Akcja pod Arsenałem

Po wyjściu z Galerii Zachęta tak jak już Wam opisałem musiałem na chwilę się zresetować. W tym celu udałem się w kierunku znajdującego się w pobliżu Ogrodu Saskiego. To ten park na którego końcu znajduje się duży plac zwieńczony Grobem Nieznanego Żołnierza. Sama idea czczenia poległych w walkach „bezimiennych” żołnierzy poprzez budowanie im upamiętniających ich męstwo i poświęcenie grobów, narodziła się po I wojnie światowej. Bo to właśnie ona jako pierwsza pochłonęła tak wiele istnień, tyle nie nazwanych ciał znajdowano na jej polach, że w 1920 roku chcąc uczcić ich pamięć powstały dwa pierwsze symboliczne groby we Francji i Wielkiej Brytanii.

A że Polacy nie gęsi, już rok później powstała idea upamiętnienia naszych poległych. Na swoją realizację musiała jednak poczekać aż cztery lata (musimy pamiętać, że choć wojna światowa już się skończyła to lata powojenne były w Polsce bardzo burzliwe). W końcu w 1925 roku przy Pałacu Saskim powstało miejsce upamiętniające naszych „nieznanych” poległych. Niestety już kilkanaście lat później jak wiemy wybuchła kolejna wielka wojna, pod koniec której dotychczasowy grób uległ poważnym zniszczeniom. Jednak nasi rodacy nie zapomnieli o martyrologii i już rok po II wojnie światowej ponownie odsłonięto umiejscowiony na ruinach Pałacu Saskiego ten swoisty pomnik pamięci. Dzisiaj przez całą dobę płonie tam znicz, a Batalion Reprezentacyjny Wojska Polskiego pełni wartę honorową.

Tuż za Grobem Nieznanego Żołnierza rozpoczynają się alejki Ogrodu Saskiego. Został on założony z inicjatywy króla Augusta II Mocnego na przełomie XVII i XVIII wieku i jest jednym z najstarszych polskich parków. W ciszy, spacerując pośród drzew, możemy podziwiać tam wiele ciekawie wykonanych rzeźb muz i cnót. Tuż za Grobem Nieznanego Żołnierza w centralnej części biegnącej tam alejki ustawiono w 1855 roku Wielką Fontannę, w której rozpylanych przez wiatr wodach ochłodziłem się trochę. Nieopodal fontanny na niewielkim wzniesieniu widać budowlę wyglądającą, jak niewielki panteon, lub duża kamienna altana. Jest to wzorowany w swojej architekturze na świątyni bogini Westy z Tivoli wodozbiór. Jego pierwotnym zadaniem było rozprowadzanie wody do pobliskich hydrantów, ujęć, oraz fontann. Dzisiaj jest zabezpieczeniem przeciwpożarowym dla położonego w pobliżu Teatru Wielkiego.

Po złapaniu odrobiny świeżego powietrza skierowałem się w stronę ulicy Senatorskiej, gdzie obok Teatru Żydowskiego im. Estery Rachel i Idy Kamińskich, będącego jedynym polskim teatrem wystawiającym sztuki w języku jidysz, mieści się Kościół św. Antoniego Padewskiego i Klasztor Franciszkanów-Reformatorów.

Gdy stanąłem przed nim moją uwagę w pierwszej kolejności przyciągnęły zamykające go podcienia. Okalają one z boków plac przed kościołem, a na ich ścianach umieszczono wiele płyt z wyrytymi na nich epitafiami. Pochodzą one z różnych okresów targających Polskę brutalnymi wydarzeniami, a znaleźć można wśród nich upamiętnienia zarówno bohaterskich żołnierzy, powstańców, czy też zwykłych mieszczan.

Gdy już popodziwiałem, czasami zatarte zębem czasu płyty zajrzałem do wnętrza budowli. Jej początki datowane są na początek XVII wieku, kiedy to król Zygmunt III Waza postanowił podziękować za zdobycie Smoleńska, które miało miejsce 13 czerwca 1611 roku. Pierwsza świątynia została jednak zniszczona już kilkadziesiąt lat później podczas Potopu Szwedzkiego. Następnie z inicjatywy szlachty kościół został odbudowany, a w późniejszych latach był kilkakrotnie przebudowywany i rozbudowywany. Dziś jest uznawany za jeden z najładniejszych polskich kościołów reformackich.

We wnętrzach znajduje się też, uważany za cudowny, obraz Rafała Hadziewicza z końca XIX wieku, przedstawiający świętego Antoniego, któremu ukazuje się dzieciątko Jezus.

Kościół i przyległy do niego klasztor posiadają kilka ciekawych historii, jak chociażby ta pochodząca z drugiej połowy XVIII wieku. Ponoć uciekając przed Stronnictwem Hetmańskim, kierowanym przez możnych z rodzin Branickich, Potockich, Rzewuskich, schronił się w tych murach słynny kochanek włoski Casanova.

Kilkadziesiąt metrów dalej trafiłem na kolejną monumentalną budowlę Warszawy, jest nią Teatr Wielki. Jego początki datuje się na pierwszą połowę XIX wieku, jednakże tamte mury, jak i wiele innych w naszej stolicy, nie przetrwały. Prawie całkowicie zniszczone zostały podczas działań II wojny światowej. Odbudowa trwała przez wiele lat po niej i pierwsze powojenne premierowe przedstawienie miało miejsce dopiero w 1965 roku.

Przyznać jednak należy, że przy pracach remontowo-budowlanych nie oszczędzano materiału, dzięki czemu możemy cieszyć się dzisiaj jednym z największych i najbardziej znanych teatrów operowych na świecie. Jego nazwa wymieniana jest jednym tchem obok takich sław jak: Metropolitan Opera House w Nowym Jorku, Teatro alla Scala w Mediolanie, Teatr Balszoj w Moskwie, czy Sydney Opera House.

Na deskach tego teatru wystawiano wszystkie największe spektakle operowe. Swoje wielkie kreacje przedstawiali tu jedni z najbardziej znanych artystów operowych.

Aby obrazowo przybliżyć Wam wielkość sceny głównej powiem że pomieściłaby ona pięć kortów tenisowych. Teraz czas na widownię, sama sala główna posiada ponad 1900 miejsc siedzących. Jak dla mnie – robi wrażenie.

Dokładnie naprzeciw Teatru Wielkiego znajdują się inne ciekawe budynki. Pierwszym z nich jest Kościół Środowisk Twórczych, noszący wezwanie św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła. Początkowo kościół w tym miejscu wybudowano już w XVII wieku. Niedługo później bo już w XVIII stanął tu kolejny. Ten drugi oparł się zawieruchom historycznym i nawet mimo uszkodzeń jakie miały w nim miejsce podczas II wojny światowej, używany był do celów sakralnych aż do 1953 roku, kiedy to rozebrano go.

I na tym pewnie skończyłaby się jego historia, gdyby nie pomysł odbudowania go dzięki realizacji którego w 1999 roku został poświęcony przez papieża Jana Pawła II. Powiecie, a co może być ciekawego w zdawałoby się nowej budowli. Moją uwagę zwrócił fronton budynku. Fasada wzorowana została na projekcie Piotra Aignera (niezwykle „płodnego” XVIII-to wiecznego architekta polskiego). Wysokie kolumny wspierają trójkątny tympanon. Całość robi bardzo ciekawe wrażenie. Niestety gdy chciałem dostać się do środka okazało się, że drzwi były zamknięte.

Tuż obok swoje walory architektoniczne prezentuje również odbudowany w latach 90-tych XX wieku Pałac Jabłonowskich. Pierwotny budynek w XIX wieku pełnił funkcję ratusza miejskiego, dziś mieszczą się w nim instytucje finansowe. Gdy przeszedłem przez mieszcząca się pod wieżą bramę trafiłem na niewielkie otwarte podwórko, znajduje się na nim kamień z tablicą upamiętniającą miejsce śmierci jednego z największych poetów pokolenia „Kolumbów” – Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Kilkadziesiąt metrów dalej spośród drzew wyłania się jeden z najwyższych pomników Warszawy. Pomnik Bohaterów Warszawy potocznie zwany Warszawską Nike postawiono stosunkowo niedawno, bo w 1964 roku i początkowo usytuowano go w miejscu Pałacu Jabłonowskich. Gdy ten w latach 90-tych postanowiono odbudować pomnik przeniesiono i umieszczono na czternastometrowym cokole. Jako ciekawostkę dodam, że miecz który dzierży Nike, a który waży około tony, potrafi odchylać się przy silnych wiatrach nawet o 15 centymetrów.

Popodziwiawszy opisane powyżej miejsca ruszyłem w kierunku miejsca, które chciałem koniecznie odwiedzić podczas mojego pobytu w Warszawie, piszę tu o Muzeum Archeologicznym. Po kilku minutach spaceru od Pomnika Bohaterów Warszawy dotarłem na miejsce.

Państwowe Muzeum Archeologiczne od lat 50-tych XX wieku mieści się w budynku dawnego Arsenału Królewskiego. Budowlę tę wybudowano w pierwszej połowie XVII wieku i od tego czasu miało tu miejsce wiele wydarzeń, które zapadły na stałe w historię naszego kraju. Jednym z nich jest bodaj najsłynniejsza akcja Szarych Szeregów. 26 marca 1943 roku dzięki brawurowemu atakowi odbito 21 więźniów przewożonych z Alei Szucha na Pawiak. Jeśli chcecie poznać sam przebieg tego zdarzenia w wersji filmowej to możecie go znaleźć w „Akcji pod Arsenałem”, czy też „Kamieniach na szaniec”.

Spacerując korytarzami muzeum podziwiałem zgromadzone w nim zbiory, przedstawiające różne epoki i miejsca w historii, zresztą popatrzcie sami.

Zwiedzanie zajęło mi około dwóch godzin i było bardzo ciekawym i pouczającym elementem tego dnia. Po nim udałem się już w kierunku hostelu na zasłużony wypoczynek. Na kolejny dzień przygotowałem sobie dwie atrakcje, które przed wyjazdem chciałem zobaczyć, ale o tym już w następnym tekście.

3 uwagi do wpisu “Akcja pod Arsenałem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s