Sopot – molo i obóz zagłady

Tego dnia naszej polskiej objazdówki ze znajomymi postanowiliśmy na krótko wpaść do pewnego nadmorskiego miasta, które jest słynne już od wielu lat, a następnie zatrzymać się na chwilę w miejscu, gdzie każda piędź ziemi aż krzyczy od bólu, cierpienia i bezmyślnej głupoty, popychającej ludzi do zbrodni.

Aby zrealizować nasz plan, wstaliśmy dość szybko i postanowiliśmy, że jakiś większy posiłek zjemy po drodze, a na razie posilimy się kilkoma kanapkami własnoręcznie przygotowanymi (takie smakują chyba najlepiej).

Do pierwszego celu wyznaczonego na ten dzień nie mieliśmy tak daleko i już po kilkudziesięciu minutach jazdy parkowaliśmy samochód na jednej w uliczek Sopotu. Szybki wypad do bankomatu i mogliśmy wyruszyć na podbój kurortu. No dobra, nie przesadzajmy z tym podbojem. Wpadliśmy tam tylko na chwilę, aby zobaczyć Krzywy Dom i słynne Molo.

Okazało się, że do pierwszej atrakcji mieliśmy dość blisko, więc już po chwili staliśmy na „Monciaku” przed tym dziwacznym „cudem” architektonicznym. Krzywy Domek powstał w 2003 roku i miał nawiązywać do hiszpańskich dzieł Antonio Gaudiego. Przy jego budowie wzorowano się ponoć na pracach znanego niegdyś polskiego grafika Jana Marcina Szancera. Specjalizował się on w ilustracjach do bajek i baśni oraz współpracował z bardzo znanymi kiedyś tytułami prasowymi dla dzieci, jakimi były: Płomyk i Świerszczyk. Jeśli spytacie mnie, jak mi się podobał domek, to odpowiem Wam szczerze, że średnio. Jedno jest pewne, nie chciałbym w czymś takim mieszkać ani pracować. Ciekawie wyglądający na fotografiach budynek w rzeczywistości nie robi już takiego dużego wrażenia.

Parę kroków dalej otworzył się przed nami Plac Przyjaciół Sopotu. Stąd było już widać Dom Zdrojowy. W swojej bryle jest to budynek nowoczesny, choć niewątpliwie nawiązuje do swojego przedwojennego poprzednika, który został splądrowany i spalony przez Armię Czerwoną jako symbol kapitalistycznej rozpusty. Dzisiejszy budynek został wybudowany stosunkowo niedawno, bo w 2009 roku. Jego front skierowany jest w kierunku jednej z głównych atrakcji Sopotu, jaką jest najdłuższe w Polsce molo. Długość tej drewnianej konstrukcji to prawie pół kilometra. Spacery po nim to czysta przyjemność. Jedynym mankamentem jest to, że aby na nie wejść, trzeba uiścić opłatę w wysokości od 5 do 8 złotych, w zależności od dnia i godziny. Jednorazowa opłata może nie powala, ale pomyślcie, że chcielibyście całą rodziną przyjechać do Sopotu na dwa tygodnie i codziennie spacerować, przyglądając się rozbijającym się o drewniane belki falom.

Tuż obok mola wznosi się wysoka wieża. Potocznie do dzisiaj nazywana jest Latarnią Morską, choć w swojej ponad stuletniej karierze pełniła tę funkcję jedynie przez około 20 lat. Początkowo od 1903 roku był to zwyczajny komin zakładu balneologicznego czy też łaźni. Dopiero w 1975 roku pomyślano o modernizacji obudowania i stworzeniu atrakcji w formie latarni morskiej. Niestety już w 1999 roku okazało się, że promień światła przez nią wysyłany jest niewystarczający i odebrano jej ten przywilej. Od tego czasu służy mieszkańcom i turystom głównie jako punkt widokowy. Aby móc spojrzeć na okolicę z około 40 metrów, trzeba uiścić opłatę w wysokości 4 złotych.

Idąc „Monciakiem”, dotarliśmy do naszego samochodu i ruszyliśmy w kierunku głównego celu, jaki obraliśmy na ten dzień.

Jadąc z Gdańska w kierunku Krynicy Morskiej, mija się położoną wśród pięknych żuławskich lasów wieś Sztutowo. Jest ona siedzibą gminy o tej samej nazwie. To właśnie w jej obrębie schowany wśród drzew przed wścibskimi oczami przejeżdżających znajduje się najdłużej działający obóz koncentracyjny II wojny światowej (dziś – bezpłatne Muzeum Stutthof). Konzentrationslager Stutthof powstał niezwłocznie po zajęciu przez wojska niemieckie Wolnego Miasta Gdańska, tj. od 2 września 1939 roku aż do 9 maja 1945 roku, kiedy to do prawie opustoszałego obozu wkroczyła Armia Czerwona.

W całym okresie działania obozu przetrzymywano tam około 120 tysięcy ludzi, głównie Żydów. Ponad połowa z nich zginęła, wielu przez bardzo ciężkie warunki jakie tam panowały. Najgorsza była zima, gdy na dworze temperatura dochodziła do -20 stopni Celsjusza, wewnątrz nieogrzewanych i nieumeblowanych baraków było jedynie kilka stopni więcej. Więźniowie śpiąc na podłodze wyłożonej sianem, musieli w nocy tulić się jeden do drugiego, aby jakoś przetrzymać do rana. Wielu ta sztuka się nie udawała i o świcie sprzątacze wynosili zamarznięte zwłoki.

Innym środkiem uśmiercania osadzonych była niepozornie wyglądająca komora gazowa. Znaleźliśmy ją za ostatnim budynkiem, tuż przy torach kolejki wąskotorowej, którą zwożono ludzi niczym bydło na rzeź. Chyba najbardziej „humanitarne” były strzał w głowę i szubienica.

Dziś w słoneczny dzień, gdyby nie tablice informacyjne i umieszczone na nich zdjęcia, można by pomyśleć, że nie było tu tak źle. Wszędzie dookoła pięknie zielone drzewa, pod nogami równe alejki i przystrzyżona trawa, gdzieniegdzie poustawiane schludnie wyglądające baraki. Ot, obóz skautowski, a nie koncentracyjny.

Jednak gdy zaczniemy czytać, gdy spojrzymy na nieme, a wprost krzyczące czarno-białe, gruboziarniste zdjęcia wywieszone w gablotach, to uśmiech znika z twarzy, serce zaczyna mocniej bić, a włosy na głowie jeżyć. Z piersi wyrywa się okrzyk: „Jak człowiek mógł zgotować drugiemu człowiekowi taki los?!”

Po około 2 godzinach zwiedzania ruszyliśmy w dalszą drogę. Moi znajomi chcieli zobaczyć jeszcze zamek w Malborku, w którym ja już byłem i który opisywałem w tekście Malbork – Diabeł i krzyż, więc nie będę Was już tym zamęczał po raz drugi. Po kilku godzinach gdy zaczynał już zapadać zmrok, dojechaliśmy do Elbląga, w którym mieliśmy spędzić cały następny dzień.

6 uwag do wpisu “Sopot – molo i obóz zagłady

  1. Nigdy tam nie byłam i chyba nie pojadę. Widziałam na świecie kilka takich miejsc, gdzie człowiek człowiekowi, na czele z Oświęcimiem i chyba straciłam wiarę w człowieczeństwo. Ale o waszych podróżach czytam z przyjemnością

    Polubione przez 1 osoba

  2. Mnie się jakoś udało omijać takie miejsca. Nawet w czasach szkolnych nie załapałem się na żadna wycieczkę do miejsc kaźni. Zgadzam się jednak, że trzeba pisać o tym, a skoro wpadnie nam w ręce jakiś tekst, czy dokumentacja zdjęciowa to trzeba czytać i oglądać.
    To się nie może powtórzyć

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s