Cmentarne historie

Po zwiedzeniu skansenu w Szewczenkowskim Gaju ruszyłem w dół ulicami w kierunku miejsca, o którym słyszał chyba każdy Polak. Miejsca, o którym używając czarnego humoru można by powiedzieć, że trup się tam ściele gęsto. I będzie to stwierdzenie dosłowne, a nie przenośnia.

Zabiorę Was bowiem na jeden z najstarszych obecnie istniejących europejskich cmentarzy – Cmentarz Łyczakowski we Lwowie. Młodsze od niego są Rakowiecki w Krakowie, Powązki w Warszawie, czy też Pere-Lachaise w Paryżu. A cóż ciekawego może być na cmentarzu powiecie? Spytam więc po co na nie chodzicie? A Wy mi odpowiecie, że chcecie upamiętnić swoich bliskich, że chodzicie bo tak wypada, bo akurat było święto zmarłych itp. Ja na Łyczakowski udałem się po pierwsze z ciekawości, a po drugie po lekcję historii. Czy dostałem to co chciałem? Pozwolę ocenić to Wam.

Na pierwsze miejsca pamięci natknąć można się tam już przed murami tego, wcale o dziwo nie posępnego miejsca. Są to groby a właściwie duży plac z płytami nagrobnymi pod którymi pochowano 3600 obrońców Lwowa, leżą tam tez ofiary NKWD. Około stu metrów dalej dochodzimy do głównej bramy cmentarza, tam należy kupić bilety wstępu, gdyż cmentarz jest też swojego rodzaju muzeum.

Na początek skierowałem się do grobów kilku znanych Polaków. Nikomu nie trzeba przedstawiać takich osób jak Maria Konopnicka, czy Gabriela Zapolska.

A czy znacie tekst?:
„Kto Ty jesteś?
Polak mały,
Jaki znak Twój,
Orzeł biały…”

Słowa te napisał Władysław Bełza, którego twórczość jest na wskroś narodowa, to do niego należą również strofy:
„Ojców naszych ziemio święta,
Ziemio wielkich cnót i czynów,
Tyś na wskroś jest przesiąknięta,
Krwią ofiarną twoich synów”.

Pozostając przy polskiej poezji kojarzycie pewnie wiersz Adama Mickiewicza pod tytułem Reduta Ordona, a jeśli nie to przypomnę Wam kilka jego fragmentów:
„Nam strzelać nie kazano. – Wstąpiłem na działo
I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało…”
„…Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona –
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę”.

Zgodnie ze strofami utworu Ordon poległ wysadzając redutę, nie była to jednak prawda. Mickiewiczowski bohater wyemigrował bowiem i żył na obczyźnie. Jego życie nie było jednak usłane różami, nasz wieszcz przyczynił się bowiem do jego „sławy”, która w końcu doprowadziła go do silnej depresji, w wyniku której popełnił on samobójstwo.

Swoje miejsce w tej części cmentarza znalazł również Seweryn Goszczyński polski wieszcz czarnego romantyzmu. Jego wiersze nawiązują do zdarzeń historycznych wstrząsających naszym krajem. Przytoczę tu fragment Zamku kaniowskiego:
„I konające potępieńca oczy,
Gdy je śmierć grzeszna pod swe bielmo toczy,
Już oblężone katów piekła zgrają,
Piekielnych krain witane już cieniem –
Nic groźniejszego widzieć nie zdołają
Przed ostatecznym na wieki zgaśnieniem”

Odnosi się on do zdarzeń, które działy się w drugiej połowie XVIII wieku, kiedy to ruscy chłopi i Kozacy wystąpili zbrojnie przeciwko szlachcie polskiej, żydom i ustalonym prawom społecznym. Dochodziło wtedy do masowych morderstw, rzezi i pogromów. Powstanie to zostało stłumione dopiero przez wojska polskie i rosyjskie, niestety przyniosło łzy do wielu domów. Liczbę zabitych szacuje się na znacznie ponad 100.000 ofiar.

No dobrze, ale skończmy już z wierszami, spacerując alejkami natknąłem się na wysoką stelę na szczycie której dumnie, z rozpostartymi skrzydłami przysiadł sokół. Był to grób Antoniego Durskiego jednego z głównych założycieli Sokolstwa Polskiego. Organizacji, która z założenia była towarzystwem gimnastyczno-sportowym, choć przerodziła się w narodową organizację polityczną, zrzeszająca patriotów w różnym wieku i z różnych warstw społecznych.

Członkiem tego ugrupowania był również Michał Michalski. Człowiek, będący z wykształcenia kowalem, który brał udział w Powstaniu Styczniowym, a później został radnym, posłem, a nawet prezydentem Lwowa.

Trochę dalej natknąłem się na zdawałoby się betonowe mury wsparte na dwóch kolumnach. Umieszczona tam tablica informowała: Oswald Balzer, profesor uniwersytetu, dyrektor archiwum AGZ, założyciel Towarzystwa Naukowego we Lwowie.
Później dowiedziałem się, że człowiek ten reprezentował Galicję w wygranym sporze z Węgrami o… Morskie Oko. Zresztą to właśnie na pamięć tamtych wydarzeń jedna z dróg z Zakopanego do Morskiego Oka nazwana została jego nazwiskiem.

Kolejną ciekawą postacią był niewątpliwie Fiłariet Kołessa znany ukraiński folklorysta i kompozytor, profesor Uniwersytetu Lwowskiego, dyrektor Lwowskiego Muzeum Etnograficznego. Badał on pieśni ludowe Ukrainy, Wołynia, Galicji i Łemkowszczyzny. Utworzył Ukraińską Etnograficzną Historię Muzyki. Nie tylko on w rodzinie był uzdolniony muzycznie, jego syn został znanym dyrygentem i kompozytorem współpracującym z Narodową Orkiestrą Symfoniczną.

Kto bardziej związany jest z cmentarzem niż właściciel zakładu pogrzebowego. Na przełomie XIX i XX wieku najbardziej znaną tego typy firmą usługową była Concordia. Antoni Kurkowski zwany Lwowskim Charonem wyrobił sobie renomę zaangażowaniem jakie wkładał w „obsługę” ludzi podążających w ostatnia drogę. Jego zakład jako pierwszy we Lwowie był czynny całą dobę, a jakość usług porównywano do najlepszych tego typu przedsiębiorstw europejskich.

W tym miejscu zacytuję kolejny fragment, a właściwie 2 z pewnego wiersza:
„Mamo najdroższa! Bądź zdrowa!
Do braci idę w bój.
Twoje uczyły mnie słowa,
nauczył przykład Twój.
Pisząc to Jurek drżał cały,
Już w mieście walczy wróg.
Huczą armaty, grzmią strzały,
Lecz Jurek nie znał trwóg…”
„…Rwie się, lecz pada na nowo…
– Ach, mamo, nie płacz, nie!…
Niebios przeczysta Królowo!
Ty dalej prowadź mnie…
Żywi walczyli do rana,
Do złotych słońca zórz –
Ale bez Jurka Bitschana,
Bo Jurek spoczął już…”

Czemu właśnie piszę o małym Jurku Bitschanie? Bo wśród wielu grobów znalazłem jego symboliczną mogiłę, w miejscu gdzie dosięgły go kule (ciało spoczywa na części cmentarza zwanej Orlętami Lwowskimi).Ten dzielny niespełna czternastoletni chłopiec (choć duchem mężczyzna) poległ podczas polsko-ukraińskich walk o Lwów w 1918 roku. Dzień później miasto znalazło się już w całości w rękach Polaków.

Na całym Cmentarzu Łyczakowskim znajduje się wiele takich miejsc, w których historia opowiadana jest przez nagrobki. Tych kilka o których wspomniałem powyżej jest tylko przyczynkiem do dalszego poznawania naszej przeszłości. Na zdjęciach, które dołączam do tego tekstu znajdziecie kolejnych ludzi i ich historie, ot choćby: Antoni Stefanowicz (artysta malarz, naczelnik wydziału kuratorium polskiego, który został odznaczony orderem Polonia Restituta), Honorata Borzęcka (znana ze swojej dobroczynności córka Podstolego Wielkiego Koronnego Rzeczpospolitej), gen. Jan Marcin Korwin Wysocki (m.in. obrońca Płocka z 1920 roku, gdy „czerwoni Kozacy” wyżynali w pień mieszkańców, gwałcili kobiety, nie oszczędzając nawet pacjentów i personelu szpitala).

W wydzielonej części Cmentarza Łyczakowskiego znajdują się jeszcze dwa kolejne cmentarze. Jeden to znany przez wszystkich Polaków Cmentarz Obrońców Lwowa (zwany cmentarzem Orląt Lwowskich), drugi nowszy to ukraiński Cmentarz Strzelców Siczowych.

Pierwszy mieści w swoich trzewiach mogiły nie tylko obrońców miasta, ale i poległych w wielu bitwach tzw. Małopolski Wschodniej obejmującej swoim zasięgiem również Tarnopol, czy Stanisławów. Najważniejszymi jego częściami są z jednej strony katakumby i wznosząca się nad nimi kaplica, a z drugiej Pomnik Chwały. Spacerując pomiędzy nimi dowiadujemy się, że w walkach uczestniczyli nie tylko Polacy, ale również przedstawiciele innych narodów, nawet Brytyjczycy, czy Francuzi.

A kim byli Strzelcy Siczowi? To regularne odziały wojskowe Ukraińskiej Republiki Ludowej, które walczyły o autonomię swojego państwa z bolszewikami oraz białymi kozakami gen. Antona Denikina. Po pewnym czasie armia postanowiła zawrzeć przymierze z Polakami. Gdy dowodzący nią Symon Petlura udał się na rozmowy z Józefem Piłsudskim, nasi rodacy złamali rozejm i internowali Ukraińców.
Dziś na tej części cmentarza znajdziecie też nowe mogiły, wiele ze zdjęciami pochowanych tu ludzi. Są to ofiary najnowszych walk, które trwają do dzisiaj na wschodzie Ukrainy.

Cmentarze, szczególnie te stare, to również miejsce gdzie możemy spotkać się ze sztuką. Powiecie, jak to, sztuka na cmentarzu? W takim razie spójrzcie na kilka z wybranych przeze mnie nagrobków, czyż nie potrzeba duszy artysty by coś takiego stworzyć.

Mam nadzieję, że poza przedstawieniem relacji z mojej bytności na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, tekst ten pomoże Wam w inny sposób spojrzeć na różne, te bardziej znane i te zwyczajne, a czasami po prostu zapomniane skupiska mogił, gdzie żałoba przeplata się z historią. Wspomnę jeszcze tylko, że twórcy Cmentarza Łyczakowskiego tworząc na nim aleje spacerowe rozumieli, że Ci którzy odchodzą potrafią jeszcze przekazać nam swoją historię, abyśmy nie popełniali ich błędów, a jedynie pomnażali sukcesy.

8 uwag do wpisu “Cmentarne historie

  1. Cmentarz Łyczakowski po raz pierwszy odwiedziłem w tym roku i żałuję, że zwiedzanie było pod nadzorem (i w czasie wyznaczonym przez) przewodnika. Miejsce to warto odwiedzić na własną rękę i zwiedzić swoim tempem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s