Elbląg – Klocek lego i duże EL

W kolejnej części mojej wizyty w Elblągu znalazłem wielki klocek lego i wstąpiłem do kościoła, który okazał się być galerią sztuki. „Wsłuchałem się” też w duży mural, odwiedziłem muzeum (no prawie) i rzuciłem okiem na dwa ratusze. A poza tym sporo pospacerowałem i miałem z tego przyjemność. A zaczęło się tak…

Po zjedzeniu śniadania ze znajomymi ruszyliśmy na miasto. Jego znaczną część poznałem już podczas mojego porannego spaceru, który opisaliśmy w tekście Elbląg – miasto dzielnego Piekarczyka. Mogłem więc pochwalić się wiedzą zdobytą o świcie, co średnio ucieszyło moich współtowarzyszy, ale że się lubimy, to mi odpuścili „nadgorliwość”. Początkowo trasa wiodła tą samą drogą, którą już znałem, aż doszliśmy do Wyspy Spichrzów. Aby się na nią dostać, wybraliśmy tym razem nieznany mi dotychczas Most Niski. Jego historia sięga XVI wieku, kiedy to do Elbląga zawitała Kompania Angielska. Konflikty Stefana Batorego z miastem Gdańsk spowodowały wtedy, że ustanowił on Elbląg jedynym miastem handlu morskiego. Dało to niezwykłego kopa tej lokacji i przyczyniło się do jej rozwoju. Anglicy poza wieloma innymi udogodnieniami wybudowali również zwodzony most drewniany, zwany początkowo Mostem Tobiasza (od ulicy, która nosi dziś miano Studziennej). Dzisiejsza przeprawa przez rzekę Elbląg nie ma jednak wiele wspólnego z tą historyczną poza miejscem. Stara konstrukcja została ostatecznie, decyzją władz wojewódzkich, rozebrana w 1984 roku, a zabytkowe elementy, które miały być przekazane do muzeum, dziwnym trafem zaginęły bezpowrotnie (podejrzewa się, ze trafiły na jakieś złomowisko). Nową udostępniono dla ruchu dopiero w 2013 roku i od tej pory praktycznie wciąż trwają remonty.

Spod Mostu Niskiego ruszyliśmy z powrotem na ulicę Stary Rynek i już po chwili staliśmy przed budynkiem Ratusza Staromiejskiego. Choć jego nazwa sugeruje, że ma on wiekowe pochodzenie, to został wybudowany w… 2010 roku. Oczywiście wcześniej miasto miało tego typu budynek i to bardziej reprezentacyjny. Pierwszy, zabytkowy, spłonął podczas tragicznego dla Elbląga pożaru w 1777 roku, kolejny który przetrwał różne zawieruchy dziejowe, poddał się w końcu w lutym 1945 roku, kiedy to podzielił losy swego poprzednika. Miejmy nadzieję, ze obecny postoi jednak trochę i będzie można cieszyć oczy jego widokiem.

Zapatrzeni w piękne i licznie stojące tu kamieniczki skręciliśmy w ulicę Ducha Świętego. Jeśli lubicie starą architekturę, to zaręczam Wam, że nie będziecie zawiedzeni spacerem po jej wybrukowanej nawierzchni. Moją uwagę zwrócił stary budynek, wyglądający trochę jak kościół. Okazało się, że była to Biblioteka Elbląska. Jej początki sięgają 1601 roku, kiedy to powołał ją do istnienia Jan Mylius. Facet był nauczycielem i dyrektorem gimnazjum (wtedy znaczyło to znacznie więcej niż dzisiaj). To dzięki jego staraniom miejska szkoła osiągnęła charakter międzynarodowy, zjeżdżali do niej nie tylko studenci z całej Rzeczpospolitej, ale i z Holandii, Niemiec czy Węgier. Jan wiedział, że nauka bez możliwości pogłębiania jej tajników z dzieł znamienitych uczonych jest mało produktywna i powoduje, że często popełnia się błędy, które kiedyś już ktoś poczynił. Zakupił więc za zawrotną wtedy sumę 200 florenów (no dobra, takim wielkim filantropem nie był, kasę dostał od Rady Miejskiej) księgozbiór, który szybko powiększał. Pośród zgromadzonych w Bibliotece dzieł była, pochodząca z XIII wieku, tzw. Księga Elbląska. Zawierała pierwszy na ziemiach polskich spisany zbiór praw. Całość sporządzona była w języku niemieckim i miała służyć krzyżakom w osadzaniu sporów z Polakami. Udało się ją zachować aż do II wojny światowej, kiedy to, jak wiele innych zabytków sztuki i kultury, bezpowrotnie zaginęła. Może tkwi teraz gdzieś w prywatnej kolekcji, a może ktoś w latach 40-tych XX wieku napalił nią w piecu.

Z Biblioteki Elbląskiej mieliśmy już niedaleko do Muzeum Archeologiczno-Historycznego, które zamierzaliśmy odwiedzić i poznać jego zbiory. Mieści się ono w zabudowaniach dawnego Podzamcza Twierdzy Krzyżackiej. Niestety, jak już wiele razy się przekonaliśmy, chcieć a zobaczyć to dwie różne rzeczy. Gdy stanęliśmy przed tym wiekowym budynkiem, odprawiono nas z kwitkiem. Powód – trwają prace remontowe. Serio? W maju? Gdy robi się ciepło i do miasta zaczynają zjeżdżać turyści, ktoś chyba nie pomyślał. No cóż było robić, zawróciliśmy na pięcie i rzuciwszy okiem na zabytkową rekonstrukcję domu wikingów, ruszyliśmy na poszukiwanie jakiejś knajpki, aby przekąsić coś na szybko. Nasz wybór padł na restaurację Propaganda, która wystrojem i daniami nawiązuje do czasów PRL-u, które to spędziliśmy na bieganiu w dziurawych spodniach, udając Indian i kowbojów. Sentymentalna, gastronomiczna podróż uzmysłowiła nam, że jednak wolimy smaki trochę bardziej współczesne. Nie żeby trzeba było uciekać przed tym miejscem, ale na kolana nie powalało. Deser więc darowaliśmy sobie. Za to aby trochę się ochłodzić, zaproponowałem znajomym odwiedzenie miejsca, które poznałem rano. Znajdująca się przy Starym Rynku kawiarnia SłodKAWA przypomniała mi rok 2003, kiedy to podczas mojej pierwszej bytności w Grecji poznałem smak kawy frappe. Uznałem wtedy, że jest to świetny napój orzeźwiający i sądzę tak do dzisiaj (jeśli dobrze przyrządzona, to nie ma sobie równych).

Po kawie zeszliśmy jeszcze na chwilę nad rzekę i pospacerowaliśmy przez moment pomiędzy dwoma mostami. Miejsce to, dzisiaj będące czymś w rodzaju krótkich bulwarów, na których poustawiano tablice informacyjne, kiedyś tętniło życiem handlowym, mieścił się tam bowiem Targ Rybny. Sprzedawano na nim prosto z wody ryby na użytek własny, nie do odsprzedaży (pod groźbą poważnych kar). Trwało to od średniowiecza aż do początku II wojny światowej, czyli wcale nie tak krótko.

Idąc tak sobie, skręciliśmy w końcu w ulicę Kuśnierską. Naszym oczom ukazała się wysoka i robiąca spore wrażenie budowla sakralna – Kościół pw. Najświętszej Marii Panny. Został on wybudowany przez Dominikanów w połowie XIII wieku i służył im przez około 300 lat. Potem przejęli go ewangelicy i był w ich posiadaniu aż do II wojny światowej, kiedy to jego przeznaczenie diametralnie się zmieniło. Niemcy urządzili w nim bowiem… schron. Niestety wojska radzieckie, które wkroczyły do Elbląga w 1945 roku, nie oszczędziły tego miejsca. Przez wiele lat Kościół Mariacki (bo taką też nazwę nosił) był w ruinie. Dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych odbudowano go. No tak, ale co zrobić, gdy władza nie szczególnie lubi się z Kościołem. Włodarze miasta postanowili, że urządzą w budynku dużą galerię sztuki. I tak zostało już do dzisiaj. Gdy weszliśmy do środka, pośród surowych, ale pięknych murów wisiały zdjęcia pokazujące tragedię, jaką niesie ze sobą fala uchodźców. W kolejnej części na pietrze przedstawiono prace polskich fotografów ukazujące życie codzienne. W 1965 roku w Galerii EL zorganizowano wystawę plenerową na europejską skalę. Dotyczyła ona powiązań między sztuką a przemysłem. Po chwili kontemplacji nad życiem obeszliśmy jeszcze tereny przykościelne i postanowiliśmy, że przespacerujemy się do nowszej części miasta. Idąc w tym kierunku, natknęliśmy się na ciekawy mural, przedstawiający spektogramy (ścieżkę dźwiękową) z audycji radiowych promujących Elbląg.

Poszliśmy dalej przez Park Planty, ciesząc oczy jego zielenią. Na chwilę stanęliśmy przy Pomniku Odrodzenia. Odsłonięto go w latach siedemdziesiątych XX wieku. Jego bryła symbolizuje dużą łopoczącą flagę, na której ukazano ważne dla Elbląga wydarzenia historyczne. Przez wiele ostatnich lat trwała zagorzała dyskusja, czy go przypadkiem nie usunąć, bo wielu osobom kojarzył się z epoką PRL-u. W końcu jednak pozostał ku szczególnej uciesze młodych skejtów, którzy upodobali sobie to miejsce do ćwiczenia swoich umiejętności.

Gdy rozejrzałem się wokoło, aż musiałem przetrzeć oczy. Po drugiej stronie ulicy stał sobie bowiem ogromny… klocek lego. Jego barwna bryła nadawała lekkości i światła temu miejscu. Po chwili okazało się, że budynek, na który patrzymy, jest niedawno odnowioną Szkołą Muzyczną. Powiem Wam szczerze – robi wrażenie (co możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu). Tuż przed Zespołem Szkół Muzycznych na Skwerze im. Rotmistrza Pileckiego stoi kolejny, już nie tak monumentalny pomnik. Upamiętnia on Polskie Państwo Podziemne.

Kilka kroków dalej dotarliśmy do miejsca, które nazywane jest małymi płucami Elbląga. Zieleniący się wiosną Park Traugutta, dziś miejsce spacerów i zabaw, jeszcze nie tak dawno był… cmentarzem. W jego górnej części miejsce spoczynku znajdowali krezusi miejscy, dolna przeznaczona była dla tych biedniejszych obywateli miasta. To tam znajdował się piękny zabytkowy kościół św. Anny, który władze PRL-u nakazały rozebrać. Udało się natomiast zachować Cerkiew Grekokatolicką im. Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Niestety nie udało nam się wejść do tego zabytkowego kościoła. Został on wybudowany w 1902 roku i służył przez wiele lat jako kaplica cmentarna. Nosił wtedy wezwanie św. Anny. Dopiero w 1984 roku przekazano go ewangelikom, aby mogli odbywać w nim swoje spotkania.

Spojrzeliśmy na zegarki i okazało się, że trzeba już powoli wracać. Idąc z powrotem, przystanęliśmy jeszcze przy budynku Urzędu Miasta. Co w nim takiego szczególnego? Ten ładny zameczek, otoczony kiedyś bujnymi ogrodami wybudowano w 1912 roku. Mieściło się w nim dawne Gimnazjum im. Heinricha von Plauen.

Na koniec naszego pobytu w Elblągu spojrzeliśmy jeszcze raz na rzekę, a w kolejnym dniu udaliśmy się w kierunku Fromborka. Ale o tym już w następnych tekstach o podróży po Polsce. Ukażą się one w lutym, a wcześniej zabierzemy Was do tętniącego życiem Londynu.

2 uwagi do wpisu “Elbląg – Klocek lego i duże EL

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s