Historii krakowskich ciąg dalszy…

Historie zapisane w kamieniu, unoszące się wśród drzew i powalonych płyt, obrośnięte bluszczem i przykryte kołdrą liści. Zdawałoby się, że ten świat umarł, a on jednak żyje wokół nas, ulotny, eteryczny niczym poranna mgła przenika naszą skórę i sączy się do duszy. Czasami szemrze niczym przepływający leniwie pośród lasów strumień, a czasami ryczy hukiem spadającego z wysokich skał wodospadu.

Po przespanej w sześcioosobowym hostelowym dormitorium nocy, zerwałem się bladym świtem i zjadłwszy śniadanie ruszyłem na dalszy podbój Krakowa. Plan miałem dość napięty, postanowiłem jednak, że nie będę się spieszył. Aby dotrzeć do pierwszego punktu, który miałem odwiedzić tego dnia musiałem pokonać około 2 km. Po kilkunastu minutach moim oczom ukazało się centrum handlowe, nie, nie musicie się obawiać, nie będę go opisywał. Tuż obok niego umiejscowiony jest jeden z nielicznych polskich kirkutów na których dokonuje się jeszcze pochówków – to on był moim celem.

„Nowy” cmentarz żydowski, mieszczący się przy krakowskiej ulicy Miodowej, leży trochę jakby na uboczu, pewnie dlatego też traktowany jest trochę po macoszemu przez organizatorów różnych wycieczek po stolicy małopolski, a szkoda. Gdy dotarłem pod cmentarne ogrodzenie pierwszym rzucającym się w oczy był budynek domu pogrzebowego. Przeszedłwszy obok niego stanąłem pod bramą, okazało się, że wstałem zbyt wcześnie i była jeszcze zamknięta. Postanowiłem wiec powłóczyć się po okolicy. Tuż obok wejścia na cmentarz znajduje się historyczny przepust kolejowy, który wybudowano w drugiej połowie XIX wieku, kiedy to nastąpił rozwój Galicyjskiej Kolei Karola Ludwika. Ta konkretna linia łączyła dwa ważne na tamte czasy ośrodki życia Kraków i Lwów. Podróżni mogli podróżować komfortowo w aż trzech klasach, choć w tej najwyższej (pierwszej) było ich stosunkowo niewielu ok. 1-2% całości.

Gdy przeszedłem pod tym tunelem znalazłem się w dzielnicy, która przyciąga mnie jak magnes. Kazimierz ma jakąś swoja magię, czar przeszłości, choć już dzisiaj mocno skomercjalizowany.  Przechodząc koło synagogi Remuh postanowiłem do niej wstąpić (wcześniej, jak wiecie z tekstu Żydowskich ulic czar – Kazimierz, nigdy mi się to nie udało, zawsze podziwiałem ją z zewnątrz).

Świątynię tę wzniesiono w połowie XVI wieku, na początku była ona drewniana, ale szybko spłonęła, więc zamożni żydzi postanowili odbudować ją już z kamienia. A czemu nosi nazwę Remuh, przyczyna jest dość prozaiczna, zwykło się mówić jeśli nie wiemy o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W tym wypadku sprawy tak się właśnie mają, głównym fundatorem świątyni był bowiem bogaty krakowski kupiec Isserl ben Józef, którego syn, skądinąd znany żydowski rabin i uczony, zwany był Remuh (jeden z jego kodeksów używany jest po dziś dzień przez ortodoksyjnych żydów jako wyznacznik w sferze rytualnej).

Wszystko toczyło się tu sennie, świątynię przy której znajduje się  również cmentarz przejmowali we władanie kolejni rabini, a gmina żydowska miała się dobrze, następowały kolejne przebudowy domu modlitewnego. Minęło kilka stuleci i nastały czasy II wojny światowej. O nazistach można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że lubili wyznawców judaizmu. O tym jakie czystki robili nikogo chyba nie trzeba dziś przekonywać, a co robili ze świątyniami? Jedne burzyli inne zamieniali na budynki użyteczności publicznej lub wojskowej. Synagogę Remuh, można powiedzieć – na szczęście, spotkał ten drugi los – utworzono w niej bowiem magazyn… worków na zwłoki.

W dzisiejszych czasach synagoga Remuh jest jedynym w Krakowie domem modlitwy, w którym regularnie odbywają się  nabożeństwa. Na znajdujący się przy niej cmentarz przybywają też licznie wyznawcy mojżeszowi, aby złożyć hołd pochowanym tu znanym żydom. W Polsce starsze cmentarze znajdują się jedynie we Wrocławiu i Lublinie.

Miejsce to oferuje jeszcze jedną atrakcję, można tu, w centrum Polski, skądinąd kraju obecnie mocno katolickim, spotkać tradycyjnie odzianych wyznawców judaizmu z całego świata. Odwiedzają oni bowiem grób człowieka od którego nazwę nosi świątynia – Mojżesza Isserlesa (Remuh), wierzą bowiem, że mogą za jego pośrednictwem wyjednać sobie u Boga liczne łaski.

Po tych kilku dłuższych chwilach zwiedzania świątyni Remuh wróciłem pod bramy Cmentarza Nowego. Niestety, choć minęło już kilka minut od wyznaczonej godziny otwierania pozostawały one zamknięte. Po kilkunastu sekundach pojawiło się trzech panów wyjętych niczym z środka Jerozolimy i jeden z nich spytał mnie po angielsku, czy w końcu otworzę bramę cmentarną. Gdy wytłumaczyłem mu, że jestem turystą i też czekam na otwarcie – chwilę to trwało, bo mężczyzna mi nie dowierzał (no cóż, może wyglądam na pracownika cmentarza, lub nie daj Boże na hienę cmentarną) – pojawił się na horyzoncie człowiek krzyczący, że już idzie i mamy czekać.

Gdy w końcu przekroczyłem bramę w oczy rzucił mi się napis głoszący, ze powinienem czymś przyodziać moją głowę. Wyciągnąłem więc z kieszeni buff i po zrobieniu z niego dokerki mogłem ruszyć podziwiać płyty historii, wsłuchiwać się w ich delikatną muzykę minionych lat.

Pierwszym rzucającym się już po wejściu elementem tego cmentarza jest pomnik ku czci ofiar zagłady. Tworzą go płyty z wielu nagrobków, wśród których można znaleźć napis: „Tu pochowani. Pomnik jest poświęcony świętemu wspomnieniu ofiar hitlerowskich narodowych morderców. Niech ich dusze będą związane w węzeł życia”.

Zagłębiając się dalej trafiałem na kolejne kamienie odsłaniające przed zwiedzającymi historie spoczywających pod nimi osób, ot chociażby takie jak:

– Izrael Celnik, któremu: „ Zginęli śmiercią męczeńską w latach 1942-4 żona Róża syn Iziu, siostra Tonia Gemeiner z mężem Hirschem oraz ich córki Karola i Ewa, Adolf Schapira-Ring, córka Cesia oraz Anna Stieglitz z mężem Salkiem i ich córeczki Basia i Halinka”;

– Andrzej Wojnar uczestnik walk pod Monte Casino;

– Hersch Pistol uczestnik walk legionowych;

– kolejna z historią miłosna w tle: Leon Immergluck-Sochacki z inskrypcją „Bóg dał mi Ciebie – Ciebie ukochałam, choć ciężko mi było, Bogu Cię oddałam – żona”

– albo ta bez nazwiska:
„Sercu naszemu najdroższy,
w tej tutaj ziemi spoczywa.
Ból tylko został najsroższy,
Ból co nam serce rozrywa.
Spędziłeś swe życie znojnie,
Śpij więc po trudach spokojnie.”

– „Wasserberger, absolwent wydziału matematycznego UJ, zginął tragiczną śmiercią w ukochanych przez siebie Tatrach niosąc pomoc drugim”

– Ulrych Jakobson, powstaniec i Sybirak z 1863r.

Te i inne opowieści ludzkim życiem i śmiercią pisane możecie odnaleźć na załączonych zdjęciach, ale najlepiej sami udajcie się w to piękne i nostalgiczne miejsce, gdy będziecie odwiedzać Kraków. Historia jest tu wiecznie żywa i pozwala nam zachować pamięć o tych, którzy odeszli a jednak dalej są wśród nas.

Teraz pozostawię Was w tej chwili zadumy, a już w następnym tekście ruszę z Wami w dalszą drogę, ścieżkami krakowskich historii i miejsc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s