Jak dobrze wstać skoro świt

Jak dobrze wstać skoro świt – śpiewały kiedyś Alibabki, potem Hanna Banaszak i Marlena Drozdowska. Gdy uchyliłem powiekę początkowo miałem ochotę odwrócić się na drugi bok, ale przygoda wzywa i spać nie daje. Tak właśnie zaczął się mój drugi, jedyny pełny dzień pobytu w Rydze, który zamierzałem spędzić na poznaniu kilku muzeów i wnętrz.

Jako, że w standardowej cenie pokoju nie było oferowane śniadanie, już dzień wcześniej kupiłem kilka produktów spożywczych. Gdy się pokrzepiłem ruszyłem w kierunku pierwszej na mojej liście atrakcji, była ona oddalona o spory kawałek od mojego hotelu, więc po drodze miałem znowu okazję podziwiać przepiękne fasady ryskich budynków. W blasku wstającego dnia wyglądały jeszcze lepiej niż dzień wcześniej.

W końcu doszedłem do Parku Esplanade, minąłem Sobór Narodzenia Pańskiego i zagłębiłem się w alejki pełne drzew. Po chwili stanąłem pod pomnikiem Oskara Kalpaksa. Ten znany łotewski dowódca wojskowy początkowo służył w Imperialnej Armii Rosyjskiej, by po odzyskaniu w 1919 roku przez Łotwę niepodległości stanąć na czele wszystkich jednostek bojowych, którymi dysponował Tymczasowy Rząd Łotwy. Dziś Kalpaks uważany jest symbolicznie za pierwszego dowódcę łotewskich sił zbrojnych.

Kawałek dalej ustawiono pomnik kolejnej osoby, która wywarła wpływ na historię Łotwy. Nie był to jednak wojskowy, a prawnik, bardziej znany jako pisarz, dramaturg oraz minister oświaty Łotwy. Człowiek ten nazywał się Janis Plieksans, choć znano go bardziej pod nazwiskiem Rainis. Pragnąc umacniać odrębność językową od wszystkich zaborców propagował używanie języka łotewskiego nie tylko w życiu codziennym, ale i w wysokiej sztuce. Dzięki niemu twórczość Szekspira, Goethego, czy Puszkina trafiła pod strzechy. Nie zapominał również o tym, że kulturę należy kształtować już od najmłodszych lat, dlatego pisał dla dzieci.

Na narożniku parku stoi wybudowany z czerwonej cegły bardzo ciekawy budynek. Mieści się w nim utworzona w 1919 roku Łotewska Akademia Sztuki. Sama budowla uważana jest za jeden z najbardziej imponujących zabytków architektonicznych Rygi z początku XX wieku. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się jedno z ponoć najciekawszych muzeów stolicy Łotwy. Już sam budynek Muzeum Sztuki robi spore wrażenie. Co do wnętrz i ich zawartości niestety nie mogę się wypowiedzieć, bo nie dane mi było ich zobaczyć (może następnym razem).

Gdy oderwałem oko od wizjera aparatu i spojrzałem na zegarek okazało się, że już niedługo otwierają muzeum, które miało być pierwszym do odwiedzenia tego dnia. Ruszyłem więc jedną z ulic, uważanych za centrum architektury secesyjnej w Rydze. Jeśli spojrzycie na zdjęcia zamieszczone poniżej to zwrócicie pewnie uwagę na kamienicę z niebieska fasadą, która ozdobiona została pięknymi rzeźbami. Wyobraźcie sobie, że ten budynek tuż po wybudowaniu był uważany za jeden z… najbardziej szpetnych w mieście.

Gdy w końcu stanąłem przed kamienicą, w której mieści się ryskie Muzeum Secesji, zostały mi do jego otwarcia 2 minuty. Po zakupieniu biletu od kobiety ubranej w strój sprzed ponad 100 lat (jak się później okazało wszystkie pracownice muzeum w takowych chodziły) zacząłem zwiedzać. Na pierwszy rzut poszły pomieszczenia, w których można odbyć wirtualny spacer po czasach secesji, dowiedzieć się jak się wtedy żyło, w co byli poubierani ludzie, gdzie mieszkali i jakich sprzętów używali. Na dużych ekranach dotykowych w podróż w czasy przełomu wieków XIX i XX zabierają nas lektorzy, używający trzech języków (łotewskiego, rosyjskiego i angielskiego). Gdy już zapoznałem się z faktami, mogłem ruszyć dalej. Nie skorzystałem z możliwości zrobienia sobie zdjęcia w stroju, jakiego nie powstydziłby się Stanisław Wokulski, udałem się natomiast do pomieszczeń umeblowanych w stylu z jego epoki. I muszę Wam powiedzieć, że pracownicy muzeum zadbali o wszystkie detale i tak np. w kuchni spotkałem „kucharkę”, przez którą zostałem poczęstowany kruchymi ciasteczkami wyjętymi prosto z pieca. Mogłem zajrzeć do łazienki i toalety, zapełniono nawet spiżarnię, a na stole w jadalni czekała już pełna zastawa. Nie zapomniano nawet o takich detalach jak wiszący w przedpokoju cylinder, czy parasol.

Po zwiedzeniu tego może niezbyt dużego, ale za to bardzo ciekawego muzeum ruszyłem w kierunku znajdującego się kilkaset metrów dalej drugiego celu mojej tegodniowej podróży.  Podczas spaceru nie mogłem się nudzić, bo zewsząd spoglądały na mnie cudowne zdobienia budynków. Mniej więcej w połowie drogi natknąłem się na dość specyficzny pomnik. Pomnik, który można by nazwać swojego rodzaju cezurą dzielącą dwa okresy w ciągle jeszcze nie tak odległej historii Europy, kiedy to istniał kapitalistyczny „Zachód” i komunistyczny „Wschód”. Bryła tej struktury artystycznej, nie przedstawiała jednak zmagań tych dwóch obozów, nie umieszczono na niej również znanych z tego okresu twarzy. Była bardziej dosłowna, bo na jej centralną część składała się płyta pochodząca z Muru Berlińskiego.

W końcu po kilku minutach odnalazłem znajdujące się w bramie jednej z kamienic dość niespotykane miejsce – Muzeum Kapeluszy, choć odpowiedniej byłoby chyba powiedzieć nakryć głowy. Ta stosunkowo młoda ekspozycja prezentuje zbiory Kiryła Babaeva, rosyjskiego antropologa i podróżnika. Mężczyzna ten jeżdżąc po całym świecie zapragnął zbierać ubiory odpowiadające lokalnym grupom etnicznym. Niestety ograniczone gabaryty jego moskiewskiego mieszkania nie pozwoliły mu na to, postanowił więc ograniczyć się do nakryć głowy. Czasami swoje zbiory powiększał zdejmując wręcz czapki z głów mijających go przechodniów. Na początku kolekcję prezentował w formie objazdowej w całej Europie. Ostatecznie została ona jednak umieszczona w ryskiej kamienicy mieszczącej się pod adresem Vilandes 7. Gdy zobaczyła ją dr Alexandra Arkhangelskaya, podróżniczka i wybitna znawczyni krajów afrykańskich, postanowiła dołożyć do niej swoje „trzy grosze” i przekazała do muzeum swoją kolekcję obuwia etnicznego.

Całość zbiorów podzielono tematycznie, odnosząc się do kontynentów, z których one pochodzą. Wśród okazów wystawionych w szklanych gablotach natknąłem się nawet na nasze rodzime nakrycia głowy (hełm husarii oraz kłobuk góralski).

Gdy w końcu wyszedłem z jakże ciekawego Muzeum Kapeluszy ruszyłem w kierunku pobliskiego nadbrzeża, ale o tym, co tam widziałem i gdzie dalej poszedłem dowiecie się już z kolejnego tekstu.

8 uwag do wpisu “Jak dobrze wstać skoro świt

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s