Miasto Hanzy

W moją pierwszą w tym roku podróż wybrałem się dość spontanicznie, bo choć myślałem, żeby odwiedzić to ciekawe miejsce, to wyjazd pojawił się nieoczekiwanie. Miasto, do którego pojechałem posiada niesamowicie burzliwą historię, przez wieki swojego istnienia przechodziło z rąk do rąk. Przez lata było największym portem bałtyckim i zarazem jednym z ważniejszych na wschodzie miast sławnej Hanzy.

Parę dni po Nowym Roku, który spędziłem ze znajomymi na fajnej zabawie, spakowałem plecak, wziąłem do ręki aparat fotograficzny i ruszyłem na przystanek Polskiego Busa, który miał mnie zawieźć do Warszawy, skąd po krótkiej przerwie i przesiadce do litewskich linii autobusowych miałem ruszyć w kierunku głównego celu mojej podróży. Niech was jednak nie zmyli właściciel środka transportu Litwę tylko mijałem i po w sumie ok. 24 godzinach jazdy miałem znaleźć się na głównym dworcu autobusowym w łotewskiej Rydze.

Czemu napisałem miałem? No cóż okazuje się, że rozkład sobie, autobusy sobie. O ile do tej pory o Polskim Busie miałem dość dobre mniemanie to podczas tego wyjazdu uległo ono pewnej korekcie. Już w Kielcach opóźnienie wyniosło 40 minut, a kierowca na pytania poddenerwowanych tym faktem ludzi odpowiedział, że nie wie z jakim opóźnieniem dotrzemy do Warszawy i nie interesuje go to, że niektórzy się przesiadają. Gdy w końcu dotarliśmy na Dworzec Autobusowy Mogileńska, za oknem było już ciemno, a informacja mojego przewoźnika właśnie się zamykała. Zdążyłem jeszcze spytać, z którego stanowiska odjeżdża autobus do Rygi. Niestety dziewczyna, która była już chyba myślami w domu lub na spotkaniu z chłopakiem, stwierdziła, że nie ma bladego pojęcia, ale skoro mam na bilecie, że odjeżdża z tego dworca to tak pewnie jest, więc mam się rozglądać. Po chwili zostałem sam, a autobus nie przyjeżdżał. Gdy zaczął narastać we mnie już gniew (znajomi wiedzą, że ciężko wyprowadzić mnie z równowagi), z około dwudziestominutowym opóźnieniem pojawił się autobus. Plecak oddałem i rozsiadłem się na wygodnych siedzeniach, w uszy wetknąłem słuchawki MP3 i włączyłem muzykę.

Na miejsce miałem dotrzeć około godziny 14, możecie więc wyobrazić sobie jakie było moje zdziwienie, gdy parę minut po 11 zobaczyłem znaki drogowe informujące, że do celu pozostało mi 20 km. Autobus odbił jeszcze na ryskie lotnisko, a potem już dotarłem na dworzec autobusowy. Zanim dostałem się jednak do hotelu, który sobie zarezerwowałem postanowiłem zrobić mały spacer.

Naprzeciw dworca, za kilkunastometrowym kanałem znajdują się cztery budynki w kształcie sporych hal.  Do ich budowy wykorzystano hangary mieszczące kiedyś niemieckie sterowce. Pierwotnie mieściły się one pod Lipawą, aby podczas I wojny światowej móc dokonywać nalotów na Petersburg. Gdy wojna się skończyła budynki trafiły do Rygi i zaadaptowano je na duże targowisko. O tym jak było ono duże świadczyć może fakt, że w chwili, gdy je otwierano w 1930 roku, było największym centrum handlowym w Europie. Dziś na tym terenie umiejscowiono ponad 3000 stoisk handlowych, które dziennie odwiedza około 100 tys. osób. Co niewątpliwie jest liczbą dość imponującą, tym bardziej, że w stolicy Łotwy mieszka obecnie około 600 tysięcy ludzi.

Po chwili spaceru, podczas którego urzekły mnie przede wszystkim stoiska z najróżniejszymi owocami morza przeszedłem na drugą stronę ulicy i nadbrzeżem Dźwiny ruszyłem w kierunku centrum miasta. W oddali wznosiła wyraźnie odbijająca się na horyzoncie wieża radiowo-telewizyjna, będąca ze swoimi 368 metrami, trzecią co do wysokości wieżą w Europie. Dla porównania powiem Wam, że najwyższy polski budynek, którym jest PKiN w Warszawie ma wysokość 237 metrów.

Po minięciu mostu kolejowego moim oczom ukazał się pomnik upamiętniający wydarzenia ze stycznia 1905 roku, kiedy to car postanowił rozpędzić demonstrantów, którzy przyszli do niego z petycjami. Zrobił to za pomocą wojska, co spowodowało, że rozpętała się krwawa jatka, w wyniku której zginęło ponad 120 osób (tyle podają źródła oficjalne, nieoficjalnie mówi się o ok. 800 zabitych, a Róża Luksemburg w swoich opracowaniach podnosiła tę liczbę aż do 6000).

Niedaleko pomnika przeszedłem przejściem podziemnym w kierunku centrum i ruszyłem do mojego hotelu, robiłem to jednak niespiesznie spacerując wąskimi uliczkami i podziwiając elewacje budynków, które jak przystało na miasto wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO prezentowały się przepięknie. I nie przeszkadzało mi nawet to, że wiele z nich wymaga renowacji.

Jako, że było jeszcze wcześnie, po szybkim odświeżeniu i przebraniu się poszedłem zrobić sobie spacer po Rydze. Pierwszym miejscem, na które się natknąłem podczas tej wędrówki bez celu był luterański kościół pod wezwaniem świętej Gertrudy. Został on wzniesiony w drugiej połowie XIX wieku i określany jest „starym”. Gdy zwiedzałem wnętrza świątyni moją uwagę zwróciły misternie wykonane witraże. Pisząc o tym miejscu nie można też nie wspomnieć o organach, które zostały wykonane w sławnej pracowni Wilhelma Sauera. Jego dzieła znajdują się też w Berlinie, czy Lipsku. Pracownia ta wykonała też największe swego czasu organy na świecie, które mieściły się we wrocławskiej Hali Stulecia. Dźwięk ryskich piszczałek jest uważany za najbardziej melodyjny w całej Łotwie. Mnie niestety nie było dane ich posłuchać.

Niedaleko tego kościoła znajduje się kolejna świątynia, tym razem prawosławna cerkiew pod wezwaniem świętego Aleksandra Newskiego. Jej historia pośrednio związana jest z… Napoleonem. Całkiem możliwe, że gdyby nie jego zapędy imperialistyczne to nigdy by nie powstał. A było to tak… gdy wojska Napoleona wkroczyły do Rygi doszczętnie zniszczyły znajdującą się nieopodal cerkiew Ikony Matki Bożej „Życiodajne Źródło”. Wierni niezwłocznie po opuszczeniu przez wojska Napoleona swojego miasta zebrali pieniądze i odbudowali kościół. A czemu zmieniono jego nazwę? Otóż święty Aleksander Newski był patronem wojsk rosyjskich, więc jego imię miało symbolizować zwycięstwo Wielkiej Rosji nad najeźdźcą.

Nie wiem, czy Wy też tak uważacie, ale dla mnie cerkwie mają w sobie jakąś magię. Ikony, wysokie świeczki wotywne i zapach kadzidła tworzą w nich mistyczną atmosferę. Żałuję tylko, że obowiązuje w nich całkowity zakaz robienia zdjęć i faktycznie jest egzekwowany. Dlatego cerkiew św. Aleksandra Newskiego jest jedyną, którą zobaczycie od wewnątrz na moich zdjęciach, a właściwie zdjęciu, które udało mi się zrobić z biodra, choć po chwili już miałem na głowie mężczyznę, który pilnował mnie i mojego aparatu.

Po przejściu około 150 metrów doszedłem do parku, na którego rogu postawiono pomnik mężczyzny. Na pierwszy rzut oka przypominał mi oficera wojsk francuskich z czasów wspomnianego powyżej Napoleona. Jeśli chodzi o czasy to jak najbardziej trafiłem, ale jeśli chodzi o narodowość to byłem mocno w błędzie, zresztą co tu się dziwić, po co wystawiać na Łotwie pomniki najeźdźcy. Bardziej odpowiednie byłoby pomyśleć, że to bohater narodowy i wtedy bym trafił. Michaił Barclay de Tolly był rosyjskim generałem feldmarszałkiem i ministrem wojny, który dowodził obroną w czasie najazdu Napoleona, przysłużył się też swojemu narodowi tłumiąc insurekcję kościuszkowską. Jego dziadek był burmistrzem Rygi, a ojciec za swoje zasługi otrzymał tytuł szlachecki.

Tuż przy pomniku znajduje się pięknie wyglądająca największa w krajach bałtyckich prawosławna cerkiew. Sobór Narodzenia Pańskiego został wybudowany w 1883 roku i do czasów I wojny światowej pełnił swoją pierwotną funkcję, potem Niemcy przemianowali go na zbór luterański. Natomiast po II wojnie światowej władze radzieckie urządziły w jego wnętrzach planetarium. Swoją pierwotną funkcję odzyskał dopiero w latach 90-tych XX wieku, kiedy Łotwa ogłosiła wyjście ze ZSRR.

Kolejnym miejscem, które warto zauważyć w tej okolicy jest wznoszący się na wysokość  35 metrów Pomnik Wolności. Został on wybudowany w latach 30-tych XX wieku w miejscu gdzie do 1915 roku, a więc do wkroczenia do Rygi wojsk niemieckich, stał pomnik cara Piotra Wielkiego. Po zakończeniu II wojny światowej władze radzieckie, chciały wysadzić go w powietrze. Jednak dzięki pomysłowi znanej i pochodzącej z Rygi rzeźbiarki socjalistycznej Wiery Muchiny udało się go uratować. Jak przekonała władze do tego, no cóż, sto metrów dalej z jej inicjatywy postawiono pomnik Włodzimierza Lenina, a gwiazdy trzymane nad głową przez alegorię wolności, które wcześniej symbolizowały trzy historyczne rejony państwa, zaczęto utożsamiać z jednością radzieckich republik bałtyckich. Dziś przed pomnikiem stoi warta honorowa.

Kilkadziesiąt metrów od Pomnika Wolności pośród drzew znajduje się piękny budynek Łotewskiej Opery Narodowej. Wybudowano ją w 1863 roku, a już 19 lat później prawie cała uległa zniszczeniu w wyniku pożaru. Jej odbudowa trwała aż 5 lat. Dziś podczas sezonu, który trwa 9 miesięcy wystawianych jest tu około 200 spektakli operowych i baletowych. Niewątpliwą ciekawostką jest też płaskorzeźba sławnego niemieckiego kompozytora Richarda Wagnera, którą podczas spektakli podświetlają światła. Skąd pomysł umieszczenia w tym miejscu podobizny muzyka? Otóż pomiędzy 1837-1839 rokiem pracował on jako dyrektor teatru w Rydze. Jeśli interesuje Was czemu stamtąd wyjechał do Paryża, no cóż powód był prozaiczny, twórca „Pierścienia Nibelunga” i „Tristana i Izoldy” uciekał przed swoimi wierzycielami.

Kolejnym miejscem, które odwiedziłem była wybudowana w XIII wieku katedra protestancka. Przylega do niej spory kompleks klasztorny, w którego krużgankach powystawiano wiele ciekawych artefaktów związanych z historią Rygi. W samym kościele uwagę przyciągają piękne witraże, choć są sporo młodsze od murów, bo pochodzą z przełomu XIX i XX wieku. Mnie spodobał się również prosty ołtarz oraz zaliczane do największych na świecie organy mechaniczne.

Jako, że już się powoli ściemniało, a ja byłem lekko senny i głodny wstąpiłem tego dnia tylko do jeszcze jednego miejsca – za to bardzo ważnego dla łotewskiej stolicy. Wzmianki o kościele świętego Piotra pojawiają się w kronikach już w 1209 roku. Zwiedzanie tego miejsca zacząłem jednak nie od podziwiania samego kościoła, a od wjechania windą na jego wieżę, z której rozciąga się panorama na całe miasto. Gdy do windy weszło kilka osób, starszy już windziarz spytał czy wszyscy posługują się językiem Tołstoja. Słysząc potwierdzenie nacisnął guzik i rozpoczął swoją krótką opowieść o tym jak pojazd potrafi się zaciąć w połowie drogi. Miał przy tym iście diabelską minę. Gdy przed dojechaniem na miejsce rozpoczęły się lekkie wstrząsy i zgrzyty jedna z kobiet zrobiła się blada i zasłoniła twarz rękoma. Nie dane było nam jednak usłyszeć jej wysokiego C, bo drzwi rozsunęły się i uderzył w nas mocny powiew wiatru.

We wnętrzach zostało niewiele z przedwiekowej świetności tej świątyni, ale warto je obejrzeć. Podczas mojego pobytu w Rydze wystawiono w kościele św. Piotra wystawę malarstwa współczesnego.

Po wyjściu ze świątyni udałem się na odpoczynek do hotelu, po drodze kupując jeszcze w sklepie spożywczym coś do zjedzenia i picia. Na kolejny dzień miałem zaplanowane zwiedzanie kilku muzeów, ale o tym przeczytacie w kolejnym tekście.

9 uwag do wpisu “Miasto Hanzy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s