Brad Pitt i Bogowie Egiptu

Ostatnie chwile w Berlinie postanowiłem spędzić w miejscu, które oferowało mi podróż historyczną do świata moich dziecięcych fascynacji. Krain tak tajemniczych, że o jednej z nich przez wiele wieków sądzono, że jest jedynie wytworem ogromnej wyobraźni pisarskiej, inna znów rozpalała emocje największych odkrywców XIX i XX wiecznych.

Aby dostać się do celu, po wyjściu z Muzeum Historii Medycyny musiałem wrócić się na berliński dworzec kolejowy, a następnie wsiąść do kolejki S-Bahn. Na peronie okazało się, że mam jeszcze kilka minut do odjazdu mojego pociągu, więc skorzystałem z okazji i zakupiłem w sklepiku dwie słodkie bułki i małą butelkę coca-coli. Tak wiem, że niezbyt to zdrowo, ale energia podczas odkrywania miejskich tajemnic też jest potrzebna.

Pokrzepiony dotarłem na miejsce, którym była Wyspa Muzeów, zwana przeze mnie Wyspą Tajemnic. Moim celem było Neues Museum, choć jego nazwa może trochę mylić, gdyż powstało ono już w połowie XIX wieku, a prezentowane w nim zbiory ukazują nam świat sprzed tysiącleci.

Na początek zagłębiłem się w muzealnych piwnicach. Nie to, że tak prowadzi droga zwiedzania, ale po prostu szatnia, w której zostawiłem wierzchnie odzienie też się tam znajdowała. Kolekcja tam zgromadzona pokazuje codzienne życie mieszkańców Egiptu sprzed tysięcy lat. Pośród jej eksponatów znajdziemy wiele przedmiotów użytku codziennego, począwszy od dzbanów, naczyń, przez zawartość starożytnych toaletek, a kończąc na kulturze grzebalnej. Wiele figurek umieszczonych na wspólnej podstawie obrazuje nam życie codzienne tamtej epoki (do łatwych na pewno nie należało). Niskie łukowate sklepienie piwnic i przyciemnione światło potęgują atmosferę tajemniczości, choć niestety utrudniają również wykonywanie zdjęć bez flesza.

Idąc dalej poznajemy kolejne aspekty życia i historii starożytnego Egiptu. Niewątpliwie dużą rolę odgrywały w tamtych czasach wierzenia. Nie ma się zresztą co dziwić w końcu władca państwa był przecież uważany za ucieleśnienie boga. A co jak co, ale panteon bogów to Egipcjanie mieli pokaźny. Zupełnie jak w wielu innych religiach, w tym w chrześcijaństwie mieszkańcy Egiptu uważali, że na początku był Nun (czyli chaos), który połączył się z boginią stworzenia o imieniu Neith. To oni byli protoplastami wszystkich kolejnych bogów. Na początku stworzyli słońce i tu taka mała dygresja do chrześcijaństwa, słońce było przedstawiane w swoistym triumwiracie: najbardziej znany Ra (bóg słońca), Chepri (bóg wschodzącego słońca) i Atum (bóg zachodzącego słońca). Musiał być też i dla równowagi czarny charakter, był nim brat opisanej trójki Apofis (zwany też Apop) przedstawiany często pod postacią… węża. Po nich następowała cała plejada bóstw odpowiedzialnych za najróżniejsze aspekty życia i śmierci. Niektóre z nich prowadziły całkiem „barwne i urozmaicone życie”, chociażby taki Ozyrys.

Facet na początku był rolnikiem, uczył ludzi uprawy ziemi, dzięki temu każdy człowiek lubił go, bo miał co włożyć do garnka. Nie podobało się to jego zazdrosnemu bratu, którym był Set, facet od czarnej roboty. Set zabił więc Ozyrysa, poszatkował jego ciało, a następnie wrzucił do Nilu. Wszystkiemu gdzieś zza krzaka, a może chmurki przyglądała się ich siostra Izyda. Jak tylko zły brat zniknął z horyzontu rzuciła się w toń jednej z najdłuższych rzek świata i powyławiała szczątki Ozyrysa. Następnie dzięki swojej mocy poskładała je do kupy i ożywiła. Niestety nie znalazła jednego z najważniejszych organów mężczyzny (i nie mówię tu o sercu, ani mózgu). Brat Izydy zszedł więc do podziemi gdzie stał się sędzią zmarłych. Spytacie, a co z zagubionym organem, no cóż bogowie byli ponoć dość płodni więc Egipcjanie po wsze czasy mogli cieszyć się z urodzaju jaki dawały im wylewy Nilu.

No dobrze o bujnym żywocie innych egipskich bogów możecie dowiedzieć się z książek lub internetu, idźmy dalej przez pomieszczenia Neues Museum w Berlinie.

We wstępie napisałem Wam, że prezentowane są w tym muzeum eksponaty z krainy, w której istnienie wierzyli tylko nieliczni, inni wkładali ją w sferę literackiej fantazji dość tajemniczego człowieka, według legend nawet syna boskiego o imieniu Melesigenes. Nic Wam to nie mówi, to może powiem, że jego pseudonim literacki brzmiał Homer (teraz już chyba lepiej). A jeśli dodam jeszcze, że z miejscem o którym wspominam związany jest Brad Pitt to pewnie dla wielu stanie się jasne, że piszę tu o Troi.

Na pierwsze ślady tego sławnego miejsca pod koniec XIX wieku natknął się niemiecki archeolog Johann Ludwig Schliemann. Był to amator, jakich w tamtych czasach było wielu, człowiek obdarzony żyłką do interesów. Był szanowanym bankowcem i kupcem, działającym na kilku kontynentach. Według swojej pierwszej żony, był też tyranem, między innymi dlatego ich małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Gdy Schliemann porządnie się już wzbogacił postanowił spełnić swoje marzenia, którymi były podróże po świecie. I tak zaczęła się jego przygoda z archeologią. Gdy w końcu odkrył mityczną Troję, ukradł co się dało i przemycił wszystko do Grecji, kraju pochodzenia swojej drugiej żony. Oczywistym jest, że sprawa się wydała i Johann musiał spłacić rząd turecki. Gdy to zrobił, swoje znalezisko oddał niedawno powstałemu berlińskiemu muzeum. I tak oto dzięki „złodziejowi” można dzisiaj oglądać te eksponaty na Wyspie Muzeów.

Neues Museum to nie tylko te dwie wystawy, prezentowane są tam również kolekcje przedstawiające przekrój historyczny różnych europejskich i azjatyckich regionów począwszy od epoki kamienia, a skończywszy na średniowieczu. W jednej z sal prezentowany jest kilkunastominutowy film animowany prezentujący jak następował rozwój osadnictwa na terenach europejskich – warto go obejrzeć. Nie przejmujcie się, jeśli nie znacie niemieckiego to nic nie szkodzi, film zrozumiały jest bowiem nawet dla przedszkolaków.

Po kilkugodzinnym zwiedzaniu Neues Museum musiałem je z przykrością opuścić, gdyż nieubłaganie zbliżała się godzina mojego powrotu do Polski. Zanim dotarłem jednak na dworzec autobusowy, zjadłem jeszcze późny obiad w jednej z restauracji przy Alex, a później wsiadłem do metra i kilkakrotnie wysiadając podziwiałem stare stacje. Warto na to poświecić chwilę czasu biorąc pod uwagę ponad stuletnią historię tego środka lokomocji w tym mieście.

Na dworcu autobusowym odebrałem bagaż i po chwili wsiadłem do autobusu do Krakowa. Miałem nadzieję, że się choć chwilę zdrzemnę w drodze powrotnej. No cóż jak to mówią nadzieja matką głupich. Gdy tylko przekroczyliśmy granicę i poruszaliśmy się po autostradzie, która ma na przestrzeni wielu kilometrów standard drogi brukowanej, nagle dał się słyszeć wielki huk i zgrzyt. Kierowca zatrzymał autobus i wysiadł z latarką, po chwili wszystko było już jasne. Dalej nie jedziemy, czekamy na autobus zastępczy, który zorganizuje nam Polski-Bus, może to potrwać od 2 do 3 godzin. Pół godziny później zjawiła się policja i autostradowe służby techniczne po chwili oględzin okazało się, że możemy się powoli odtoczyć na pobliską stację benzynową. Dzięki temu w oczekiwaniu na dalszy transport mogliśmy wszyscy wypić coś gorącego.

Po powrocie do domu umówiłem się ze znajomymi na spotkanie w knajpie i tam pomiędzy drugim, a trzecim piwem rozmowa zeszła na temat Grecji. Znający moją fantazję wiedzą, że nie trzeba długo było się namyślać, tak więc w kilku następnych tekstach postaram się Wam ocieplić panujący za oknem mróz tekstami i zdjęciami ze słonecznych Aten.

Jedna uwaga do wpisu “Brad Pitt i Bogowie Egiptu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s