na dalszą część dnia. Spacerując pośród zieleni przeniosłem się myślami do baśniowych klimatów. Pomogły mi w tym przebijające się przez zieleń liści promienie niedawno wzeszłego słońca, oraz świergot ptaków. Idąc tak leśnymi ścieżkami spotkałem „leśnego dziadka” – takie było moje pierwsze wrażenie, gdy zauważyłem biegnącego ku mnie starszego już mężczyznę z dość długą i zmierzwioną brodą. Przywitałem go i spytałem czy podążam w dobrym kierunku, nie przerywając truchtu odpowiedział mi śląską gwarą, która w tej scenerii zabrzmiała wprost bajkowo, że idę dobrze.

Po pewnym czasie wyszedłem na otwartą przestrzeń moim oczom ukazały się zabudowania Kopalni Wieczorek, wiedziałem, że stąd już tylko kilka kroków do pierwszego w tym dniu celu mojej podróży. Jeszcze kawałek i zobaczyłem charakterystyczną bryłę starej wierzy ciśnień. Jako że była ogrodzona mogłem ją podziwiać wyłącznie z pewnej, choć niezbyt dużej odległości. U podnóża wieży zaczynały się już pierwsze zabudowania Nikiszowca. Gdy przeszedłem przez bramę, której łuk znajdował się w jednej z zabytkowych kamienic znalazłem się na głównym placu tego dawnego osiedla górniczego.

Nikiszowiec  – nazwa ta pochodzi od oznaczenia znajdującego się w jego pobliżu szybu kopalnianego, brzmiącego z niemieckiego Nikischschacht (później zmieniono ją na szyb Poniatowski). Na całe szczęście nikt z późniejszych włodarzy nie wpadł na pomysł zmiany nazwy tego miejsca na np. osiedle Poniatowskiego, mogłoby ono wtedy stracić na swojej magii.

Familoki, bo taka jest nazwa tutejszych kamienic zaczęto budować w 1911 roku, kilka lat później, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców zaczęto stawiać nowy kościół. Jego budowę przerwał wybuch pierwszej wojny światowej. Były to bardzo trudne czasy dla mieszkańców tych terenów, a zakończenie działań militarnych wcale ich nie zakończyło, rozpoczęła się tu bowiem epidemia tyfusu. Mimo, że autochtoni mieli nadzieję na przyłączenie ich miejscowości do terytorium Rzeczpospolitej tak się nie stało. Było to powodem wybuchu Powstań Śląskich, szczególnie podczas pierwszego z nich w Nikiszowcu toczyły się bardzo zacięte walki. W końcu w 1922 roku mieszkańcy mogli powiedzieć, że mieszkają w Polsce. Osiedle dalej się rozbudowywało.

W czasie drugiej wojny światowej dość szybko Nikiszowiec znalazł się pod okupacją niemiecką, a mieszkańcom wyrabiano nowe dokumenty. Przy tej okazji trzeba było podawać jakim posługuje się językiem, większość stwierdziła że dialektem śląskim. Niemcy stwierdzili, że to niemiecki i wpisywali ludzi na Deutsche Volksliste. Mężczyźni zaczęli być na siłę wcielani do Wehrmachtu, w kopalni pracę podejmowały kobiety, później jeńcy wojenni. Nie oznacza to jednak, że miejscowi godzili się na takie traktowanie zaczęły tam powstawać liczne organizacje konspiracyjne. Po zakończeniu wojny Nikiszowiec  dalej służył jako osiedle przykopalniane. Obecnie jest atrakcją turystyczną Katowic, do których został włączony w 1960 roku.

No dobrze dość już informacji historycznych, gdy dotarłem na wspomniany wyżej plac do moich uszu dobiegł dźwięk akordeonu. Po chwili zorientowałem się, że rozbrzmiewa on spod arkad znajdujących się u podnóża jednego z familoków. Podszedłem do mężczyzny, który grał na instrumencie i rozpoczęliśmy rozmowę. Okazało się, że Pan Wiesław jest muzykiem Katowickiej Kapeli Podwórkowej Retro Paka. Pełni też w niej funkcję zastępcy szefa. Zapraszał mnie na koncerty, które organizują – jak się dowiedziałem po powrocie do domu kapela ta jest laureatem wielu konkursów muzycznych, a jej muzycy występowali na scenach: Wiednia, Berlina, Saksonii, Budapesztu oraz Czech.

Pan Wiesław wskazał mi też jedną z ciekawostek Nikiszowca, otóż powiedział mi bym zwrócił szczególną uwagę na dwie wieże kościoła świętej Anny, w których zamiast, tak jak w innych budowlach sakralnych dzwonów, znajdują się… koła windy kopalnianej.

Po rozmowie z muzykiem poszedłem zobaczyć jak wygląda ta ciekawa świątynia. Nie zawiodłem się wnętrza są większe niż można by sądzić oglądając budowlę z zewnątrz, a ich zdobienia robią dość duże wrażenie.  Pierwszym elementem wyposażenia, na które zwróciłem swój wzrok nie był ołtarz, a zwisający z kopuły duży żyrandol.  Ściany przyozdabiają malowidła ukazujące drogę krzyżową, a światło wpada do środka przez kolorowe witraże.

W oczekiwaniu na transport do centrum Katowic spacerowałem pośród kamienic z czerwonej cegły nierzadko przyozdobionych różnymi kwiatami. Wizyta w tym miejscu nastraja trochę mistycznie i pozwala na przeniesienie się w czasie o całe stulecie. Całości dopełnia język, którym posługują się mieszkańcy, niby to polski, ale… Dostrzegli to również reżyserzy filmowi, którzy wybrali Nikiszowiec za plan swoich filmów.

Dalszą część mojej wizyty w jednej ze stolic Górnego Śląska opiszę w kolejnym tekście, będzie tam o ciekawym muzeum, sztuce ulicznej, czy też największej polskiej katedrze.

8 uwag do wpisu “Lasy i kopalnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s