Nauka i wiara

W drodze do mojego kolejnego celu podróży, zatrzymałem się w mieście, które odwiedzałem już kilkakrotnie. Te parę godzin, które miałem tam spędzić postanowiłem spożytkować na zwiedzenie kolejnych jego atrakcji. I tak udało mi się załapać na indywidualne zwiedzanie najstarszego polskiego uniwersytetu, który zakładany był dwukrotnie, odwiedziłem też miejsce skąd po raz pierwszy w Polsce podawano dokładny czas. A na koniec pospacerowałem wśród zapadającego zmroku po klimatycznych uliczkach.

Tym razem postanowiłem udać się na wschód. Zaopatrzony w plecak, a właściwie dwa oraz paszport wyszedłem z domu i udałem się do miasta, w którym miałem się przesiadać. Miasto to znane jest chyba każdemu Polakowi. To w nim powstał pierwszy polski uniwersytet, będący jednocześnie jednym z pierwszych na świecie, a drugim po Pradze w tej części Europy.

Jak pewnie się już domyślacie, na te kilka godzin zatrzymałem się w Krakowie. Tyle o nim już pisałem, że zdawałoby się, że chyba już nie będzie o czym pisać, a jednak nie uszczknąłem z tego „tortu” nawet znaczącej części. Przed wyjazdem natrafiłem na krótki tekst, dzięki któremu jako główną atrakcję obrałem Uniwersytet Jagielloński. Spytacie cóż może być ciekawego w zwiedzaniu sal wykładowych, po których krążą studenci i profesorowie? No cóż, ja postanowiłem dowiedzieć się jak to było przed wiekami, a nie jak jest teraz. W tym celu po wyjściu z autobusu skierowałem się na ulicę Jagiellońską 15, to tam w najstarszych budynkach krakowskiej uczelni, noszących nazwę Collegium Maius mieści się muzeum uniwersyteckie.

Gdy po kilku minutach dotarłem na miejsce, okazało się, że będę musiał poczekać około 30-40 minut na swoją kolej. Czas ten spożytkowałem na zwiedzenie okolicy. I tak na pierwszy ogień poszły dwa ogrody (podwórka), w których wypoczywali wykładowcy i studenci. Ci pierwsi, choć ich było mniej, mieli oczywiście sporo większy teren na kontemplację i odpoczynek.

Spacerując dalej dotarłem do wrót znajdującego się nieopodal „studenckiego” podwórka kościoła pod wezwaniem świętej Anny. Dziś pełni on rolę kolegiaty uniwersyteckiej. Obecny budynek pochodzi z XVII wieku, choć historia katolickich świątyń mieszczących się w tym miejscu sięga aż XIV wieku. To wtedy ostatni z Piastów, Kazimierz Wielki (o którym jeszcze w tym tekście będzie mowa) wstępował w jego progi. Choć z zewnątrz budowla ta nie sprawia wrażenia jakiejś mocno interesującej, to warto jednak zajrzeć do środka, gdyż to właśnie tam kryje się jej cały blask. Nie może być inaczej, ponieważ kolegiatę tę wzniesiono chcąc przyćmić świetność postawionego przez jezuitów kościoła św. Piotra i Pawła.

Ani się obejrzałem, a już musiałem udać się do Collegium Maius. Na piękny dziedziniec tej najstarszej części Uniwersytetu dotarłem już po chwili. Po zewnętrznych schodach wdrapałem się na pierwsze piętro i w oczekiwaniu na przewodnika przyglądałem się fotograficznej sesji ślubnej. Po kilku minutach ujrzałem biegnącą przez krużganki dziewczynę. Jak się po chwili okazało była to Natalia, moja przewodniczka po muzeum. A czemu piszę moja, a nie nasza, otóż okazało się, że będę jedynym zwiedzającym i tak po raz kolejny, dzięki zwiedzaniu poza sezonem, udało mi się załapać na indywidualny tok poznawania historii.

W pierwszym pomieszczeniu moja przewodniczka przybliżyła mi historię tego miejsca i tu pojawiło się moje pierwsze zdziwienie. Otóż choć nazwa uniwersytetu brzmi Jagielloński, to jego pierwszym założycielem był ostatni z Piastów – Kazimierz III Wielki. A czemu piszę pierwszym? Otóż dowiedziałem się, że szkołę tę otwierano, aż dwa razy.

Po raz pierwszy powstała ona w 1364 roku i mieściła się w Kazimierzu, będącym obecnie dzielnicą Krakowa. Niestety brak wśród przedmiotów wykładowych najważniejszej w ówczesnym świecie teologii oraz niechęć biskupa krakowskiego, do naszego króla, spowodowały, że miejsce to nie cieszyło się zbyt wielkim zainteresowaniem żaków. Z tego też powodu oraz śmierci Kazimierza Wielkiego, już po kilku latach nauczanie zawieszono.

Dopiero dzięki staraniom Jadwigi Andegaweńskiej młodziutkiej (w dniu koronacji miała ukończone 11 lat) królowej polskiej, którą poślubił Władysław Jagiełło, wznowiono działalność Uniwersytetu Jagiellońskiego, a właściwie Akademii Krakowskiej (bo taka nazwę nosił on wtedy). Królowa dbała bardzo o wykształcenie, rozumiała też, że umieszczenie wśród wykładanych przedmiotów teologii (w ówczesnym świecie królowej nauk), podniesie rangę szkoły. Jadwiga w przeciwieństwie do Kazimierza Wielkiego miała bardzo dobre stosunki w biskupami, co zaowocowało wyrażeniem zgody przez papieża na prawo do nauczania teologii przez uniwersytet.

W kolejnych salach oprowadzająca mnie Natalia przybliżyła mi codzienne życie wykładowców i studentów. Dość mocno różniło się ono od tego obecnego, również jeśli chodzi o ilość uczących się, to znacznie odbiegała ona od tej jaka jest teraz. No cóż, gdyby dzisiejsi studenci musieli borykać się z tyloma trudnościami podejrzewam, że sale wykładowe wielu uczelni świeciłyby pustkami.

Po chwili znaleźliśmy się w skarbcu, można tam zobaczyć oryginały insygniów władzy rektorskiej: berła, łańcuch i pierścienie – robią naprawdę duże wrażenie. Jako ciekawostkę powiem Wam, że do dzisiaj rektor może ich używać i muzeum na każde jego żądanie musi mu je wydawać. Na szczęście dla dobra eksponatów zarząd Uniwersytetu woli zadowalać się bardzo dobrze wykonanymi kopiami. Inną nie mniej ciekawą rzeczą, która znajduje się w skarbcu jest mechaniczna sfera armilarna. Jest to przyrząd przypominający globus, mający ukazywać sferę niebieską. Wewnątrz tego krakowskiego znajduje się jeden z najstarszych modeli kuli ziemskiej, na którym zaznaczono Amerykę.

Kawałek dalej po przejściu przez pokoje wykładowców doszliśmy do pomieszczenia zwanego pokojem Mikołaja Kopernika. Co prawda studiował on w tym miejscu, ale bardzo mało prawdopodobne, aby zajmował to lokum. Znajduje się ono bowiem na pierwszym piętrze budynku, a to zamieszkane było przez najbardziej znamienitych wykładowców. Niemniej przyrządy które tam wystawiono mogły być przez niego używane w trakcie nauki.

Gdy zwiedzanie dochodziło już do końca, dowiedziałem się jeszcze, że miałem szczęście i mogłem zobaczyć wszystkie sale wystawiennicze, a bywa to czasami niemożliwe, gdyż wykorzystywane są one przez władze uczelni przy różnych oficjalnych uroczystościach, a wtedy postronni nie maja tam wstępu.

Po wyjściu z muzeum udałem się na szybki, spóźniony obiad. Potem postanowiłem jeszcze trochę pospacerować wśród zapadającego już zmroku i odwiedzić chyba najbardziej znany krakowski kościół – Bazylikę Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Ta budowla sakralna jest jednym z najbardziej znanych i rozpoznawalnych elementów architektonicznych Krakowa. Obecna forma powstawała na przełomie kilku stuleci i posiadała wielu fundatorów. Jednym z nich był Mikołaj Wierzynek, pewnie nazwisko to również kojarzy się wam z Krakowem, a dokładnie ze słynna ucztą. I Wasze skojarzenia idą w dobrym kierunku, gdyż ten od uczty był synem tego od kościoła Mariackiego.

Jeśli jesteśmy już przy znanych historiach, to słyszeliście zapewne i tę o trębaczu z wieży Mariackiej, który podczas najazdu Tatarów uchronił mieszkańców miasta, grając na alarm. Swojego bohaterskiego czynu jednak nie przeżył gdyż został ugodzony w krtań strzałą wypuszczoną przez atakujących. Ponoć na pamiątkę tego zdarzenia melodia nagle się urywa. Czy jest to prawdziwa historia? Raczej mało realne jeśli spojrzymy na dzisiejszy wygląd kościoła Mariackiego, jednak gdy poszperamy trochę okazuje się, że może tkwić w niej ziarno prawdy. Najazdy Tatarskie miały miejsce w połowie XIII wieku, a wtedy nie dość, że sam kościół był mniejszy to jeszcze leżał poza murami miasta. Co więcej w dzisiejszym Uzbekistanie można wysłuchać opowieści, jak to dzielne wojska wyruszyły na odległy zachodni kraj i poniosły sromotną klęskę. Jej przyczyną miał być gniew boga, za atak na miasto w czasie odprawianej modlitwy. No tak, a co ma modlitwa do hejnału? W naszej kulturze niewiele, ale spójrzcie na islam, gdzie muezini właśnie z wież minaretów wzywają wiernych do modlitwy. Teraz skojarzenie już jest dość oczywiste.

Hejnał z wieży Mariackiej jest również uważany za pierwszy w Polsce sygnał dokładnie odmierzanego i podawanego czasu. Wszyscy wiemy, że rozbrzmiewa on o godzinie 12 i można według niego regulować zegarki. Sytuacja taka ma miejsce od 13 lutego 1838 roku.

Po krótkim podziwianiu przepięknej świątyni nie pozostało mi już wiele czasu do rozpoczęcia kolejnego, tego głównego etapu podróży, w którym udawałem się na wschód. Odległość niby nie wielka, bo tylko trochę ponad 300 kilometrów, ale świat jakby trochę już inny. Czekała mnie odprawa graniczna i zmiana strefy czasowej, ale o tym już w następnych tekstach.

2 uwagi do wpisu “Nauka i wiara

  1. Piękny, interesujący wpis! 🙂 Prawie kazdy był w Krakowie, ale nie każdy miał możliwość zwiedzania, tak, jak Ty, na dodatek z „prywatną” przewodniczką 🙂
    W 2014 roku spędziłam kilka dni w Krakowie z gośćmi z zagranicy, byli oczarowani wszystkim – i samym miastem, Wawelem, atmosferą, muzeami, podziemiami, restauracjami…. 😉 Ale żeby dokładniej poznać najważniejsze zabytki, trzeba nie dni, ale tygodni, miesięcy… Do Krakowa się powraca 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s