Palermo – wstyd i wiara

W kolejnej części naszej sycylijskiej przygody dokończymy Wam naszą relację z Palermo. Dowiecie się z niej m.in. o tym, czy nagość na środku sporego placu szokuje, czy wręcz przyciąga wzrok, zajrzycie z nami do starego klasztoru, który obecnie stał się biblioteką, czy też poznacie typowe włoskie podejście do opisanych na wejściu godzin otwarcia.

Po tym jak już zrobiliśmy sobie trochę sweet foci przed Katedrą w Palermo (relację z pierwszej części naszego zwiedzania sycylijskiej stolicy znajdziecie w tekście Palermo – mafia i kościoły), ruszyliśmy na dalszy podbój miasta. I mimo że trochę nam burczało w brzuchach, to postanowiliśmy jeszcze chwilę się wstrzymać. Gorzej, że nasze pęcherze też już domagały się opróżnienia. Idąc ulicą Vittorio Emanuele, po lewej stronie zauważyliśmy stary, opuszczony budynek kościoła Santa Maria della Grotta al Cassaro. Został on nadany zakonowi jezuitów w drugiej połowie XVI wieku. Zakon ten, jak pewnie wiecie, dzięki dużemu poświęceniu się nauce i polityce miał spore wpływy na rządzenie wieloma państwami. Zamiłowanie do wiedzy zaowocowało utworzeniem przy kościele i klasztorze dość sporej biblioteki. Mimo tego, że podczas drugiej wojny światowej w wyniku alianckich bombardowań dużo wycierpiała, to dziś dalej można ćwiczyć w niej swoje szare komórki. Nas jednak zaciekawiła z bardziej prozaicznego powodu, w jej wnętrzach kryły się bowiem… toalety. Gdy już wyszliśmy z nich z uśmiechami, mogliśmy zacząć podziwiać Collegio Massimo dei Gesuiti – Biblioteca Regionale.

Piękny dziedziniec otoczony kolumnami połączonymi sklepieniem łukowym robił naprawdę niesamowite wrażenie. Dodatkowo, mimo iż za wielką otwartą bramą kłębiły się tłumy, tam było wyjątkowo cicho i spokojnie. Przechadzając się krużgankami, zobaczyliśmy jakieś stare maszyny. Postanowiliśmy sprawdzić, co to jest. Okazało się, że stoją przed nami maszyny drukarskie, na których dekady temu robiono książki. Każde z urządzeń było doskonale opisane, więc mogliśmy poznać jego zastosowanie.

 

Po chwili zwiedzania ruszyliśmy dalej wspomnianą wyżej ulicą. Mijały nas tłumy mieszkańców i przyjezdnych, my jednak parliśmy dalej do przodu. Po kilku minutach dotarliśmy na spore skrzyżowanie. To w tym miejscu następuje zbieg czterech dzielnic miasta. Gdy podnieśliśmy głowy, ujrzeliśmy cztery bardzo podobne do siebie kamienice. Już wiedzieliśmy, że jesteśmy na Quattro Canti. Plac ten został utworzony na początku XVII wieku. W każdym z jego narożników powstała kamienica/pałac, na której frontonach zamieszczono alegorie pór roku, figury królów sycylijskich i świętych kobiet. Całość robi naprawdę duże wrażenie i jeśli będziecie w Palermo, to koniecznie odwiedźcie to miejsce.

Kawałek dalej ukazał nam się niesamowity obraz. Na środku placu tuż przed Ratuszem zebrała się spora grupa golasów. Wystawiali się w różnych pozach, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Wszyscy pochodzili od jednego stwórcy, był nim Francesco Camilliani, pochodzący z XVI wieku włoski rzeźbiarz. Nas kamienne posągi nie zgorszyły, nie zauważyliśmy również, aby budziły niepokój innych obecnych na placu. Jednak gdy powstała Fontanna Wstydu (Fontana Pretoria), bo taka jest nazwa tej budowli, mieszkające w pobliskim klasztorze zakonnice były zszokowane. Aby uchronić ludzi przed „golizną”, postanowiły zniszczyć figury mężczyzn. I tak pewnej nocy pod osłoną ciemności ruszyły do ataku. Będąc jednak świątobliwymi osobami, wstydziły się dotykać genitaliów, więc zniszczyły rzeźbom… nosy.

Dosłownie po kilku krokach doszliśmy do Piazza Bellini. To właśnie tam usytuowane są dwa kościoły, które chcieliśmy zobaczyć. Niestety, gdy podeszliśmy pod ich wejścia, okazało się, że wszystko jest pozamykane. Z tym poświęconym Santa Maria dell’Ammiraglio jeszcze rozumieliśmy sytuację (spóźniliśmy się dosłownie kilka minut). A szkoda, bo jego wnętrza są ponoć przepiękne, zaś mury pochodzą z połowy XII wieku. No dobra, później były jeszcze przebudowywane w XVI wieku. To właśnie opiekujące się tą świątynią siostrzyczki postanowiły oszpecić Fontannę Wstydu.

Tuż obok stoi druga budowla sakralna Kościół San Cataldo i tu trochę się zdenerwowaliśmy. Na drzwiach bowiem wywieszono informację, że powinien być jeszcze otwarty przez co najmniej 25 minut, a drzwi nawet na milimetr się nie poruszyły. Już odchodziliśmy, gdy zobaczyliśmy, że jednak jego podwoje się otwierają i wychodzi z nich dwóch młodych mężczyzn. Podeszliśmy do nich i stwierdziliśmy, że chcemy zobaczyć, co jest w środku. Jeden z nich powiedział: „Już zamknięte”. Na nasze protesty odpowiedział, że na tablicy z godzinami otwarcia jest błąd i on już zamyka. Uśmiech Reni i moje słowa o ostatnim dniu blogerów podróżniczych w Palermo jednak trochę zmiękczyły jego serce. Uchylił na chwilę drzwi i pozwolił zrobić szybko jedno zdjęcie bez wchodzenia do środka. Tak też uczyniliśmy i dzięki temu możecie poniżej zobaczyć wnętrze tego XII-wiecznego kościoła wybudowanego w stylu arabsko-normańskim.

Naprzeciwko usytuowany jest trzeci kościół – Santa Caterina. Ta niesamowita budowla z XVI wieku udostępnia turystom swoje podwoje, a pełna trasa obejmuje również oglądanie pomieszczeń klasztoru dominikanów. Bilet normalny kosztuje 6 euro.

Na koniec przed udaniem się na posiłek postanowiliśmy jeszcze zobaczyć oddalony o kilkaset metrów Teatro Massimo. Gdy dotarliśmy na miejsce, słońce już zaszło i wokoło paliły się lampy uliczne, a budynek teatru był pięknie oświetlony. Miejsce to jest naprawdę wyjątkowe i musicie uwierzyć nam na słowo, że jego wnętrza robią wrażenie (nie wolno w nich niestety wykonywać zdjęć). Gdy wystawiane są w nim przedstawienia, widzowie mogą ponoć zachwycać się perfekcyjną akustyką (jedną z najlepszych na świecie). Z zewnątrz wcale nie widać, że jest to największy we Włoszech, a zarazem trzeci co do wielkości w Europie teatr operowy.

Jak wiele miejsc w Palermo, również i Teatro Massimo ma swoje powiazania z mafią. Choć te, o których tu wspominamy, odnoszą się do filmu „Ojciec Chrzestny III”. W finałowej scenie kultowego już dzieła F.F. Coppoli na schodach teatru ginie córka Michaela Corleone. Człowieka, który początkowo chciał zerwać z brudnymi interesami rodziny, ale ostatecznie został prężnym donem mafii sycylijskiej.

Tego dnia zakończyliśmy zwiedzanie Palermo. Usiedliśmy w jednej z trattorii przy Teatrze Wielkim i zjedliśmy późny obiad, a wracając do hostelu, wstąpiliśmy jeszcze na kawę i cannoli (nasze pierwsze na Sycylii). Geneza przepysznych rurek wywodzi się jeszcze z okresu X wieku, kiedy to kobiety z arabskiego haremu lub – według innych podań – mniszki (różnica raczej kosmetyczna – jedne i drugie siedziały w zamknięciu) wymyśliły prosty przepis na wyjątkowo smaczny deser. My już niedługo zamierzamy go wypróbować. Uwaga, jest bardzo słodki.

Cannolo siciliano:
Ciasto – 2 łyżki cukru pudru, 2 żółtka, 50 g masła/smalcu (roztopionego), 250 g mąki i około 60 ml białego wytrawnego wina
Nadzienie – 250 g serka ricotta, 100 ml śmietanki kremówki (30-36%), 100 g cukru pudru

Składniki na ciasto mieszamy i zagniatamy, następnie wkładamy do lodówki na około 1 godzinę. Potem bardzo cienko rozwałkowujemy je i wycinamy okrągłe kawałki, które nakręcamy na metalowe rurki, tak aby końce mocno się sczepiały. Smażymy w głębokim tłuszczu (Włosi robią to ponoć w smalcu, my jednak wybierzemy chyba olej).
Gdy ciasto wystygnie, wypełniamy je zmieszanymi delikatnie składnikami nadzienia (śmietankę przed połączeniem ubijamy na sztywno). Na koniec posypujemy całość cukrem pudrem.

Choć tego dnia udaliśmy się już na spoczynek, to Palermo odwiedziliśmy jeszcze na koniec naszego pobytu na Sycylii. Wtedy wyskoczyliśmy do ponoć jednego z najwspanialszych ogrodów botanicznych w Europie. I z tą opinią całkowicie się zgadzamy. Spacer wśród przepięknej i soczystej zieleni doskonale nas odstresował i pozwolił na zwolnienie. Ogromne figowce, drzewa smocze, cytrusy, palmy czy bambusy doskonale wyciszały i relaksowały, a dodatkowo filtrowały powietrze. Tyle cudownych okazów w jednym miejscu można było umieścić dzięki sprzyjającemu ich wzrostowi klimatowi wyspy. Miejsce to ma już ponad dwieście lat i naprawdę warto wydać 6 euro na jego zwiedzenie.

Stamtąd wolnym krokiem ruszyliśmy w kierunku nadbrzeżnych bulwarów, na których panował spory ruch. Co jak co, ale trzeba przyznać Włochom, że umieją spędzać czas na wolnym powietrzu, a do tego zarażają taką formą spędzania czasu swoje dzieci – brawo.

Już w następnym tekście zabierzemy Was do kolejnych niesamowitych miejsc na Sycylii. Zobaczycie m.in. przepiękną katedrę w Monreale czy starożytne miasteczko na wzgórzu – Erice, zapraszamy: Monreale i Erice – miasto we mgle.

2 uwagi do wpisu “Palermo – wstyd i wiara

  1. Zdjęcia z ogrodu botanicznego – cudo. Taki mały raj na ziemi 🌴 Co do Włochów, to będąc nad Como zwróciłam uwagę, że dla nich spotkanie się z rodziną na świeżym powietrzu to coś najbardziej naturalnego pod słońcem. I trochę im zazdroszczę słonecznego nieba, pod którym takich okazji nie brakuje 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s