Historia kołem pisana

Po nocy przespanej w hostelowym łóżku obudziłem się w dobrym humorze z jasno określonym planem na kolejny – ostatni już dzień mojego pobytu w Atenach. O tym, że plany lubią się zmieniać wiedziałem już od dawna, ale nie przewidywałem, że coś może pójść nie po mojej myśli właśnie w Atenach. No, ale życie lubi płatać różne figle.

Skoro świt, bez śniadania, które postanowiłem zjeść po drodze, ruszyłem w miasto. Aby dotrzeć do pierwszego mojego punktu zwiedzania w tym dniu wsiadłem w metro i już po kilku minutach byłem na stacji docelowej. Nie wyszedłem jednak od razu na powierzchnię, bo poczułem jakbym znalazł się w muzeum. Tak dobrze czytacie, w Atenach na kilku stacjach metra udostępniono artefakty wydobyte podczas drążenia tuneli (no dobrze, nie są to oryginały, a wierne kopie). Mimo pędzących gdzieś tłumów ludzi warto na chwilę przystanąć w takich miejscach i popodziwiać dawną kulturę. Tym bardziej, że zwiedzanie to jest całkowicie darmowe.

Gdy wyszedłem na powierzchnię stanąłem na jednym z najważniejszych placów Aten. Nosi on nazwę Syntagma i to właśnie nad nim góruje budynek dawnego pałacu królewskiego, w którym dziś znajduje się Parlament. Jako, że było jeszcze bardzo wcześnie, a ja byłem głodny postanowiłem usiąść w ogródku jednej z restauracji i skonsumować śniadanie. Dodatkowym plusem było to, że na placu udostępniono dość szybki internet bezprzewodowy, dzięki któremu mogłem pozałatwiać wszystkie pilne sprawy.

Gdy już się najadłem uniosłem w górę swoje cztery litery i ruszyłem pod budynek Parlamentu. Został on wybudowany w pierwszej połowie XIX wieku i przez około 80 lat używany był przez rodzinę królewską, jako główna rezydencja rodu. Dzięki temu na jego tyłach utworzono piękne ogrody do których zamierzałem się skierować. Najpierw jednak stanąłem jeszcze przed Grobem Nieznanego Żołnierza, który upamiętnia wszystkich poległych w walkach o wolność Greków. W miejscu tym przez całą dobę trzymana jest przez Gwardię Prezydencką warta honorowa. Ewzoni, bo taką nazwę noszą żołnierze ubrani w niezwykle malownicze stroje, są ściśle wyselekcjonowaną kompanią honorową (aby się do niej dostać trzeba spełnić wiele warunków, m.in. poza doskonałym wyszkoleniem, kryterium jest też odpowiednia tężyzna fizyczna, czy wzrost, który nie może być niższy niż 187 cm).

O zdyscyplinowaniu ewzonów krąży wiele opowieści. Ponoć, raz gdy demonstranci zapalili budkę strażniczą, przy której stał gwardzista, ten nawet nie mrugnął okiem. Po chwili płomienie zaczęły zajmować mu już mundur, ale on dalej był niewzruszony. Od niechybnej śmierci wybawił ewzona dopiero dowódca, który wydał mu rozkaz natychmiastowego zejścia z posterunku. Dzięki czemu mógł on rzucić się na ziemię i ugasić płomienie.

Jak już Wam wcześniej wspomniałem za budynkiem Parlamentu znajduje się duży park zwany Ogrodem Narodowym. Aby trochę się wyciszyć przed kolejnymi atrakcjami tego dnia postanowiłem się nim przespacerować. Poranna cisza, praktycznie brak ludzi, szum drzew i kojąca zieleń podziałały na mnie odprężająco i kojąco. Miejsce to powstało dzięki staraniom królowej Amelii, żony rządzącego Grecją w XIX wieku, króla Ottona I. Ponoć zgromadziła tu ona ponad 500 różnych gatunków roślin i… zwierząt (na terenie ogrodów znajduje się nawet miniZOO).

Gdy wracałem już z powrotem w kierunku placu Syntagma, musiałem przepuścić jeszcze niewielki oddział miarowo maszerujących żołnierzy. Tuż za nimi natknąłem się na dwóch pomponiarzy (taką potoczną nazwę nadano Gwardii Prezydenckiej).

Kolejna krótka podróż metrem i byłem już na Placu Omonia, skąd już z buta ruszyłem do głównego punktu mojej tegodniowej wycieczki. Było nim Narodowe Muzeum Archeologiczne. Spacerując bocznymi uliczkami podziwiałem kolejne przejawy greckiego street artu, oraz opuszczone kamienice. Po krótkim marszu dotarłem przed duży wyróżniający się wśród otoczenia budynek. Już cieszyłem się w duchu na poznanie jego wnętrz, a właściwie tego co w sobie mieszczą. A z tego co czytałem wcześniej kolekcje są bardzo urozmaicone i ciekawe.

No cóż, jak wspomniałem we wstępie do tego tekstu, plany mają to do siebie, że lubią się zmieniać. Gdy wszedłem po schodach, przed wejściem kłębiło się już kilkanaście osób, żadna z nich jednak nie mogła przedostać się przez zamknięte na głucho drzwi. Po chwili ukazał się w nich około 50-cio letni mężczyzna i coś zaczął mówić po grecku. Wzburzeni ludzie coś mu odpowiadali, a ja dalej nic z tego nie rozumiałem. W końcu zza pleców mężczyzny wyszła kobieta i na moje pytanie odpowiedziała, że dzisiaj i jutro mogę zapomnieć o zwiedzaniu muzeum, ponieważ jego pracownicy… strajkują. A jak ten strajk wyglądał dowiedziałem się po chwili, gdy w wnętrza wyszło jeszcze kilka osób dzierżących w rękach kubki z kawą i siadło sobie na oświetlonych słońcem stopniach. Żadnych transparentów, okrzyków, czy kordonów policji.

Nie pozostało mi nic innego jak na szybko zmienić plany. I tu okazała się przydatna aplikacja Google Maps. Po chwili już wiedziałem idę do pobliskiego Hellenic Motor Museum. Po drodze zatrzymałem się jeszcze przed mocno zniszczoną już i opuszczoną kamienicą. Co ją wyróżniało spośród wielu innych? Otóż, to właśnie w niej w okresie swojej młodości i pierwszych scenicznych występów mieszkała słynna grecka śpiewaczka operowa Maria Callas. Gdy robiłem zdjęcie obok mnie zatrzymał się na oko 60-cio letni mężczyzna i spytał czy jestem studentem architektury. Odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą, że jestem polskim blogerem opisującym podróże. Pan nabrał animuszu i raczył mnie poinformować o tym co już i tak wiedziałem, a więc o sławnej mieszkance tych okolic. Stwierdził też, że boleje nad upadkiem miasta, które od lat 90-tych ubiegłego wieku powoli umiera finansowo, zostawiając straszące swoim wyglądem pustostany. Podziękowałem mojemu rozmówcy za rozmowę i ruszyłem do mojej ponadplanowej atrakcji.

Hellenic Motor Museum mieści się w wysokim budynku i gdybyście tam się wybierali niech Was nie zdziwi pozorny spokój parteru. Kasy mieszczą się bowiem dopiero na trzecim piętrze. Najlepiej dotrzeć do nich pochylnią ciągnącą się wokół wewnętrznych murów, wzdłuż niej wystawiono ciekawą kolekcję… kół samochodowych. Po zakupieniu biletów można już całkowicie oddać się podziwianiu najróżniejszych marek samochodów wystawionych na trzech piętrach kamienicy. A jest co oglądać założyciel zgromadził tam bowiem prawie 300 pięknie utrzymanych aut. Przemierzając ekspozycję można poznać wiele ciekawych marek, z których część już nie istnieje. Bo czy słyszeliście chociażby o takich samochodach jak: Facel Vega, Delahaye, Dino, Siata, czy Offenhauser (a jest ich tam jeszcze sporo). Oczywiście można też podziwiać historyczne modele Rolls Royce, Mercedes, Porsche, BMW czy wreszcie ulubioną swego czasu markę Bonda, James’a Bonda – Aston Martin. Szczególne miejsce znalazł sobie w tym muzeum również bardzo szczególny pojazd, z tego co mi wiadomo nie wszedł do masowej produkcji, choć znany jest w wielu krajach, nawet wśród dzieci. Właścicielem tego modelu był pewien Fred, którego nazwisko brzmiało Flinstone.

W tym miejscu skończę dzisiejszą podróż ulicami Aten. W kolejnym tekście zabiorę Was do kolejnych atrakcji stolicy Grecji, które udało mi się odwiedzić jeszcze przed wylotem. A będą nimi m.in. piękne muzeum sztuki, czy historyczny stadion olimpijski.

10 uwag do wpisu “Historia kołem pisana

  1. Ciekawe to muzeum motoryzacji 🙂 Takie nietypowe dla Aten, ale tym bardziej warte odwiedzenia.

    Pamiętam jedną scenę przed pałacem, kiedy to gwardziści przechodzili tym swoim paradnym krokiem, a że lało wtedy okrutnie i było ślisko, to jeden z nich wylądował na tyłku, ale zaraz szybko się podniósł i jak gdyby nigdy nic, pomaszerował dalej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s