Stasi i tajemnicza wyspa

W poprzednim tekście opisałem Wam moje pierwsze godziny w mieście murem podzielonym. W kolejnej części pierwszego dnia mojej wizyty postanowiłem udać się na jego „wschodnią stronę”. To tam miała swoje biura słynna Stasi, tam też mieści się najwyższy punkt widokowy Berlina i również tam można znaleźć się na wyspie, która skrywa wiele tajemnic z minionych lat.

Po wyjściu z metra znalazłem się na jednym z najbardziej znanych placów niemieckiej stolicy, który dziennie odwiedza około 300.000 ludzi. Jego nazwa pochodzi od… rosyjskiego cara Aleksandra I, choć to nie Rosjanie ją nadali, a król Prus Fryderyk Wilhelm III. Pod koniec II wojny światowej miejsce to w wyniku alianckich nalotów zostało całkowicie zrównane z ziemią, dlatego nie znajdziemy na nim żadnych zabytkowych budowli, króluje tam wielka płyta.

Chyba nie ma jednak nikogo wychowywanego w czasach „bratnich socjalistycznych narodów”, kto nie słyszałby o tym miejscu, oraz o znajdującym się na nim centrum handlowym o nazwie Primark. Słynne są już odbywające się tam wyprzedaże, a kupujący potrafią w tym miejscu spędzić cały dzień.

Mnie jednak zainteresował znajdujący się w oddali budynek, na którym znajdują się mocno już wypłowiałe, wymalowane czerwoną farbą, dwa słowa „STOP WARS”. Ta szara odstraszająca szpetota to dawna siedziba berlińskiego Urzędu Statystycznego, w której wiele z pomieszczeń zajmowanych było przez sławną służbę bezpieczeństwa DDR, nazywaną Stasi. Dzisiaj dość trudno się tam dostać, no chyba, że lubicie skakać przez płoty lub ścigać się z ochroną. Przez wiele lat nieużywany ma służyć obecnie jako miejsce zakwaterowania uchodźców.

Jak już jesteśmy przy statystyce i historii to powiem Wam kilka ciekawostek.

Berlin jest prawdziwą multikulturową stolicą, tylko czterdzieści kilka procent jego mieszkańców to rodowici Berlińczycy, reszta to „słoiki”. Większość ludności napływowej przyjeżdża do stolicy z innych niemieckich miast, najwięcej z Hamburga. No, ale Berlin to nie tylko germanie, jak myślicie gdzie urodziło się najwięcej „nowych berlińczyków”. Pewnie odpowiedź wyda się Wam jasna, no cóż, możecie się zdziwić, tak jak ja się zdziwiłem. Aleppo, Stambuł? Otóż nie, dużo bliżej – Szczecin. Tak, tak dobrze widzicie. Mieszkańcom naszego nadmorskiego miasta, które nad morzem nie leży, dużo bliżej do Berlina niż do Warszawy.

Heroina, groźny skądinąd narkotyk jeszcze niewiele ponad 100 lat temu uważany za bardzo przydatny lek został rozpowszechniony w Europie przez niemiecki koncern farmaceutyczny Bayer. Tak, dokładnie ten sam od słynnej aspiryny. Zresztą to właśnie aspiryna zastąpiła heroinę na liście najpopularniejszych produktów tej firmy.

Na koniec tych ciekawostek spytam Was, czy wiecie kto założył Berlin, a właściwie jedną z jego starszych dzielnic? Facet nazywał się Jaksa, żył w XII wieku i był księciem… słowiańskim. Mam nadzieję, że ta informacja nie posłuży co niektórym obywatelom naszego państwa do wysuwania roszczeń terytorialnych.

No dobrze tyle dygresji ruszam dalej. Idąc do kolejnego punktu mojego planu zatrzymałem się jeszcze przy ulicznych artystach, którzy prezentowali swoje umiejętności wokalne. Przeszedłem przez pobliski dworzec i znalazłem się przed jedną z bardziej rozpoznawalnych, po Bramie Brandenburskiej, budowli Berlina. Wybudowana w 1969 roku wieża telewizyjna wznosi się na wysokość 368 metrów. Jest ona o tyle ciekawa, że na wysokości niewiele ponad 200 metrów znajduje się na niej punkt widokowy i restauracja. Początkowo miałem ochotę wjechać na górę i spojrzeć na miasto z lotu ptaka, jednak gdy zobaczyłem jak długo musiałbym czekać (dziennie robi to średnio około 3000 osób) postanowiłem, że wykorzystam do tego inne, niezbyt odległe miejsce.

Najpierw jednak zajrzałem jeszcze do protestanckiego Kościoła Mariackiego, który wybudowano już w drugiej połowie XIII wieku. Dzieje tego miejsca są dość burzliwe, kilkakrotnie je rozbudowywano i odbudowywano po licznych pożarach. Ważne, że największe zabytki tego miejsca nie uległy zniszczeniu i dzisiaj można je oglądać, a uwierzcie, że jest co. Zresztą część z nich możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.

Pomiędzy Kościołem Mariackim, a znajdującym się po drugiej stronie placu Czerwonym Ratuszem, będącym siedzibą władz miasta, znajduje się sporych rozmiarów fontanna. Powstała ona pod koniec XIX wieku, choć na obecnym miejscu ustawiono ją dopiero około 80 lat po wybudowaniu. Przedstawia ona Neptuna, boga mórz i oceanów, w otoczeniu czterech kobiet. Nie są to jednak ani pięknie śpiewające syreny, ani urocze ziemianki. Postaci te przedstawiają personifikacje ważnych europejskich rzek: Łaby, Renu, Odry i Wisły. Miejsce to jest oblegane przez miłośników selfi, nie dziwię się im zresztą, bo fontanna prezentuje się ciekawie.

Idąc dalej w kierunku kolejnej atrakcji na mojej liście, tej z której postanowiłem spojrzeć na Berlin z góry, natknąłem się jeszcze na kolejny pomnik. Gdy do niego podszedłem okazało się, że gdyby stał w Polsce już by pewnie został zniszczony. Dlaczego? Otóż przedstawia dwóch panów uważanych za ojców socjalizmu proletariackiego, znanego nam bliżej jako komunizm. Mężczyźni ci to Karol Marks i Fryderyk Engels. Obok stoją płyty przedstawiające początki niemieckiego socjalizmu.

No i w końcu dotarłem na wyspę skrywającą pełno tajemnic, tajemnic z czasów minionych. Na początek zajrzałem jednak do najważniejszej świątyni ewangelickiej w niemieckiej stolicy. Neorenesansowa berlińska katedra swoją monumentalną bryłą robi naprawdę duże wrażenie. Aby ją zwiedzić trzeba wykupić bilet, co zrobiłem i zagłębiłem się w trzewiach tej budowli. Wnętrze choć surowe to jest piękne, ale pierwszy poziom to nie wszystko na piętrze znajduje się niewielkie muzeum, a z wieży można podziwiać panoramę miasta. Ze świątyni wychodzi się przez krypty, w których złożono szczątki królewskiej rodziny Hohenzollernów.

Gdy wyszedłem na zewnątrz okazało się, że do końca dnia jest już bliżej niż do jego środka. Postanowiłem jednak, że w ten dzień odwiedzę choć jedną z licznych atrakcji dostępnych na tej tajemniczej wyspie skarbów. W tym celu udałem się do kasy, w której zakupiłem bilet do Muzeum Pergamońskiego. Po drodze minąłem jeszcze kilka budynków muzealnych i rzeźb. Na pierwszy rzut poszła wystawa prezentująca świat Babilonu. Jeśli myślicie, że pokazane były na niej tylko drobne artefakty, to jesteście w błędzie. Gdy spojrzycie na zdjęcia to zobaczycie, że poruszałem się pośród murów starożytnych miast, murów wznoszących się na kilkanaście metrów. Dzięki temu, przy odrobinie wyobraźni można przenieść się ponad 4000 lat wstecz do miasta, którego nazwa oznacza Bramę Bogów. Jeśli o Babilonie przypominacie sobie tylko tyle, że jest to miasto leżące w dolinie Eufratu i Tygrysu, to niewątpliwie więcej już może Wam powiedzieć imię jego 6 władcy. Nazywał się on bowiem Hammurabi, tak to ten od słynnego kodeksu wyrytego w sporych rozmiarów steli, która dziś znajduje się w muzeum w Luwrze, a który opierał się na słynnej zasadzie „oko za oko” i był prawie w całości dość krwawy. Babilon ma też mocno biblijny charakter jego umiejscowienie sugerować może i tu uwaga… że znajduje się w opisywanym w Biblii Raju. Tak, tak w końcu już nawet Księga Rodzaju wskazuje obie pobliskie rzeki jako cieki wodne znajdujące się w judeo-chrześcijańskim Raju.

Gdy już opuściłem „ogrody Edenu” i udałem się na piętro trafiłem do jakże mocno wzbudzającego obecnie w Europie kontrowersje świata Islamu. Pergamon posiada bowiem bogate zbiory przybliżające nam kulturę i osiągnięcia drugiej na świecie pod względem wyznawców religii. W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które w opanowanych krajach narzucało swą wolę, ograniczało (poza duchowieństwem) rozwój nauki i karało za innowierstwo (w końcu bliższa inkwizycja ciału niźli nauk niesienie) islam stawiał na budowanie szkół do których wstęp mieli i biedniejsi obywatele. Rozwijał też naukę i garściami czerpał ze starożytnych uczonych i to nie tylko własnych, ale i państw ościennych. W bibliotekach gromadzone były dzieła Platona, Arystotelesa, Hipokratesa czy uczonych indyjskich. Oczywiście głównym motorem rozwoju była religia, dlatego szkoły powstawały głównie przy meczetach.

Mylą się też Ci, którzy twierdzą, zmyleni licznymi w ostatnich dziesięcioleciach atakami, że islam jest religią terroru. Na pewno nie więcej niż chrześcijaństwo. Terror wywodzi się z szalonego niczym nie ograniczanego fanatyzmu, który widoczny był również u katolików, gdy w imię wiary mordowali tysiące, a nawet miliony „niewiernych”. Najczystszym przykładem może być inkwizycja, choć tak naprawdę była ona tylko narzędziem i to wcale nie najgorszym, w rękach dążącego do władzy i bogactw kleru.

Kilkugodzinny spacer korytarzami Muzeum Pergamońskiego zaowocował wieloma przemyśleniami na temat historii, kultury, wiary i sztuki minionych tysiącleci. Gdy wyszedłem na zewnątrz już się ściemniało, wróciłem więc na Alex’a (potoczna nazwa Alexanderplatz, wsiadłem do metra i pojechałem na dworzec po swój bagaż. Był najwyższy czas, aby zameldować się w swoim pokoju hostelowym. Tym razem miałem jedynkę, była tak mała, że ciężko było się po niej poruszać. Po wzięciu prysznica wyskoczyłem na późną obiadokolację (z całym przekonaniem mogę polecić restaurację sieci Alberts Restaurant mieszczącą się przy dworcu kolejowym Berlin Charlottenburg).

W kolejnym tekście zabiorę Was do świata szkła i stali, koło którego pośród zieleni stoją swego rodzaju megality, odwiedzę też bramę, z której Napoleon skradł kwadrygę. Potem stanę z Wami oko w oko z dinozaurami i opiszę najbardziej niesamowite muzeum, które przyszło mi odwiedzić (uwaga z powodu na eksponaty wejście tylko dla osób powyżej 16 roku życia – i nie, nie dotyczy to spraw w żadnym stopniu związanych z seksem).

3 uwagi do wpisu “Stasi i tajemnicza wyspa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s