Jak spotkałem świętego w modrzewiowym dworku

Ostatnio zabrałem Was do świata bajek, fantazji i gier. Na swój kolejny cel obrałem miejsce, gdzie spodziewałem spotkać się z bardziej realną, twardą historią. No bo czego innego można spodziewać się po najstarszym drewnianym dworku mieszczącym się w centrum miasta wojewódzkiego.
Szczęka mi opadła gdy okazało się, że wkroczyłem do świata opowieści niczym z baśni.

W jedną z ostatnich sobót korzystając z wolnego wejścia do niektórych muzeów wybrałem się do mieszczącego się przy ulicy Jana Pawła II w Kielcach zabytkowego Dworku Laszczyków. Wybudowano go w 1788 roku z belek modrzewiowych. Od ulicy odgradza go wysoki drewniany płot, przez który ciężko coś dostrzec. Dopiero gdy dojdziemy do bramy, którą z niewiadomych dla mnie przyczyn zaopatrzono w zamknięty szlaban, ukazuje nam się główny budynek. Przyznam się Wam szczerze, że nie sprawdziłem co mnie będzie czekać w środku. Myślałem, że ujrzę dawne wnętrza, ciężkie dębowe meble i eksponaty związane z epoką. Jakież było moje zdziwienie gdy moim oczom ukazał się… Święty Mikołaj.

Tak, tak dobrze przeczytaliście. Okazało się że od dwóch miesięcy wnętrza tego zabytkowego budynku mieszczą wystawę związaną z wierzeniami i tradycjami związanymi za obchodami świąt Bożego Narodzenia. Zaraz po wejściu powitała mnie bardzo miła pani będąca pracownicą muzeum, po chwili rozmowy, choć nie należało to do jej obowiązków zaczęła mnie oprowadzać po ekspozycji i przybliżać mi tradycje związane z tematyką okołoświąteczną.

Na pierwszy rzut poszedł oczywiście Święty Mikołaj. Usłyszałem historię o trzech siostrach i posagu dla nich. Wersji o tym jak to z nimi było jest oczywiście kilka, jedna z nich mówi jak to pewien sąsiad, z którym święty darł koty miał trzy córki na wydaniu. W tamtych czasach posiadanie córek wiązało się ze sporymi kosztami, trzeba im było bowiem zapewnić spory posag, aby dobrze wyszły za mąż. Sąsiad niestety nie był zbyt bogaty i w perspektywie miał oddanie swojego potomstwa do klasztoru lub… domu publicznego. Gdy pierwsza z jego córek osiągnęła wiek, w którym należało w końcu podjąć decyzję pewnej nocy pod drzwiami domu w którym mieszkali pojawiła się skrzynia wypełniona przedmiotami i pieniędzmi wystarczającymi na posag. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy przyszła pora na drugą z córek. Sąsiad zastanawiał się, kto i w jakim celu tak go (a właściwie jego córki) obdarowuje. Postanowił to wyśledzić i zaczaił się na tajemniczego darczyńcę. Jego zdziwienie było ogromne gdy okazało się, że to jego sąsiad Mikołaj, z którym ciągle się wykłócał podrzuca te dary. Od tego czasu obaj panowie zaprzyjaźnili się i żyli w zgodzie przez kolejne lata swojego życia.

W kolejnych pomieszczeniach dowiedziałem się jak wyglądały święta na polskiej wsi jeszcze kilkaset lat temu. Oto niektóre z wierzeń jakie przybliżyła mi moja nowopoznana przewodniczka.

Na środku jednego z pokoi znajdował się drewniany stół, pierwszą rzeczą która rzucała się w oczy był gruby łańcuch opasujący jego nogi. Oba jego końce połączone były masywną kłódką. Po co tak robiono? Wierzono, że zabezpieczenie takie spowoduje, że przez cały kolejny rok nikt z domowników nie umrze i nie zostawi rodziny w żałobie. Pod stołem umieszczano lemiesz, na którym podczas posiłku domownicy mieli trzymać bosą stopę. Tak, dobrze przeczytaliście, czyniono tak, aby mieć „żelazne zdrowie”.

Według innych wierzeń przez cały okres świat nie wolno było wyrzucać śmieci, chowano je więc pod stojącymi pod ścianami ławami. W rogach izby umieszczano snopki siana mające przynieść obfitość plonów w kolejnym roku. Pod obrus z tego samego powodu również wkładano siano, które służyło także do wróżenia. Gdy panna wyciągnęła spod obrusa zielone źdźbło, mogła liczyć na ślub, gdy było ono zwiędłe miała pecha i dalej musiała czekać na kawalera, najgorzej gdy trafiło jej się żółte, wtedy wróżono jej staropanieństwo.

Gdy wszyscy już się najedli i napili w wigilię domownicy zaczęli kręcić powrozy z siana, a następnie wychodzili na dwór i obwiązywali nimi drzewa, miało to zapewnić obfite plony w przyszłym roku. No dobrze, ale przecież plony zależą również od pogody, aby dowiedzieć się jaka ona będzie krojono cebulę tak aby uzyskać 12 części i zostawiano na noc. Jak podejrzewacie domy nie były zbyt szczelne i panowała w nich wilgoć, co powodowało że część cebul zaczynała gnić i tak właśnie wyznaczano miesiące deszczowe.

No dobrze zwyczaje, zwyczajami ale przecież święta Bożego Narodzenia to również czas obdarowywania się prezentami. Dziś kiedy pod choinką królują drogie zabawki, dawne podarki nie zrobiłyby furory. Obdarowywano się bowiem takimi rzeczami jak obrazki, łańcuszki, szkaplerzyki, czy książki z psalmami lub żywotami świętych.

Przemieszczając się po pomieszczeniach mogłem również podziwiać najróżniejsze wyroby rzemiosła ludowego wśród których królowały szopki, ozdoby świąteczne oraz malarstwo.

Cieszę się, że trafiłem do tego miejsca i chociaż w sumie tylko jedno pomieszczenie odpowiadało moim wyobrażeniom o jego wnętrzach to spowodowało, że na pewien czas zastopowałem i wśród tych wszystkich opowieści i eksponatów zastanowiłem się nad prawdziwymi wartościami jakie niosą ze sobą święta.

Jeśli chcielibyście zobaczyć tę wystawę to musicie się spieszyć, bo już od 14 lutego ekspozycja ulegnie zmianie i we wnętrzach Dworku Laszczyków zagoszczą nowe eksponaty i jak mniemam nowe opowieści, o których postaram się Wam również donieść.

9 uwag do wpisu “Jak spotkałem świętego w modrzewiowym dworku

  1. Ciekawe czy dworek jest naprawdę modrzewiowy. Taka zawodowa ciekawość. Znajomy profesor jeździł kiedyś po Małopolsce szukając właśnie modrzewiowych dworków. Wszystkie te tzw. „modrzewiowe”, które znalazł przy bliższych oględzinach fachowym okiem okazywały się być zbudowane ze wszystkiego, tylko nie z modrzewia 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s