Miasto, które da się lubić

Wybrałem się ostatnio do jednej z europejskich stolic, miasta położonego w centralnej części swojego kraju. Miasta, które podniosło się dosłownie z gruzów, jakie zostały po nim w wyniku działań mających na celu jego eksterminację. Spytacie pewnie co może być ciekawego w takim odbudowanym grodzie, otóż bardzo dużo. Stykają się tam historia i nowoczesność, wszędzie też widać pamięć o dniach minionych, choć rozwój obrał kierunek na nowoczesność.

Pobudka o trzeciej rano (lub w nocy, jak kto woli), szybki prysznic i już czekam na przystanku, aby dojechać na dworzec kolejowy w Kielcach. Stamtąd już bezpośrednio wyruszam w moją kolejną podróż. Nie jest ona długa, ot trzy godziny jazdy pociągiem i już zameldowałem się na dworcu centralnym w Warszawie. Tak dzisiaj właśnie wybrałem się do naszej stolicy. Jako, że było jeszcze dość wcześnie nie było sensu kierować się do hostelu, zostawiłem plecak w szafce i ruszyłem na podbój miasta Warsa i Sawy.

Budynek dworca, choć stosunkowo nowy, powstał bowiem dopiero w 1975 roku, to nie powala swoim wyglądem. Może dlatego, że w czasie budowy bardzo się spieszono, zrezygnowano przez to z wielu ciekawych pomysłów, liczyło się tylko to, aby zdążyć z otwarciem na przyjazd bardzo ważnego jak na tamte czasy gościa, jakim był Leonid Breżniew.

Po wyjściu z budynku widać już czego będzie można się spodziewać: zabytkowe kamienice, szklane domy i strzelisty, monumentalny budynek, po którym chyba każde polskie dziecko pozna w jakim znalazło się mieście. Pałac Kultury i Nauki wybudowano w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych i miał on być darem narodu radzieckiego dla narodu polskiego. Ten podarunek, którego pomysłodawcą był nie kto inny, a Józef Stalin przez lata rozpalał i dalej to robi różne dyskusje. Jedni twierdzą, że trzeba zburzyć tę maszkarę, inni widzą w niej piękno i dumę naszej stolicy (na szczęście w 2007 roku został wciągnięty na listę zabytków). Ja uważam, że jest to pewien symbol miasta i przyozdabia na swój sposób Warszawę.

Pałac Kultury i Nauki jest też najwyższym w Polsce budynkiem, łącznie z iglicą mierzy bowiem, aż 237 metrów. W roku 2000 został na 42 piętrze odsłonięty zegar millenijny.  I tu znowu kolejne naj, średnica każdej z jego czterech tarcz wynosi 6 metrów, co czyni go trzecim pod względem wielkości zegarem w Europie.

Gdy już napatrzyłem się na Pałac Kultury i Nauki, oraz stojące przy nim i kontrastujące z jego bryłą szklane wieżowce, ruszyłem dalej w kierunku ulicy Nowy Świat, która przechodzi później w Krakowskie Przedmieście. Zanim tam dotarłem przespacerowałem się jednak Chmielną i Foksal, pełno tam zabytkowych kamienic, które możecie obejrzeć na załączonych poniżej zdjęciach. Zwróćcie uwagę na fasady chociażby takich budynków jak: Restauracja Gruzja (oferująca potrawy typowe dla tego regionu), budynek Warszawskiego Towarzystwa Wioślarskiego (pochodzący z końca XIX wieku i będący siedzibą najstarszego w Polsce stowarzyszenia sportowego), Pałac hr. Zamoyskiego wybudowany w końcówce XIX wieku (dziś siedziba SARP i restauracja Endorfina).

Spacerując tak bocznymi ulicami trafiłem w końcu przed budynek Zamku Ostrogskich, którego nazwa jest dość mylna, ten pałac został wybudowany bowiem przez Jana Gnińskiego w 1685 roku. Niestety oryginalna budowla została jak wiele innych warszawskich zniszczona podczas zrównywania Warszawy z ziemią w 1944 roku, odbudowano ją dość prędko bo prace zaczęto już w 1949, a ukończono w 1954 roku.

Gdy zbliżałem się do budynku na jednej z ławek zobaczyłem postać, początkowo wydawało mi się, że to kolejna z licznych „ławkowych” rzeźb, jednak gdy podszedłem bliżej zauważyłem, że to żywy człowiek, choć muszę przyznać wyglądający dość mrocznie.

Z Zamkiem Ostrogskich związana jest jedna z licznych legend warszawskich. W podziemiach pałacu mieszkała podobno złota kaczka (będąca w rzeczywistości piękną księżniczką). Gdy pewien czeladnik postanowił skraść znajdujące się w podziemiach skarby, spotkał na swojej drodze tego pięknego ptaka. Księżniczka powiedziała mu, że doprowadzi go do niewyobrażalnych skarbów jeśli uda mu się w ciągu jednej nocy wydać 100 dukatów, po tych słowach wręczyła mu pękatą sakiewkę. Chłopak ruszył w miasto, bawił się, szalał i wydawał pieniądze, rano z pustą sakiewką udał się do dziewczyny. Już oczyma fantazji widział wielki majątek jaki posiądzie. Niestety okazało się, że choć mieszek był całkowicie opróżniony to w kieszeni pozostały mu dwa grosze. Księżniczka zamieniła się w słup czarnego dymu, z którego wyszedł diabeł i przeklął biedaka.

Co stało się z bogactwami, tego nikt nie wie, ale dziś warto zajrzeć w to miejsce z innego powodu, mieści się bowiem w nim muzeum pamiątek po jednym z naszych największych kompozytorów Fryderyku Chopinie. Dzięki zgromadzonym tam eksponatom możemy poznać życie i twórczość naszego rodaka, który połowę życia spędził na obczyźnie. Wśród zbiorów nie zabrakło nawet maski pośmiertnej i pukla włosów kompozytora.

Po obejrzeniu (i wysłuchaniu) zbiorów Muzeum Chopina wróciłem na Nowy Świat, podziwiałem znajdujące się tam kamienice i rozmyślałem nad determinacją ludzi, którzy odbudowywali Warszawę po II Wojnie Światowej. Tak spacerując niespiesznym krokiem dotarłem do placu na którym wznosi się pomnik mojego imiennika Mikołaja Kopernika. Znajduje się on na wprost wejścia do Pałacu Królewskiego Towarzystwa Nauk, który zwany jest potocznie, od nazwiska człowieka z którego inicjatywy powstał Pałacem Staszica. Wybudowano, go pierwotnie w 1823 roku (czemu pierwotnie, oczywiście jak większość budynków naszej stolicy również i on został zniszczony w 1944 roku).

Dziś mieści się w nim siedziba Polskiej Akademii Nauk, i jako taki często pomijany jest przy zwiedzaniu przez odwiedzających Warszawę, no bo cóż może być ciekawego w trzewiach budynku mieszczącego biura instytucji. Ja postanowiłem jednak zajrzeć do środka i przespacerować się korytarzami. Na początku natrafiłem na ciekawy zestaw tablic opisujących historię tego miejsca, gdy ruszyłem dalej po zdawałoby się nieciekawych korytarzach trafiłem na wiszące na ścianach interesujące nowoczesne w formie obrazy. Kilka zakrętów dalej znalazłem rzeźby, a dzięki uprzejmości jednego z pracowników zajrzałem do jednej z sal, w której przygotowywano się właśnie do przeprowadzenia konkursu z wiedzy.

Przed Pałacem Staszica, prawie dokładnie na wprost znajduje się kościół pw. Świętego Krzyża. Jego budynek pochodzący z XVII wieku został prawie całkowicie zniszczony podczas Powstania Warszawskiego, kiedy to Niemcy zdetonowali w nim dwa „goliaty”. Po wojnie został odbudowany i służy od tego czasu Warszawiakom. Przed wejściem do tego kościoła znajduje się figura niosącego krzyż Chrystusa, z którą wiąże się pewna historia. Gdy ucichły już strzały po Powstaniu Warszawskim, hitlerowcy postanowili wywieźć ją z Warszawy i przetopić. Jednak gdy opuścili już granice miasta rzeźba zaczęła im ciążyć, więc porzucili ją w przydrożnym rowie. Gdy później przez te tereny przemieszczała się polska armia, żołnierze poznali co leży na poboczu i przetransportowali figurę z powrotem do Warszawy.

Obecnie po renowacji świątynia znów cieszy swoim pięknem, znajdują się w niej bowiem kunsztownie wykonane ołtarze pochodzące nawet z XVII wieku, na ścianach umieszczono obrazy, także takie słynące ponoć łaskami, jak chociażby obraz św. Judy z 1938 roku. W ściany wmurowano też liczne epitafia znanych ludzi, a w filarach umieszczono urny zawierające serca naszych wielkich twórców: Fryderyka Chopina oraz Władysława Reymonta.

Dalszy ciąg mojej warszawskiej podróży opiszę w kolejnych tekstach. Myślę że warto poznać to miasto, bo wbrew panującej czasami opinii zgodzę się ze słowami Bronisława Broka, do których muzykę napisał Jerzy Wasowski:
„Trzeba miastu spojrzeć w oczy,
Jak Gieniuchnie swej w oczęta,
Już tej chwili, tej uroczej
Się nie zapomni, się zapamięta.
Warszawa da się lubić,
Warszawa da się lubić,
Tu szczęście można znaleźć,
Tutaj serce można zgubić.”

12 uwag do wpisu “Miasto, które da się lubić

  1. Kiedyś nie lubiłam Warszawy, teraz ją lubię, choć na krótkie wypady 🙂
    Nie będę się chwalić, ale mój przodek- o moim nazwisku oczywiście, brat mojego prapra i chyba jeszcze raz pradziadka, ma swoje epitafium w Świętym Krzyżu. Zawsze jak jestem w Warszawie to zachodzę do niego. Oczywiście wszystkim się chwalę wtedy, że tak, to mój przodek, tak mam to nazwisko, tak jestem dumna 😉

    Lubię to

      1. to mój ulubiony park – obok szkoły fototechnicznej… jeszcze nie byłam,bo zamknięty… mam wiele zdjęć z analogu… aż się boję jak to wygląda 😦

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s