Dramat, sztuka i cuda architektury

W ostatnim tekście zabrałem Was na krótką wyprawę ulicami Łodzi, dziś dokończę relację z mojego pobytu w tym mieście. Będzie trochę teatralnie, spacerowo, artystycznie oraz melancholijnie. Kończąc moją poprzednią relację, zostawiłem Was przy prawosławnej katedrze – Soborze św. Aleksandra Newskiego i od tego miejsca zacznę dalszą wędrówkę.

Po spojrzeniu na zegarek, stwierdziłem, że mimo siąpiącego od czasu do czasu deszczu, do domu wrócę jednak nie koleją, a autobusem. Dawało mi to dodatkowy czas, na poznawanie miasta, które na swój sposób zaczęło mnie wciągać. Na początek, całkiem przypadkowo wybrałem spacer ulicą Kilińskiego. Podziwiałem stare kamienice i rozświetlające je gdzieniegdzie przejawy sztuki ulicznej. W pewnym momencie rzucił mi się w oczy spory mural umieszczony na bocznej ścianie jednego z budynków. Postanowiłem mu zrobić zdjęcie i tak, trafiłem na miejsce, które niewątpliwie wywarło duży wpływ na nie tylko łódzką, ale i ogólnopolska scenę teatralną.

Mówię tu o Teatrze im. Stanisława Jaracza, będącym najstarszą stałą sceną w Łodzi. Ten uruchomiony w 1888 roku przybytek dramatu, początkowo mieścił się przy ulicy Piotrkowskiej, jednak po pożarze jaki go strawił trafił w to miejsce. Początkowo nosił nazwę Teatru Polskiego, a w czasie II wojny światowej Theater zum  Litzmannstadt, swoje obecne miano zyskał dopiero w 1949 roku, a więc ponad 60 lat po swoim powstaniu.

Stanisław Jaracz był uważany za jednego z najwybitniejszych polskich aktorów i twórców nowoczesnej szkoły aktorskiej. Jak wielu sławnych ludzi miał też swoje słabości, do największych z nich zaliczyć można było alkohol, który sprawił, że często był postrzegany jako trudny we współżyciu. Człowiekowi temu nie można zarzucić natomiast braku odwagi, podczas II wojny światowej czynnie uczestniczył w ruchu oporu. W 1941 roku doprowadziło to nawet do jego aresztowania przez gestapo, a następnie wysłania do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Mimo szybkiego wstawiennictwa wielu wpływowych ludzi i tego, że został zwolniony już po miesiącu, miejsce to odcisnęło na nim swoje piętno. Zmarł cztery lata później na gruźlicę gardła, której nabawił się podczas osadzenia.

Ale powróćmy do czasów nam współczesnych, jeśli nawet nie słyszeliście o Teatrze im. Stanisława Jaracza (w co szczerze wątpię), to na pewno znacie grających w nim aktorów. Goszczą oni bowiem również na ekranach kin czy telewizorów, wspomnę choćby o takich nazwiskach jak: Halina Skoczyńska, Katarzyna Cynke, Ireneusz Czopa, Kamil Maćkowiak, Mariusz Jakus czy Agnieszka Więdłocha.

W kolejnych krokach skierowałem się na jedną z najdłuższych w Europie ulic handlowych. Rozciąga się ona na przestrzeni  ponad 4 kilometrów i pełno na niej sklepów i restauracji. Gdy Łódź była jeszcze mało znaczącą osadą ulica ta była traktem łączącym dużo starszy i o wiele więcej znaczący Piotrków Trybunalski ze Zgierzem. Dlatego też gdy w XIX wieku zaczęto rozbudowę Łodzi Piotrkowska została centralną jej osią. Dzisiaj to ulubiony przez wielu deptak, choć podczas mojego nią spaceru można by w to wątpić, tak była wyludniona. Powodem była pewnie pogoda, która do wyjścia z domu raczej nie zachęcała.

Tak podążając dotarłem do Parku Staromiejskiego, którego jedna z części graniczy z Pałacem Izraela Poznańskiego. Budynek ten uważany jest za jeden z najpiękniejszych w Łodzi przejawów sztuki architektonicznej, mieści się w nim również Muzeum Miasta Łodzi. Zanim jednak zagłębiłem się w pałacowych trzewiach, skorzystałem, że jestem koło Manufaktury i w jednej z mieszczących się w niej restauracji zjadłem szybki obiad. I tu rada dla Was, jeśli pada, a chcecie zjeść na dworze to patrzcie na czym siadacie. Ja oczywiście myśląc już o kolejnym etapie podróży wyszukałem suchy stolik pod okazałym parasolem, niestety moje spojrzenie nie powędrowało niżej – efekt nie trudno przewidzieć krzesło było mokre, a po chwili moje spodnie na tyłku też. To, że przesiadłem się po chwili na suche nie poprawił już sytuacji, spowodował jedynie, że mokra plama nie powiększała się.

Po szybkiej konsumpcji ruszyłem na zwiedzanie wspomnianego już pałacu. Zwany jest on również „łódzkim Luwrem”. Może do oryginału trochę mu brakuje, jednak przyznać trzeba, że robi wrażenie. Na początek chwilę spędziłem w ogrodach i choć nie są one duże to warto spędzić tam kilka minut.

Jak już wcześniej pisałem we wnętrzach mieści się Muzeum Miasta Łodzi oferujące kilka wystaw. Na początek poszła ta związana z muzyką, ale mylicie się jeśli myślicie, że powystawiane były na niej instrumenty. Gdy wszedłem do sporego pomieszczenia moim oczom ukazały się najróżniejsze gramofony czy wzmacniacze. Wystawa ta nosi tytuł: „Stali bywalcy tamtych prywatek” i można ją oglądać jeszcze do 30 października. A czemu właśnie taka tematyka? Otóż może niewielu z Was wie, ale w Łodzi mieściły się jedne z najlepszych polskich zakładów produkujących sprzęt muzyczny. Miały nazwę Fonica, a mimo, że od ich likwidacji minęło już 14 lat, to jeszcze niektóre z ich produktów mogłyby z sukcesem konkurować na rynkach muzycznych jeśli chodzi o jakość odtwarzania utworów muzycznych.

Kolejnym etapem zwiedzania była „Galeria Mistrzów Polskich”. Podziwiać na niej możemy malarstwo, rysunki i rzeźby z okresu przełomu XIX i XX wieku. A dzięki bezpłatnemu audioprzewodnikowi, można we własnym tempie zapoznać się ze sztuką romantyzmu, impresjonizmu, kubizmu czy art-deco.

Na koniec zwiedzania zostawiłem sobie wystawę „Z dziejów Łodzi”. Jeśli jesteście zainteresowani jak żyli najbogatsi mieszkańcy tego miasta, gdzie jedli, spali, czy pracowali to koniecznie musicie odwiedzić to miejsce. Mnie ono zachwyciło.

No dobrze, Pałac Izraela Poznańskiego pozostawiłem za sobą i po spojrzeniu na zegarek stwierdziłem, że warto już ruszać w kierunku dworca, na którym czeka na mnie autobus. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie postanowił dotrzeć tam inną trasą. Ruszyłem więc ulicą Ogrodową w kierunku, Alei Włókniarzy (tak wiem, że to droga okrężna).

Po przejściu kilku kroków zatrzymałem się jednak, by zrobić kolejne zdjęcia. Co mnie tak zainteresowało? Znowu architektura, tym razem jakże jednak inna niż ta pałacowa, czy choćby ta z ulic centrum, gdzie witały mnie pięknie zdobione kamienice. Budynki bardziej przypominały mi Górny Śląsk, ze swoimi nieotynkowanymi ceglanymi kamienicami. A przecież dalej byłem w centrum miasta, dalej wyraźnie widziałem zabudowania Manufaktury, a poczułem się jakbym przeniósł się do innego miasta i czasu. Zresztą możecie sami przekonać się gdyż poniżej zamieściłem zdjęcia z tego miejsca. Dalsza droga to szare ulice, a ich szarość pogłębiały nisko kłębiące się stalowe chmury, z których znowu zaczął padać deszcz.

Tak idąc doszedłem w końcu do cmentarza, a jak już pewnie wiecie z poprzednich tekstów lubię takie miejsca. Nie omieszkałem więc zajrzeć i tam. Przywitały mnie piękne grobowce i rzeźbione płyty grobów, początkowo zmarłych wyznania prawosławnego, a następnie katolików i ewangelików.

Tak spacerując od alejki do alejki i robiąc zdjęcia dotarłem w końcu do miejsca, z którego było widać strzelistą wieżę i piękną architekturę, zdawałoby się małego kościoła. Była to Kaplica Karola Scheiblera, o którym pisałem już krótko w poprzednim tekście o Łodzi. Gdy stanąłem przed nią i ukazała mi się ona w swojej pełnej okazałości (niestety odgrodzona płotem, gdyż trwały prace remontowe) zrozumiałem czemu ta wybudowana w 1888 roku budowla jest uważana za jedno z największych dzieł architektury cmentarnej na świecie. Nawet niebo zdawało się ze mną zgadzać, bo nagle przestało padać i w nielicznych powstałych w chmurach wolnych przestrzeniach ukazało się słońce.

Aż trudno sobie wyobrazić, że takie cudo mogłoby zostać zniszczone. A niewiele brakowało, gdyż po II wojnie światowej tereny cmentarza były wielokrotnie niszczone, a kaplica ograbiana. Na jej renowację brakowało pieniędzy i wszystko wskazywało na to, że w końcu się rozpadnie. Dopiero w latach 70-tych XX wieku zaczęto coś robić w kierunku jej ocalenia, ale po pewnym czasie znowu zabrakło pieniędzy, poprzestano więc na zabezpieczeniu murów. Dopiero w 2003 roku powstała fundacja mająca na celu walkę o ten obiekt, to dzięki jej staraniom w 2006 roku doprowadzono do tego, że kaplica trafiła na listę stu najbardziej zagrożonych zabytków świata, co dało impuls do prac nad jej zachowaniem i przywróceniem jej dawnej świetności.

Tak się zauroczyłem tym miejscem, że nagle bardzo skurczył mi się czas, a do dworca stąd jeszcze kawałek drogi, przyspieszyłem więc kroku, tym bardziej, że poza graffiti raczej nic ciekawego po drodze nie napotkałem.

Tak zakończyła się moja wizyta w Łodzi, nie pierwsza i na pewno nie ostatnia, bo miasto potrafi zauroczyć i przyciągać, a mnogość miejsc, które warto zobaczyć jest niezliczona.

13 uwag do wpisu “Dramat, sztuka i cuda architektury

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s