Legoland – wyjazd na Majówkę lub prezent na Dzień Dziecka

Zastanawiacie się, gdzie wyjechać na majówkę z dziećmi? A może myślicie o tym, jaki prezent na Dzień Dziecka sprawić swoim pociechom? Chcemy Wam zaproponować miejsce, które nie tylko im sprawi radość i frajdę, ale i Wy będziecie się dobrze bawić. Naprawdę, byliśmy tam i przetestowaliśmy większość atrakcji. Przez dwa dni poczuliśmy się jakbyśmy mieli kilka- kilkanaście lat i jakby wszystko wokół zatrzymało się w świecie fantazji.

Pewnego zimowego dnia, gdy za oknem zacinał śnieg z deszczem oraz wiał zimny wiatr, przytuleni pod kocem, rozmawialiśmy o swoich marzeniach z dzieciństwa. Renia przyznała się, że ciągle niespełnionym było wybrać się do Legolandu. Po pewnym czasie zobaczyłem promocję na bilety lotnicze do Billund – miasta, w którym znajduje się świat z klocków LEGO. Nie ma się zresztą co temu dziwić, w końcu to właśnie tam jest ich fabryka i centrum dowodzenia produkcją. Nie zastanawiałem się długo, tylko kupiłem lot w obie strony i powiedziałem o tym mojej Narzeczonej.

I tak w pierwszy weekend kwietnia wylecieliśmy z Poznania spełnić marzenie Reni.

ATRAKCJE LEGOLANDU

Całe klockowe miasteczko podzielono na kilka stref tematycznych. Jest to rozwiązanie dość ciekawe i dobre, bo można wczuwać się w poszczególne jego elementy (mapkę znajdziecie na jednym z poniższych zdjęć). Żeby jednak dostać się tam, trzeba po zakupieniu biletów (podsumowanie kosztów znajdziecie na końcu tego tekstu) przekroczyć bramę. Jeśli macie zamiar wejść z dużą torbą lub plecakiem, to zostaniecie poproszeni o pokazanie jej zawartości. To tylko rutynowe środki bezpieczeństwa i nie musicie się ich obawiać. Po ominięciu bramek znajdziecie się w miejscu jak z bajki i możecie oddać się zabawie.
Jeszcze tylko jedna uwaga – na niektóre, te ruchome elementy, można dostać się tylko, gdy posiadacie odpowiedni wzrost (sprawdziliśmy, nawet Renia łapała się na wszystkie – patrz zdjęcie).

Mapa atrakcji Legolandu
Mapka – jak poruszać się po Legolandzie

Imagination Zone

U nas na pierwszy rzut poszła strefa o nazwie Imagination Zone. Mieści się w niej kino 4D, w którym wystawiają filmy z gwiazdami klocków LEGO. Nam trafiła się produkcja o dzielnym policjancie i sprytnym bandycie. Oczywiście jak na dobrą bajkę dla dzieci przystało, dobro zwyciężyło. Zanim jednak się o tym dowiedzieliśmy, podczas seansu, który przesiedzieliśmy w okularach 3D, byliśmy na przemian spryskiwani wodą i owiewani powietrzem. Czy nam się podobało? Jasne, a okrzyki podekscytowanych dzieci świadczyły o tym, że im też.

Przed wejściem do kina stoi coś, na widok czego Mikołajowi zaszkliły się oczy. Toż to najprawdziwszy X-wing, najpopularniejszy myśliwiec uniwersum Gwiezdnych Wojen. Nie było siły, która odwiodłaby go od wejścia do środka (tak, dobrze widzicie, był to model z klocków LEGO w skali 1:1) i przymierzenia się do sterów. Tym bardziej, że za plecami miało się pomocnika w postaci niezastąpionego R2D2.

Atlantis by Sea Life

Kolejną odwiedzoną przez nas atrakcją był duży basen, a właściwie akwarium, które zwiedzało się jakby od wewnątrz. Poza przepięknym światem podmorskich głębin, z podświetlanych tablic można dowiedzieć się wielu ciekawostek. Ot choćby takiej jak ta, kto jest większym morskim drapieżnikiem – rekin czy człowiek. Myślicie, że odpowiedź jest łatwa? To powiemy Wam, że rocznie w szczękach tych lubianych przez kino ryb, ginie mniej niż 10 osób, natomiast w tym samym okresie człowiek wybija… 73 miliony rekinów. Masakra!!!

Takich, jak i mniej przygnębiających informacji znajdziecie w Atlantis by Sea Life sporo więcej, a barwne i zwinne ryby ukoją Wasze umysły przed kolejnymi częściami parku.

Duplo Land

Jeśli Wasze dzieci są za małe, by bawić się prawdziwymi klockami LEGO, możecie pokazać im świat Duplo. Takie same, tylko trochę większe, nauczą je jak później budować bardziej skomplikowane budowle. Zabawa pośród wspaniałych domków, gdzie można nawet porozmawiać przez telefon stacjonarny, udać się do klockowego szpitala czy zasiąść za sterami małych samochodów na pewno rozbudzi fantazję Waszych pociech. Gdy już macie dość „kawki” podawanej przy małym stoliku, możecie zapakować całą rodzinę do mini pociągu i pojechać w nieznane. No dobra, cała trasa trwa około 2 minut i wiedzie przez świat Duplo zabawek. Wagoniki są naprawdę małe i nawet Renia była w nich trochę ściśnięta.

Ninjago World

Aby poczuć się trochę „starzej”, ruszyliśmy do krainy walecznych japońskich wojowników. Niestety, nikt nam tam nie dał ani miecza, ani nie zdradził tajemnych technik walki. Za to mogliśmy wsiąść do czteroosobowego wagonika, który poruszał się wewnątrz wypełnionego ekranami pomieszczenia. Rzucane z projektora obrazy przedstawiały różne potwory i czarne charaktery. Aby je pokonać, trzeba było odpowiednio wymachiwać rękami. No cóż, muszę przyznać, że Renia była w tym za każdym razem lepsza – urodzona wojowniczka.
Po wyjściu na zewnątrz trafiliśmy na swego rodzaju klatki do ćwiczeń spostrzegawczości, refleksu i szybkości. Dla zawodowego ninja cechy niezwykle ważne. Postanowiliśmy się sprawdzić. Za punkt honoru wziąłem sobie, że tym razem to ja osiągnę lepszy wynik niż moja Narzeczona – udało się.
Poza tymi atrakcjami w strefie Ninjago World możecie też pobawić się w inne nie mniej ciekawe zabawy, np. przemykanie pomiędzy promieniami lasera, rzucanie przedmiotami do celu (można wygrać np. duże maskotki, tylko jak je wziąć do samolotu jako bagaż podręczny). Ogólnie można powiedzieć, że w tym obszarze Legolandu sprawdzacie swoją zręczność i umiejętności ruchowe.

Legoredo Town

Z Japonii przenieśliśmy się następnie na Dziki Zachód. Idąc uliczkami jakiegoś zapomnianego miasteczka położonego gdzieś w Teksasie, co chwila natrafialiśmy na saloon’y z jedzeniem. Ale nie myślcie sobie, że to jedyne interesujące miejsca w tej strefie. Na początek udaliśmy się do kopalni złota, gdzie w korycie z wodą można wypłukiwać ten cenny kruszec. Dla prawdziwych zapaleńców przewidziano nawet nagrodę, za jedyne 50 koron dostaną trochę swojego urobku. Kawałek dalej skorzystaliśmy z pierwszej tego dnia wodnej atrakcji. Był nią przejazd, a właściwie spływ indiańską canoe. Uwaga, Wasze ciuchy mogą być po nim mokre, gdyż na koniec pływający środek transportu zsuwa się po wodnej pochylni z wysokości kilku metrów i wpada do niecki z wodą. Wzbija wtedy spore jej ilości w górę, ochlapując pasażerów.

Kawałek dalej stoi duży drewniany budynek, który wygląda na opuszczony. To dom duchów i zjaw. Jeśli się ich nie boicie, to śmiało tam ruszajcie. Poza odszukiwaniem niestworzonej ilości LEGO szkieletów i sennych mar, możecie spróbować przejść labirynt luster oraz sprawdzić się na pionowej huśtawce (żołądek podjeżdża pod oczy, więc lepiej nie jedzcie przedtem zbyt dużo). Kiedy czekacie w kolejce, rozglądajcie się bacznie, czyhają bowiem na Was różne stwory rodem z koszmarów (np. wielka pajęczyca).

Miniland

Dla nas jednym z najciekawszych i najbardziej rozbudzających fantazję i chęć podróżowania miejsc była strefa o nazwie Miniland. To spory obszar, na którym z dużą pieczołowitością odwzorowano najróżniejsze zakątki świata. Najwięcej oczywiście tam miejsc z Danii, ale traficie też m.in. na uliczki i kanały Amsterdamu, bawarskie zamki, japońskie świątynie oraz… świat z Gwiezdnych Wojen. Wszystkie pojazdy i urządzenia, które znajdują się w tej strefie są ruchome, więc nie zdziwcie się, że z tunelu wyjedzie nagle pociąg, dźwig podniesie ciężki ładunek czy na lotnisku zacznie kołować samolot. A co do detali, to znaleźliśmy nawet stojącą pod kościołem młodą parę oraz biwakującego w lesie turystę.

Biegające wokoło dzieci co chwila pytały swoich rodziców o szczegóły budowli i wskazywały na niezauważone przez dorosłych elementy. Jak dla nas taki sposób nauki i poznawania świata jest niezwykle pobudzający umysł małych szkrabów.

Wychodząc z tej strefy, można zasiąść za kierownicą samochodu terenowego i udać się na LEGO safari. Na Waszej drodze pokażą się słonie, żyrafy, lwy, flamingi czy groźne nosorożce. A pośród drzew będą brykać niesforne małpy. Na koniec możecie z tej przejażdżki, jak i z wielu innych, zakupić zdjęcie w cenie od 80 do 350 koron (dla nas zbędna pamiątka, ale może się skusicie).

Knights Kingdom

Czy każdy z Was nie chciał kiedyś zostać dzielnym rycerzem lub piękną księżniczką? Jasne, że tak. Dlatego gdy zobaczyliśmy nazwę tego miejsca, to od razu zapragnęliśmy się tam udać. Naszą podróż zaczęliśmy od rejsu niewielką łódeczką po stawie, na którym stał zamek. Choć rejs nie trwał długo, to i tak byliśmy zadowoleni. Podczas niego, z boku, było słychać okrzyki ludzi pędzących na jednej z kolejek górskich – Flying Eagle. Stwierdziliśmy, że kolejki chyba na razie sobie darujemy, bo byliśmy głodni. Jednak skoro kręciliśmy się koło zamku, postanowiliśmy do niego wejść. Czas oczekiwania wyświetlany na specjalnej tablicy wynosił ok. 10 min. Nie patrząc jakie atrakcje nas czekają grzecznie, poczekaliśmy. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że jednak będziemy jechać kolejką górską. Po tym jak z niej wysiedliśmy (było fajnie), rzuciliśmy jeszcze okiem na przechadzające się wzdłuż strefy księżniczki, pozujące do zdjęć i ruszyliśmy dalej.

Pirate Land

Jak się pewnie domyślacie, tam gdzie piraci, tam i woda. Biorąc pod uwagę to, że niedawno już pływaliśmy łódką, zrezygnowaliśmy z rejsu. Nie odpuściliśmy sobie jednak kolejnej atrakcji, jaką był spływ w czymś co przypominało dużą beczkę. Całość za pomocą kilku pochylni i wyciągarki wjeżdżała na szczyt wieży, skąd z dużą szybkością mknęła na spotkanie kończącego trasę basenu. Razem z nami w pojeździe znaleźli się też ojciec z synem (również Polacy). Chłopcu bardzo spodobało się, gdy do środka z siłą wodospadu wdarła się woda. Nam też, choć spodnie schły nam potem przez dłuższy czas. Dobrze, że mieliśmy ciepłą i słoneczną aurę.

Wszystkim wiadomo, że pirat może nie umieć pływać, ale ręce musi mieć silne. Kolejne urządzenie pomagało sprawdzić siłę muskułów. Siadając na fotelu, trzeba było go za pomocą liny wciągnąć na wysokość kilku metrów, a potem spokojnie (lub nie, to lepsza zabawa) opuścić się na dół.

Spacerując wzdłuż alejek, Renia wypatrzyła nagle kogoś i już biegła w jego kierunku z aparatem. Pomyślałem – może jakiś celebryta – i ruszyłem za nią. Okazało się jednak, że zauroczył ją… goły pirat. Nie włączyła mi się jednak zazdrość, bo po pierwsze ufam mojej Narzeczonej, a po drugie facet był cały z klocków LEGO.

O tym, jakimi skarbami jesteśmy dla siebie, mogliśmy się przekonać, gdy daliśmy się zamknąć w pirackich skrzyniach, co możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.

Adventure Land

Idąc dalej, wkroczyliśmy w strefę przygody (jakbyśmy już od dawna w niej nie byli). Tam królowały wodne karuzele, gdzie w ścigaczach coraz szybciej można było przemieszczać klimatyczne baseny. Naprzeciwko wznosił się duży grobowiec rodem z Egiptu, z którego ze sporą szybkością wyruszały wagoniki kolejki górskiej. Pewnie się zdziwicie, ale najciekawszą według nas zabawą, bo wciągającą do rozgrywki całą rodzinę, były zawody w gaszeniu pożaru. Ludzie zamieniają się w nich w strażaków, którzy dzielnie jadą w samochodach na wezwanie i rozprawiają się za pomocą sikawek z szalejącym (oczywiście wirtualnie) ogniem. Kto pierwszy ugasi i wróci na start – wygrywa.

Polar Land

Następnym „landem” były zimne i nieodgadnione tereny dalekiej północy. Można się tam poczuć jak tacy odkrywcy jak Amundsen, Scott czy Polak Marek Kamiński. Dzieciom spodobają się na pewno pływające i spacerujące swym pokracznym chodem pingwiny, które można obserwować zza szyby. Starsi wybiorą największą w Legolandzie kolejkę górską o nazwie Polar X-plorer. W niektórych miejscach siła przeciążenia wynosi na niej 4 g. Według definicji jest to moment, gdy człowiek właściwie nie może się samodzielnie poruszać i może tracić orientację. Czy tak jest naprawdę? Przekonajcie się sami. Możecie też wypróbować wirówki, które kręcą się wokół własnej osi i do tego jeszcze góra-dół.

PRAKTYCZNA STRONA WYJAZDU

Bilety lotnicze kupiliśmy z około trzymiesięcznym wyprzedzeniem na stronie jednego z popularniejszych pośredników. Podróż dla dwóch osób w obie strony kosztowała nas 380 zł (pewnie da się trochę taniej to ogarnąć).

Bilety do Legolandu to kolejny wydatek za dwie osoby dorosłe zapłaciliśmy ok. 570 zł, za karnety wstępu, umożliwiające korzystanie ze wszystkich atrakcji za darmo przez cały weekend.

Dopiero później zaczęły się finansowe schody. Jeśli chodzi o bazę noclegową, to w Billund można wybrać kilka opcji:

  • Hotel LEGO i Zamek LEGO (działa od 2019 roku) – pokoje tematyczne od 2000 zł za dobę
  • Kamping LEGO (nocleg w dużej beczce) – ceny od ok. 800 zł za dobę
  • Pole namiotowe – ceny od ok. 120 zł za dobę
  • My zadowoliliśmy się pokojem dwuosobowym w hotelu tuż przy lotnisku (standard naprawdę dobry, a pokój świetnie wyciszony) – koszt ok. 450 zł za dobę.

Jeśli zastanawiacie się nad wyżywieniem, to na terenie parku dostępnych jest kilka rodzajów restauracji:

  • Quick Service (coś w stylu Maca lub KFC) – to był nasz wybór, szczególnie przypadł nam do gustu „Burger Kitchen”, do którego prowadzi czerwony dywan z „klockową” aleją sław (mają dość dobrą kawę i fajnie wyglądające frytki w kształcie klocków LEGO) – ceny całkiem znośne jak na Danię
  • Casual Dining – jest obsługa kelnerska, ale ceny są dwa razy wyższe niż w poprzedniej
  • Restauracje w formie bufetu, gdzie nakładacie, co chcecie. Niby fajne rozwiązanie, tyle że dość drogie
  • No i oczywiście najróżniejsze budki z przekąskami. My polecamy szczególnie hot-dogi, są naprawdę dobre – cena od 30-40 koron.

Spacerując po Legolandzie, nie musicie obawiać się, że Wasze pociechy będą się nudzić w kolejkach do atrakcji (potrafią być dość długie, czas oczekiwania wyświetlany jest na małych ekranach), bo wszędzie przygotowano wanienki z klockami, którymi dzieci mogą się bawić.

Gdy wieczorem będziecie opuszczać już to miejsce, nie zapomnijcie zajrzeć do sklepu firmowego. Tylko pamiętajcie, jeżeli wchodzicie tam z dziećmi, miejcie dostępny na karcie większy limit.

To już koniec naszej wizyty w Legolandzie. Nie opuścimy jednak Billund. W kolejnym tekście Billund – co robić poza Legolandem pokażemy Wam inne atrakcje tego miasteczka, a jest ich całkiem sporo.

14 uwag do wpisu “Legoland – wyjazd na Majówkę lub prezent na Dzień Dziecka

  1. Byłam w Legolandzie, ale tylko tym angielskim, najbardziej pamiętam tłumy ludzi, ale moje dzieci miały frajdę. Zawsze tak planujemy podróże by było coś dla mnie, dla męża i dla dzieci, dlatego takie miejsca to MUST

    Polubienie

      1. Czytam was regularnie do kawy, nie zawsze mam czas skomentować. Macie fajny sposób opisywania podróży, taki jak mnie najbardziej pasuje

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s