Into the Wild

I nastał świt, dzień piąty mojego wyjazdu do Rumuni. Zamierzaliśmy spędzić go w niezwykle tajemniczej, a zarazem pięknej okolicy, przemierzając górskie szlaki i podziwiając piękny zamek królewski.

Po śniadaniu wyruszyliśmy do niewielkiej, zamieszkałej przez jedynie ok. 12 tys. mieszkańców miejscowości o nazwie Sinaia. Leży ona u stóp gór Bucegi. Są one uważane za najbardziej tajemnicze wzniesienia europejskie, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem.

Jako, że nie było zbyt dużo czasu postanowiliśmy, że aby dostać się na szczyt skorzystamy z kolejki górskiej. Wjazd na górę zajął nam kilkanaście minut, ale prawie tego nie zauważyliśmy podziwiając widoki, które rozpościerały się przed nami wraz z pokonywaniem kolejnych metrów. Gdy wysiedliśmy na wysokości ponad 2000 metrów i odetchnęliśmy świeżym powietrzem poczuliśmy się niczym ptaki wyrwane z klatki cywilizacji. Przed nami otwierał się szlak do wolności.

Ruszyliśmy w kierunku schroniska, na początku droga wznosiła się jeszcze przez chwilę, aby po kilku minutach zacząć dość stromo opadać. W tym miejscu naszym oczom okazał się wprost rajski widok. Zielono-żółte połacie traw w otoczeniu surowych skalnych szczytów. Chmury przemierzające nieboskłon i miejscami zawadzające o wierzchołki górskie. Pasterz przeganiający stado owiec na dzikie trawiaste pastwisko. Luźno biegające niewielkie stado koni, bez pilnującego ich kowboja. I wszechogarniający spokój.

W takich chwilach chciałbym niczym buddyjski mnich zjednoczyć się z otaczającym mnie światem, poczuć wewnętrznie każdy strumień przepływającego powietrza, każdą cząstkę natury, szmer ocierających się o siebie źdźbeł trawy i stukot osuwających się po zboczu drobnych kamieni. A potem jak Christopher Johnson McCandless, pierwowzór bohatera „Into the Wild”, zostawić za sobą wszystko i wyruszyć w swoją drogę życia.

Nawet teraz, siedząc w domu przed komputerem i pisząc ten tekst przy dźwiękach filmowej muzyki (zgadnijcie jakiej 😉 ), zawiesiłem się na chwilę wspominając tamten czas i tamto miejsce.

Po chwili kontemplacji zeszliśmy kawałek na połoniny i przemierzając je doszliśmy do schroniska, gdzie niektórzy poszli czegoś się napić, lub zjeść. Ja wolałem postać w pięknych okolicznościach przyrody, tym bardziej, że przyplątał się spory pies, a jak już wiecie uwielbiam zwierzęta. Niezawodna w takich sytuacjach koleżanka wyciągnęła z plecaka opakowanie karmy i podała je czworonogowi. Zrazu niepewnie, a potem łapczywie pies rzucił się na małe brązowe granulki. Widać było, że mu smakowało.

Niestety czas nas gonił i musieliśmy ruszyć w drogę powrotną tym bardziej, że tego dnia mieliśmy zwiedzić jeszcze jedno ciekawe miejsce.

A skoro przemierzamy tę samą drogę nie będę Wam znowu opisywał jak wyglądała, za to powiem, dlaczego góry Bucegi uważane są za najbardziej tajemnicze w Europie.

Otóż przemierzając połoniny można natknąć się na specyficzne formy skalne przypominające ponoć Sfinksa, ludzkie twarze, lub wręcz całe ich sylwetki. Jak pewnie się domyślacie od wieków budziły one zainteresowanie i wiązane były przede wszystkim z dawno wymarłą, bliżej nieokreśloną cywilizacją. Oliwy do ognia dodały odkryte ponoć na początku XXI wieku tajemnicze tunele ciągnące się pod wierzchołkami, którymi zainteresowały się rządy największych mocarstw i… Watykan. Oczywiście nikt tego nie potwierdza, ale i nie dementuje, więc historia żyje własnym życiem i rozwija się ciągle otoczona nimbem tajemnicy.

Po powrocie do Sinai, miasta, które zwane jest również, ze względu na swoje umiejscowienie Perłą Karpat, skierowaliśmy się do położonego na wzgórzach pięknego zamku-pałacu Peles. Wybudowano go stosunkowo niedawno, bo pod koniec XIX wieku z inicjatywy pierwszego rumuńskiego monarchy Karola I Hohenzollerna. Był to duży i można powiedzieć międzynarodowy projekt, przy którego realizacji poza miejscowymi specjalistami pracowali również: Polacy, Włosi, Anglicy, Turcy, Albańczycy, Francuzi, Niemcy, Węgrzy i Czesi. Zdawałoby się, że takie pomieszanie narodowości spowoduje powstanie dużego, szkaradnego bubla architektonicznego. Nic bardziej mylnego Zamek Peles już z zewnątrz prezentuje się fantastycznie. Urzeka swoją lekkością, a zarazem precyzją wykonania, wszystkie detale zdają się żyć własnym życiem.

Jego wnętrza powodują, że można się w tym miejscu od razu zakochać. Gdy chodziłem za miejscowym przewodnikiem po salach miałem przeogromną ochotę schować się i przeczekać do zamknięcia. A potem niczym duch bezszelestnie snuć się po salach delikatnie muskając wszystkie zgromadzone tam przedmioty i wygrzewać się w cieple bijącym z rokokowo-barokowych wnętrz. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się jak wyglądają budynki w raju jedźcie do Sinaia i odwiedźcie Zamek Peles.
(Niestety musicie mi wybaczyć jakość zdjęć które wykonałem w środku, ale pomieszczenia były bardzo ciemne).

Po opuszczeniu murów zamkowych postanowiliśmy nie uciekać jeszcze z tego miejsca, a pospacerować po okalających budynek ogrodach. Spokój, który przywieźliśmy z gór Bucegi, nie ulotnił się z nas mimo dużej liczby zwiedzających.

Tak idąc wśród dających cień drzew dotarliśmy w końcu do Monastyru Sinaia. Jest on dość dobrze schowany przez co można go ominąć jeśli nie jest celem wędrówki. Początkowo miała to być pustelnia z jedną kaplicą otoczona wysokimi murami obronnymi, aby mnisi mieli możliwość ochrony przed licznymi wtedy najazdami. Jednak już dwa wieki później tj. w XVIII wieku dobudowano pełniącą dzisiaj rolę głównej świątyni cerkiew. W swojej krótkiej historii była ona już kilkakrotnie burzona i potem odbudowywana.

Myślę, że już dobrze mnie znacie i wiecie, że wystrój cerkwi przemawia do mnie i zachwyca. Możecie sobie więc wyobrazić jak się ucieszyłem, że nie kręcił się po niej nikt, kto mógłby zwrócić mi uwagę, że robię zdjęcia w miejscu niedozwolonym.

Na koniec dnia postanowiliśmy jeszcze coś zjeść i powłóczyć się trochę po miasteczku. Trafiliśmy w ten sposób przed wejście do pięknego budynku kasyna. Niestety, choć ciągnęło nas tam, wiadomo świeżaki mają szczęście, czas gonił nas nieubłaganie i musieliśmy darować sobie tę przyjemność.

W kolejnym tekście pokażę Wam między innymi Braszów z góry i wyjaśnię co brytyjski książę Karol ma wspólnego z niewielką wsią w Rumunii.

Jedna uwaga do wpisu “Into the Wild

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s